Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • niedziela, 02 stycznia 2011
    • nie będzie Niemiec pluł nam w twarz

      No, dobra. Nie będę udawać tolerancyjnej matki, która czuwa jedynie nad naturalnym wzrostem kwiatka, nie przycina, nie nagina, nie przywiązuje do tyczek. Teksty „oczywiście, jeśli sama będzie chciała” mogę sobie zostawić na moment, kiedy pojawi się sprawa gry na skrzypcach, nauki baletu, pływania wyczynowego. O, a najlepiej  ścianki wspinaczkowej, na którą zamierza zabrać ją Tomek. I aikido, które ćwiczy Tomek. I roweru, który kręci Tomka. O, tam wszystko niechaj zależy od niej, ale jedno jest pewne - Marianna musi jeździć na nartach. Skoro już zrobiłam to wyznanie, przyznam się do kolejnej rzeczy. Tak, ten Niemiec pojechał mi po ambicji. Tata małej Tosi, która chodzi z Marianką na rytmikę, poza tym ojciec dwojga starszych dzieci. Opowiadał, jak to uczył je zanim skończyły 2 lata i jak to w drugim sezonie już jeździły po Kasprowym, gdzie zamierza Tosię zabrać w tym roku. Nawet jeśli 10 % tego jest prawdą, to i tak moja narciarska ambicja poczuła się urażona. Nie będzie (nawet miły i ładnie mówiący po polsku) Niemiec pluł nam w twarz!

       

      Już wcześniej wdrożyłam system wychodzenia co weekend z nartkami i ćwiczenia po parę minut, co by przed wyjazdem w Tatry dziecko było wprawione. Marianna jednak, wyczuwając, jak bardzo mi zależy, oczywiście przypinała te nartki z wielkiej łaski. No i dziś wpadłam na machiavelliczny pomysł, że w sporcie nic nie działa tak, jak zdrowa konkurencja i zapowiedziałam, że na tych samych nartkach będzie jeździć Helenka. Efekty wyśmienite. Ciekawe, czy złamałam im psychikę?

       

      Dzisiejszy trening: zjazd z górki wysokości 30 cm przy parkingu i śmietniku. Jazda za kijem od szczotki. Prawdziwy sportowiec nie potrzebuje Alp i ćwiczy na własnym podwórku, dosłownie. Ciekawa jestem, czy będę mogła napisać poradnik „Jak uczyć trzylatka jeździć na nartach na Mazowszu” czy też raczej „Jak zrazić trzylatka do jazdy na nartach na Mazowszu”.

       

      A teraz garść zdjęć : śmieciarze z baraków też mogą jeździć na nartach:

      górka

      PRZYGOTOWANIE STOKU

       

      jazdaI JAZDAI HelenkaHELENKA TEŻ

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 stycznia 2011 21:13
  • sobota, 01 stycznia 2011
    • jaki nowy rok

      „Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia!” A kto to tak krzyczy? To Marianna z Helenką. Tomek im powiedział, że nie mogą zobaczyć jeszcze zdjęć, bo trzeba je najpierw wywołać. Robił sylwestrowe zdjęcia starym  aparatem z kliszą. Dziewczyny wywołują, ile sił im starczy.

       

      Dziwne, że nie śpią. Jest 21:00. Wczoraj był Sylwester i chciałam zrobić im tę przyjemność, że na imprezie mogły jeść, co chcą (za wyjątkiem zjadliwych alergenów) i iść do łóżka, kiedy chcą. Otóż moje córki wymiękły i okazały się słabymi zawodniczkami. O 21 podano tort z okazji szóstych urodzin Hani i obie moje dziewczyny po tym torcie totalnie przeczyściło. Mariance ktoś (bo nie ja) powiedział mądre przysłowie, że „jaki Nowy Rok, taki cały rok”, a ona (sądząc że Nowy Rok i Sylwester to to samo) rozpaczała: „Będzie bolał mnie brzuch caaaaały rok, będę siedzieć w łazience caaaaały rok, będę płakać caaaały rok”. I zaraz po 21 grzecznie zasnęły, choć inne dzieci szalały do północy i dłużej. Trochę miałam wrażenie (niepokojące wrażenie), że moje córeczki jak z pensji klasztornej, nie obyte ze świecącymi Barbie i nie zaznajomione z najnowszymi serialami Minimini, takie jakieś nieśmiałe przy (starszych w większości) dzieciach, pierwsze w łóżeczkach, bo brzuszki nieprzyzwyczajone do słodyczy wieczornych. Nie wiem, co o tym myśleć.

      ekipa

      MŁODSZE POKOLENIE - THE DAY AFTER

       

      Impreza była ogólnie udana. Dorosłe towarzycho mocno zgredziało (a ja wraz z nimi, żeby nie było), na puszczanie petard prawie nikomu się wyjść nie chciało (prawie, bo nie mojemu mężowi, który wciąż młody odpalał petardy od petard, strzelił sąsiadom w dom, i osmalił sobie kurtkę, podczas gdy nasza Gospodyni miotała się w kuchni przy oknie i wołała, żeby nie zostawił tylko żadnych resztek, bo tu bażancica przychodzi rano się pożywić).

       

      Ogólnie Gospodyni wprawiła mnie w podziw i zdumienie, bo j utrzymywała sterylny ład przez CAŁY czas, mimo wydawania przyjęcia dla ośmiorga dorosłych i ośmiorga dzieci. Osobę, która - tak jak ja – musi naprawdę się zmusić do zakręcenia syropku po podaniu go dziecku, a odkłada łyżeczkę po rzeczonym syropku do zmywarki tylko w przypadkach wyjątkowych – naprawdę może wpędzić w kompleksy i w poczucie istnienia jakiejś równoległej rzeczywistości, w której po imprezie się od razu noca sprząta i nakrywa do śniadania, a po wyszlifowaniu blatów  idzie się karmić bażancice. Oczywiście jak zwykle postanawiam, że w moim życiu zapanuje większy ład. Jednak wróciliśmy do naszego mieszkanka i zastał nas tam totalny bajzel, który pozostawiłam wyjeżdżając (jeszcze w ostatniej chwili dowiedziałam się, że dzieci będą przebrane i przetrząsałam szafy w poszukiwaniu stroju tancerki flamenco i baletnicy, a Marianna miała być o 16:00 na rytmice i wprost jechaliśmy na imprezę,). W każdym razie – syf nas zastał, a jak wiadomo, jaki Nowy Rok…

       

       

      Można się też spodziewać, że Marianna przetańczy cały rok, bo dziś znów musiała się przebrać.

      flamenco

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „jaki nowy rok”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 01 stycznia 2011 21:54
  • czwartek, 30 grudnia 2010
    • zabawki na choinkę bez atestu

      Cholerne, głupie pierniczki. Taką chciałam być idealną panią domu i piec z dziećmi pierniczki. Najpierw pierwsze ciasto wywaliłam do śmieci, bo nie mogłam znieść smrodu roztapiającego się smalcu z miodem. Potem z drugiego już dobrego ciasta połowa pierniczków wyszła okropnie brzydka, bo nie zrozumiałam polecenia 'wyciąć w cieście kształt" i uznałam, że nie robi się dziury tylko wgłębienie. Wreszcie te co lepsze powiesiłam na choince i dziś Helena uznała, że nie ma to jak poobgryzać wiszące na choince pierniki i tak pociągnęła, że cała choinka się  zwaliła, dobrze że jakoś uskoczyła i nie jej na buzię. Drzewo leży, szkło rozbite naokoło. Oczywiście jako furiatka, jak tylko się upewniłam, że nic jej nie jest, zaczęłam się drzeć: "Mówiłam, nie wolno ruszać choinki! Wiesz, co się mogło stać?" A Marianna z powagą: "Mogłaś umiernąć." "No nie, umrzeć nie, ale mogła się bardzo pokaleczyć" "I do  szpitala byśmy jechały. I to autobusem."

       

      Wywalam choinkę zaraz po powrocie. Tak. Wyjeżdżamy.

       

      I dopisek z 31.12: Nie, nie wyjeżdżamy. Wszystko zaczęło sie opóźniać, pogoda fatalna, a ja jeszcze mam traumę popoślizgową, jechalibyśmy po ciemku i na jeden dzień. Nagle cały wyjazd zaczął wyglądać jakoś bez sensu, . Jedziemy z dziewczynkami na imprezę do państwa K.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 grudnia 2010 21:27
    • 230 razy aaa

      Budzik na 6:50, bo Marianna musi być wcześniej dziś w przedszkolu. Trzecia noc kampanii o spanie we własnych łóżkach wygląda całkiem nieźle, śpią. Ale o 5:30 Helenka się budzi z płaczem. Idę, utulam, śpiewam, poję, usypiam. Śpi, hura!!!, ja też się kładę. Śpi całe 5 minut i od nowa. Wysyłam Tomka. Krzyki „Chcę do mamy” narastają. Tomek kapituluje i przynosi ją do nas, argumentując, że przecież całą noc spała w swoim łóżku, może chyba pospać u nas.

       

      Tak, tak – mówi moje Id. Malutkie, cieplutkie dziecko stęsknione za mamą, niech sobie śpi, zaraz zaśnie, tak miło się przytulić i powdychać jej zapach

       

      Nie, nie – mówi Superego. Nie wprowadzamy takich wyjątków, zanim nie wdrożymy reguł. Dziś o 5:40, jutro wrzaskiem wymusi przyjście tu o 3:40, a pojutrze znów zacznie się zmuszanie mnie do pójścia spać o 23, i pilnowanie, czy się nie ruszam przy pomocy palca wetkniętego w mój nos.

       

      Wstaję. Zachowuję wyrozumiałość, ciepło i spokój, przecież tak długo ją braliśmy do łóżka. Układam w łóżeczku. Mówię rzeczy, o które dawniej bym się nie podejrzewała w stylu: „Lalo śpi, Babo śpi, Binta śpi, Ajsza śpi, synek łoś śpi, dziczki śpią chrapu chrapu, chramsu chrim”. Sukces mnie zadziwia, bo Marianna w takich razach zachowywała uparcie pozycję pionową i darła się, a odsypiała potem 3 godziny na spacerze. Śpi. Wychodzę. Wrzeszczy. Wracam. I tak parę razy. O dziwo, Marianna się nie budzi. Z przerażeniem zauważam, że jest 6:10 i za chwileczkę usypianie straci sens, bo zacznie się równie bolesny proces budzenia. Na wpół śpię policzkiem na barierce łóżka i mówię „aaa”. Umawiam się ze sobą, że powiem sto razy „aaa” i albo zarządzam dzień, albo jeszcze się prześpimy.

       

      Przy osiemdziesiątym „aaa” śpi, pochrapuje. Hura, jeszcze tylko chwilka. Przy dziewięćdziesiątym piątym otwiera oczy. Kurde, dobra, jeszcze trochę, przecież już chrapała. Przy dwieście trzydziestym „aaa” „Mamo, chcę siku”, Naprawdę muszę kupić jej piżamkę, bo rozpinanie tych śpiochów i bodziaka w pędzie nie jest proste. Nie zdążyłyśmy, zmieniam pieluchę, jeszcze tylko dwadzieścia zatrzasków i znowu „aaa”. Śpi. Śpi!!!! Jest 6:30. Wczołguję się do łóżka. Przestawiam budzik na 7:00. A! Włączyłam jakieś dziwne melodyjki, ratunku! Dobra, opanowałam. O nie, nie mogę zasnąć. Śpij, głupia, aaa, aaa, aaa. Śpię. O nie. Ryczy. Ryczy: „Chcę do mamy” Odkrzykuję jej: „A ja chcę spać”, zakrywam się wszystkim i oszukuję się przez chwilę, że sama się uspokoi, w zasadzie już się uspokoiła. Potem myślę, że niech ryczy, to obudzi Mariannę i nie będę ja tego musiała robić, byle tylko nie otwierać oczu, bo wtedy okropnie boli głowa. No dobra, jest 6:50, muszę wstać. Biorę zaryczaną na ręce. Usypia na nich w ciągu nanosekundy. Kładę na kanapie. Śpi. Zapalam światło. Śpi. Robię śniadanie, śpi, budzę Mariannę, śpi,jemy w pełnym świetle, rozmawiając i śmiejąc się bardzo głośno (kanapa jest w salonokuchni). Wychodzę z samą Marianką do przedszkola i patrzę na rozkosznie śpiącą, śliczną istotkę z niejaką złością…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 grudnia 2010 09:13
  • środa, 29 grudnia 2010
    • zpt

      Jak się produkuje dziewczynkowe dziewczynki?

       

      Zgorszonych zapewniam, że kupiłam wyklejankę z samochodami! Już czeka!

       

      Marianna malujepudełeczko 1pudełeczko 2

       

      To coś przyczepione do bluzki, to medal za spanie we własnym łóżku. Tak, odnosimy sukcesy. Tak, role sie odwróciły - Tomek je uspokaja, a rano ja się pytam wyspana "Budziły się? Co? 11 razy wstawałeś? Dlaczego mnie nie obudziłeś?". Czyli po prostu wystarczy zasnąć jako pierwsza, spać MOCNIEJ (wino przed snem bardzo pomaga) i liczyć na odpowiedzialność partnera. Że też tak długo tego nie rozgryzłam!

      A skoro już zaczęłam się chwalić wyrobami Marianny, zaprezentuję wizję człowieka wg mojej trzylatki. Nie mogę się nadziwić, bo wreszcie zaczęła coś sensownego rysować. Autoportret Marianny, jeden z setek, reprezentatywny dla ukształtowanego ostatnio stylu, proszę zwrócić uwagę na pępek (tak, to wielkie to pępek) i język jako elementy nieraz ważniejsze niż ręce!

       

      autoportret

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 29 grudnia 2010 21:48
    • czy to pech? czy to znak?

      Mieliśmy jechać z państwem S. nad Bug do domku ich znajomych. Jutro. Najpierw ja rozwaliłam samochód (od kiedy poznałam cenę naprawy, uważam to za Prawdziwy Poważny Wypadek Samochodowy). Potem im padł rozrząd i cały silnik. Staraliśmy się nie poddawać, samochody można wszak pożyczyć. A dziś okazało się , że ich synek rozwalił sobie szytą niedawną brodę i ma szycie na szyciu i kontrolę w piątek. Moglibyśmy więc pojechać z jednodniowym opóźnieniem. Czy to jednak nie jest Znak, że mamy zostać? Jedyna pocieszająca sprawa, to fakt, że nie tylko nam psuje się samochód i nie tylko nasze dziecko ma zaszytą brodę - tak sobie dziś myślałam brnąc piechotą z wózkiem w śniegu oraz smarując cebulową maścią na blizny brodę Marianki.

       

      Oczywiście c.d.n Pojedziemy? Nie pojedziemy? Emocje sięgają zenitu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 29 grudnia 2010 21:19
    • Matka żoliborska

      Wreszcie zrobiłam zdjęcie, bo się wystraszyłam, że to przecież niebawem zniknie. Szkoda byłoby nie uwiecznić i nie rozpowszechnić.

       

      Jarek

       

      Nie wiem, jak to połączyć z tematyką tego blogu. Może tak, że dziewczynki lubią patrzeć na wielkiego psa za tym płotem? Może tak, że żoliborska matka, to tytuł który zobowiązuje?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 29 grudnia 2010 12:54
  • wtorek, 28 grudnia 2010
    • fazy

      Helenka wpadła w fazę "A dlaczego?" i w fazę  "Ja sama".

       

      Marianna nie przerabiała tych faz.

       

      Nie wiem natomiast czy normalna jest faza śpiewania "oj maluśki maluśki" przy jednoczesnych energicznych rzutach lalką płci męskiej w ścianę (z okrzykiem "Maluśki!" I maluśki łubudu na łeb).

       

      Marianka z powodu nie do końca książkowego rozwoju zapisana do endokrynologa i do laryngologa w sprawie wędzidełka na styczeń.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „fazy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 grudnia 2010 21:19
    • Jak ja boję się Musierowicz

      Na fali powodzenia wznowienia "Poczytaj mi mamo" (ulubiona historyjka Marianny to "Niebieska dziewczynka", a ulubiony fragment "a te tłuste wałeczki, to moje dwie córeczki),

      Poczytaj mi mamo

      sięgnęłam po "Boję się" Musierowicz z tej serii.

       

      Czy ja mam zwidy, czy to typowy PRL-owski taniec z cenzurą? Kiedyś czytałam dyskusje i artykuł o politycznych aluzjach u Musierowicz. Od razu tak załapałam, że solidarność, że duży Darek to PZPR lub co najmniej ZOMO. A po drugiej stronie dzieci jasne, silne odwagą, choć drobne i wątłe, piersiami drobnemi zamku broniące. Hmmm... i tak sobie pomyślałam, że jak te ksiażeczki "Poczytaj mi mamo" wychodziły, to niektóre miały być osadzone w realiach dzieci. A teraz to Marianna zadaje tyle samo pytań o przypiecek u kota Filemona, co o trzepak, budzik (gdzie dzisiejsze dzieci widzą budziki?), powórko, Pszczółkę Maję i takie tam. I czytałam im dzisiaj "Pali się" - też wiele pytań typu "A po co koń? A po co beczka?"

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jak ja boję się Musierowicz”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 grudnia 2010 21:15
    • Nocna walka

      Po nocy spędzonej między zgrzytającą zębami i kopiącą lekko, a kopiącą mocno i śpiącą nie wiedzieć czemu z palcem w moim nosie, postanowiłam, że KONIEC. Nie śpią więcej z nami.

       

      Walka na dwa fronty - zgrzytająca przychodzi sama do nas i trzeba ją odnosić. Penetrująca nos ryczy bezwzględnie "Chcę do mamy".

       

      Dzięki zwarciu szyków stawiliśmy czoło podwójnemu atakowi. Jeszcze dwie noce i powinno być git.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 grudnia 2010 16:45

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs