Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • sobota, 01 czerwca 2013
    • przodkowie

      Razem z moją mamą wdrażamy dziewczynki w zawiłości naszego drzewa genealogicznego. Grzecznie słuchają na temat prababki i jej sióstr, a także na temat ich małżeństw.

       

      Nagle rozmowę przerywa telefon.

       

      HELENA (niby uprzejmie, a jednak z przekąsem): O, to pewnie pradziadek Stanisław Pierwszy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 01 czerwca 2013 21:44
  • niedziela, 26 maja 2013
  • sobota, 18 maja 2013
  • piątek, 17 maja 2013
    • o biedzie i bogactwie

      Mówi się, że Polacy mają podejrzliwe podejście do ludzi zamożnych, że twierdzą, że każdy milioner to złodziej, że zamiast pielęgnować protestancką cnotę bogacenia się postrzeganą jako dowód na to, że podobamy się Bogu, to wolą narzekać, jęczeć i zastawić-a-postawić-się.

       

      No i proszę, już widzę skąd to sie bierze, bo chyba hoduję kolejne takie Polki typowe.

       

      Oto lektury baśni (o korzeniach w końcu ludowych) doprowadziły do tego, że ideałem moich córek jest być biedną. Biedną, piękną i szlachetną być - to obecnie jest cel zabawy i najchętniej wybierana rola. Już niekoniecznie każda chce być "klólewną". To stało sie zbyt proste, prostackie wręcz. Klólewna- OK jest spoko nawet, ale jeszcze lepsza jest biedna służąca, koniecznie bosa i w łachmanach, koniecznie poniewierana przez klólewnę, ale w nieszczęściu swem piękna i dobra. Na końcu zabawy okazuje się klólewną w przebraniu, ewentualnie podnoszona jest do rangi klólewny poprzez małżeństwo z królewiczem, doprowadzając do rozpaczy tę drugą, czyli złą klólewnę. I oczywiście potem następuje zamiana ról, bo wiadomo, że najlepiej być służącą.

       

      Niepokoi mnie ten trend, ale przecież nie ma porywających serce książek o uczciwym dorabianiu się i rozsądnym korzystaniu z majątku. 

       

      A wczoraj taką rozmowę odbyłam z Helenką (nadal przede wszystkim rozmawiamy o tym, jak jest "w jej kraju").

       

      - W moim kraju, mamo, to wszyscy bogacze są źli. Wszyscy! A dobrzy ludzie to wszyscy są biedni! Okropnie są biedni! Strasznie biedni są! - dodaje z rozkoszą.

      - A może, może, może... - myślę w panice, że oto pojawia się szansa na wyjście z tego kanału gloryfikacji ubóstwa - Może są jacyś dobrzy bogaci ludzie, którzy robią coś dobrego? Może jakoś pomagają?

      - A był taki jeden - zamyśla się Helenka, robiąc minę doświadczonej staruszki, pogrążonej we wspomnieniach sprzed dekad. - Pomagał biednym ludziom, wiesz? Pomagał, ciągle pomagał i pomagał. Tak pomagał, że zaraz sam się zrobił od tego biedny. I już nikt więcej nie chce.

       

      Cóż, przynajmniej bez złudzeń wejdą w świat kapitalizmu wstrząsanego kryzysem, prawda? Może odpuszczę sobie rozmowę o tworzeniu miejsc pracy?

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „o biedzie i bogactwie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 17 maja 2013 13:28
  • piątek, 10 maja 2013
  • wtorek, 07 maja 2013
  • poniedziałek, 06 maja 2013
    • odjechała...

      Zacznę prozaicznie od stwierdzenia, że teoria, jakoby z biegowego roweru od razu można przesiąść się na dwa kółka, została przez Helenkę empirycznie obalona. 

       

      Kiedy Marianka miała 2 latka, za rowerkami biegowymi wszystkie głowy na ulicy się odwracały, a używanych nie można było kupić, bo tak niewiele polskich dzieciątek ich zdążyło użyć. Miała kiepski trzykołowy plastikowy pojazd, zanim odkryliśmy rower biegowy - wynalazek genialny w swej prostocie. Dający o wiele większą radochę dziecku niż cięższy trzykołowiec. Pozwalający rozwijać prędkość i uczący trzymania równowagi. Marianna w wieku 3,5 roku wsiadła na dwa kółka i pojechała, a ja uważałam, że te trzykołowce były zakupem zbędnym.

       

      Jakże niesłusznie! Helenka od drugich urodzin popyla na biegowym, ale teraz okazało się, że brak jej prostej umiejętności - pedałowania. Wsadzona na rower z pedałami, zapomniała nawet, jak się kierownicą posługiwać. Hamulec nożny tylko sprawę. Potrzebny więc był regres i jazda z bocznymi kółkami. Dziś ostatni dzień.

       

      A teraz przechodzę do części poetyckiej. Bo złapanie jazdy na rowerze to jednak trochę jak pierwszy kroczek dziecka.  Wyszła z domu. Nie umiała i piszczała.

      nie umie

      No i udało mi się być przy tym magicznym momencie, a nawet go uwiecznić. Bo kiedy przejechała widoczną na fotce drogę wewnętrzną, oderwała się od ręki ojca i pojechała. I już umiała. Już potrafi. Już nie zapomni. 

       

      umie!

      Dumna jestem i dziwnie wzruszona. I troszkę smutna, bo myślałam, że będziemy ją długo uczyć, a ona wzięła i pojechała. A Helenka jest po prostu dumna, zadowolona i z obitym łokciem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „odjechała...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 maja 2013 21:50
    • u rumcajsa za miedzą

      Rozmawialiśmy o świeżo upieczonych kierowcach. Dowiedziałam się od Marianny, że jestem kierowcą nieświeżym, no więc pojechaliśmy na majówkę samochodem. Do Czech.

       

      Pisałam ostatnio, że u nas wielki szał na Rumcajsa, prawda? Nie tylko, że kreskówki, ale przede wszystkim sama książka, a w zasadzie audiobook (dzięki stokrotne, Karolino).

       

       

      Dziewczynki teraz cały czas bawią się w rusałki, złe rusałki, służące, księżną panią, która ma pańskie fumy  i pachnie pańską wonią, oraz przerabia małe rozbójniczki na książątka, jednak jej się to nie udaje. Właśnie, nowa rola, która im się spodobała to rola małych rozbójniczek. Można z łatwością powiedzieć, że małe rozbójniczki coś tam potrafią. Na przykład wejść na Śnieżkę.

      - Wolałąbym iść na górę Kopciuszek - żałowała Helenka, ale mimo to dzielnie czteroletnimi nóżkami weszła na szczyt.

      śnieżka

      Nie poszliśmy ani na górę Kopciuszek ani na żadną inną, bo pogoda była fatalna. Okazało się jednak, że w bliższej i dalszej okolicy Szpindlerowego Młyna jest masa atrakcji rodzinnych. Na pierwszym miejscu - zdaniem dziewczynek - nieco oddalone miasteczko Jicin.  Samo miasteczko jest stare i urocze, a dla znawców i miłośników rzeczonego Rumcajsa masa atrakcji. Jest wystawa o przygodach "łupieżnika" (jak zwie się on po czesku) z kukiełkami, którymi można ruszać. Jest zakład szewski w malowniczej uliczce. No i można zobaczyć zamek księcia pana i wejść na wieżę, na której był więziony Rumcajs. Akurat przyjechaliśmy pierwszego maja i po mieście chodzili też Rumcajs z Hanką. ("Rumcajs je lepszi niż komunizm" - podsumował nasz gospodarz).

      Poza tym wybraliśmy się do Skalnego Miasta w Ardszpachu (próbowaliśmy też drugiego skalnego miasta w Teplicach, ale pogoda nas pokonała, chociaż nie byliśmy książątkami). Bardzo piękna wycieczka na około trzy godziny, trochę chodzenia doliną, trochę wchodzenia na skały, można się przepłynąć łódką po jeziorku.

       

      Odwiedziliśmy też zoo w Dvorec Kralove. Nie spodziewałam się niczego wyjątkowego, oprócz tego, że może jak zjedziemy na niziny, to będzie mniej padać, albo chociaż schowamy się do pawilonu gadów i ogrzejemy. Ale było wspaniale, to największe zoo w Czechach, bardzo duże, z ogromnymi, nowoczesnymi wybiegami dla zwierząt i  z rozmaitymi atrakcjami, z których największa to safari. Można jechać samochodem, albo "safari busem" z przewodnikiem i oglądać antylopy i zebry na otwartym terenie.

       

      Jednym słowem - polecam mocno wybrać się do braci Czechów, nie tylko fanom Rumcajsa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „u rumcajsa za miedzą”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 maja 2013 07:06
  • poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs