Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • poniedziałek, 29 października 2012
  • niedziela, 28 października 2012
  • sobota, 27 października 2012
    • wąż

      Wysiadamy z samochodu.

       

      Sssssssssss.

       

      Skądś wyraźnie dobiega: Ssssssss.

       

      - Oż cholera - mówię, nie bacząc na dzieci, - chyba przebiłam koło.

      - Nie martw się mamo - uśmiecha się Helenka, - to pewnie tylko wąż zamieszkał w tej oponie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 27 października 2012 19:34
  • poniedziałek, 22 października 2012
  • niedziela, 21 października 2012
    • polska szkoła alpinizmu "radź sobie sam".

      Zastanawiałam się, jak nazwać ten wpis. Konkurencyjne tytuły brzmiały po prostu "W krzaczorach", oraz bardziej tajemniczo "Jak dostać w zęby za 60 PLN".

       

      Dlaczego w krzaczorach? Otóż znowu (dopiero ten blog uświadomił mi, jak wielka jest we mnie ta tęsknota) przygnało nas nad Wisłę. Tym razem pojechaliśmy na niezwykle ciekawą wycieczkę ścieżką rowerową od Mostu Gdańskiego na południe, po praskiej stronie. Jedzie się w chabaziach. Mimo śmieci, grafitti i podejrzanych typków w chaszczach, można poobserwować dziką przyrodę, ostrogi, pokontemplować widok Starówki we mgle. Są też plaże, miły placyk zabaw, a także Park Linowy "Tatry".

       

      Dziewczynki oczywiście bardzo chciały iść się wspinać, a panowie alpiniści, poznawszy ich wiek oraz przypatrzywszy się ich wzrostowi, nie widzieli żadnych przeciwwskazań. Żeby nikt źle nie zrozumiał: Uważam, że park linowy "Tatry" jest naprawdę fajny i ma ciekawe trasy. Naprawdę miło spędziliśmy czas. A trasa dla dzieci nie jest bardzo wysoko. Marianna - jako zwinna pięciolatka - całkiem dobrze sobie poradziła z Niską Trasą (Helenka po pierwszym fragmencie zrezygnowała).

      Może jestem matką-kwoką, ale moim zdaniem, panowie instruktorzy wykazują się brakiem wyobraźni i odpowiedzialności. Zabrali bowiem moje przedszkolaki na jednominutowe "przeszkolenie", mówiąc tak: " tu macie karabinki, otwiera się je tak, pamiętajcie, że przepinając się jeden zostawiamy na linie, przepinamy drugi, pilnujemy, aby jeden był do nas, drugi od nas, nie trzymamy za karabinek, bo można się odpiąć, tutaj jest blokada do bloczka, kiedy będziecie jechać z tyrolki". A potem sobie poszli. Daleko.

       

      Dziewczynki, jak zresztą większość dzieci w Parku Linowym, miały pod ręką sprawnego i zorientowanego ojca, który tłumaczył cierpliwie, jak przepinać, a w sytuacji zagrożenia umiał się wspiąć - łamiąc wszelkie przepisy bezpieczeństwa - i pomóc, albo zdjąć. Dostał też przy okazji  parę razy w zęby od wierzgających na linach córek (za dwoje dzieci jedynie 60 złotych, a ileż radości).  Jednak gdybym tam była z nimi sama, to bym drżała. Ogólnie, myślę, że można polecić dla dzieci w wieku od lat 7.

       

      TU: NAJŁATWIEJSZY FRAGMENT

       

      park

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „polska szkoła alpinizmu "radź sobie sam".”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 października 2012 21:25
    • żmudna nauka kindersztuby

      Przy obiedzie nagły ryk.

       

      - Wodyyyyy! Wodyyyy!

       

      Nie reaguję.

       

      - No, wodyyyy!

       

      - Helenko, ile razy mówiłam, że tak się nie wolno się odzywać? Powiedz tak, jak należy.

      - Poproszę.

      - Co poprosisz?

      - No, wodyyyy!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „żmudna nauka kindersztuby”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 października 2012 17:09
  • sobota, 20 października 2012
    • warsztaty w zachęcie - lans po całości

       Czy znacie książkę "Naciśnij mnie" Herve'a Tulleta?

      tullet

       

      Ta kultowa pozycja pojawiła się u nas, kiedy Helenka miała dwa i pół roku. Dla dzieci w tym wieku bardzo ją polecam (mimo oczywistego błędu wydawcy, który dał cienkie kartki). Książką trzeba potrząsać, dmuchać na nią, naciskać, a ona "odpowiada" dzieciom. Niby-interaktywna, pełna genialnych w swojej prostocie pomysłów, bo wszystkie pomysły są oparte na kilku kropkach (na przykład naciska się pięć razy żółtą kropkę, a na następnej stronie widać już pięć kropek w tym miejscu; albo dmucha się na kropki, a na następnej stronie widać je już zdmuchnięte na bok strony).

       

      Nie wiem, jak Waszym dzieciom, ale moim szybko przestało to wystarczać. Z premedytacją robiły właśnie inne rzeczy z kropkami  i mówiły "Książka nie działa". Mimo tego, kiedy dowiedziałam się o warsztatach z Hervem Tulletem w Warszawie w Zachęcie, natychmiast zapisałam na nie dzieci.

       

      ***

      Ha! Zapisałam dzieci na warsztaty z kreatywnym ilustratorem. Francuskim. W Zachęcie. Pięknie to brzmi, prawda? Już widzę oczami wyobraźni, jak ruszam z moimi córkami ubranymi pięknie, a zarazem nie wystrojonymi, bo przecież taką jestem mamą, co pozwala dzieciom na luz podczas warsztatów malarskich. Taka już jestem postępowa i fajna, po prostu. Dzieci zaznajomione już z twórczością autora i nieraz były już w Zachęcie. No, po prostu powinnam być zachwycona własnym życiem.

       

      Niestety, jak zwykle życie nie pozwala mi się napawać własną fajnością zbyt długo. Rzeczywistość skrzeczy bardziej niż zwykle, i to głosem pana Waldka, który informuje mnie, że rury będą wymieniane tegoż dnia. "Te szafkie to trzeba bedzie zdemontować, bo się nie dostaniem. Nie poradzę". Ta szafka to jest największa szafa, w której trzymamy Wszystko. Sąsiadka radzi, że trzeba dać ekipie flaszkę, to nie zdemontują.  Nie umiem wręczać flaszki. W końcu wręczam. Szafa zostaje.

       

      Po całym dniu w kuciu, bez wody i bez gazu, wyłaniam się z chmury dymu i zaczyna się.

       

      Zjedzcie. Wypijcie. Szybko. Dlaczego ty łamiesz te kabanosy na kawałki? Nie łam. Jedz. Nie, nie możesz się teraz przebrać za tancerkę flamenco. Pamiętasz, mówiłam, że jedziemy na spotkanie z tym panem autorem? Ten pan jest tu tylko jeden dzień, a sukienka flamenco będzie jeszcze długo. Zjedz, potem będziesz głodna. O Jesssu, możesz zostać w domu, jeśli chcesz. Nie jedz z ziemi! Podłoga jest brudna. Siku. Idź. Dlaczego nie masz kapci?

       Buty. Nie, nie na dobrą nogę. Serduszko na zewnątrz. No, jak na jedną nie pasuje, to na drugą musi pasować. Tak, teraz na dobrą nogę. Jeszcze porywam jakieś co bardziej pojechane kolczyki, żeby wyglądać odpowiednio. Zapinaj, jedziemy. Ufff. Jedziemy  na warsztaty do Zachęty.

       

      Wszędzie siedzą postępowe i fajne mamy, z dziećmi ubranymi pięknie, a zarazem nie wystrojonymi, bo przecież to warsztaty malarskie.

       


      Czy Wy też miewacie wrażenie, że im więcej się z dziećmi robi, tym więcej okazji do spięć? Że może nie warto?

      ***

       Tym razem było warto - warsztaty były bardzo fajne! Herve Tullet pokazał, że można dogadać się z dziećmi, nie mówiąc wspólnym językiem.

      tullet

       

      A kiedy padło pytanie, kto nie zna książki "Naciśnij mnie"?, zgłosiło się sporo dzieci. A kogo wybrał pan Tullet? Oczywiście Helenkę (która zresztą znała świetnie tę książkę). Ta dziewczyna nie zginie w życiu - wszyscy ją zauważają.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „warsztaty w zachęcie - lans po całości”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 20 października 2012 09:36
    • jeszcze nie koniec - zwierzenia

      Jakoś mniej ostatnio piszę.

       

      Z braku weny albo czasu? Nie.

       

      Ponieważ zaczęłam wyczynowo uprawiać sport i chodzić do kosmetyczki? Niestety, nie.

       

      Może dlatego, że książki jakieś dłuższe czytamy?

      Może dlatego, że Marianna codziennie gra na skrzypcach i nudno tak o tym samym ciągle pisać? Też trochę, ale chyba nie. 

       

      Może dziewczynki podrosły i coraz mniej śmiesznych tekstów i ciekawych pytań popełniają? No też nie to, ale coraz częściej mam blokadę. Że nie. Że na blog to się nie nadaje. Do upubliczniania się nie nadaje. To, co  teraz jest istotne to tajemnice i prywatne problemy. A przecież nie mogłabym zdradzać sekretów i obgadywać własnych córek i ich słabości i trudności w necie. Hmm... Jakąś magiczną granicę przeszłyśmy. 

       

      Pomyślałam, że się wytłumaczę z rzadszych wpisów, żeby czytelnicy rozumieli. Nigdy nie robiłam żadnych postanowień, że będę pisać codziennie, albo "co najmniej 3 razy w tygodniu", więc nadal ich  nie czynię. Będę pisać zawsze, kiedy będę miała coś do napisania. Może więcej o atrakcjach kulturalnych? Zaraz zacznę. Pozdrawiam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „jeszcze nie koniec - zwierzenia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 20 października 2012 09:36
  • niedziela, 14 października 2012
    • szkoła się zbliża

      - Mamo, a pani bardzo pochwaliła te dzieci, które przyniosły owoce na sałatkę owocową. I powiedziała, że dostaniemy jutro nagrody.

      - Mhmmm.

      - I że będzie nam częściej kazała coś przynosić z domu, żebyśmy się przyzwyczajali, bo tak będzie w szkole.

      - Mhmmm.

      - I powiedziała, że te dzieci, które zapomniały, to będą miały w szkole same pały!

      - ?????

       

      Następnego dnia. Zanim podjęłam decyzję, czy iść w tej sprawie z interwencją.

       

      - I co, przyniosła wam pani te nagrody?

      - Nie. Bo zapomniała. Chyba pani będzie miała same pały. Hahaha.

       

      Ufff, moja córeczka! Mam nadzieję, że dostała takie wyposażenie z domu, żeby znieść bez szwanku kolejnych dwanaście lat. 

       

      Czasem myślę o home schoolingu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „szkoła się zbliża”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 października 2012 10:58

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs