Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • niedziela, 30 września 2012
    • matka kółkowa

      Ponieważ z etapu wózkowego już wyrosłam, opiszę Wam Matkę Kółkową.

       

      Matka Kółkowa porusza się rowerem, a koło niej, za nią, lub przed nią jadą na małych rowerkach dzieci w wieku przedszkolnym. Matka  Kółkowa, w odróżnieniu od normalnej młodej matki, (która jest zupełnie w porządku i porusza się w przyjęty ogółem sposób - zwykle samochodem, jeśli pieszo - to po parku, jeśli rowerem to jedynie w długie weekendy i w lesie) rości sobie nie wiadomo jakie pretensje. I nieuprzejmie reaguje, kiedy społeczeństwo wysuwa słuszne uwagi:

       

      że po pierwsze nie powinna wcale jeździć z dziećmi, bo jest zimno.

       

      Po drugie,  bo pada.

       

      Po trzecie, bo jesień.

       

      Po czwarte,  bo wrzesień.

       

      Po piąte, bo to jest szalenie niebezpieczne

       

      No, a jeśli już musi narażać dzieci na zimno i zagrożenia, to powinna pamiętać, że:

       

      Po pierwsze powinna jeździć z dziećmi koniecznie po ulicy, bo chodnik jest dla ludzi, nie dla trzylatków na rowerkach biegowych. (Ewentualnie - powinna sama jechać jezdnią, a dzieci po chodniku)

       

      Po drugie, powinna być blisko obojga dzieci i czuwać nad każdym, a nie że się na 50 metrów kawalkada rozciąga! To z tyłu może sobie coś zrobić! Co to za matka?

       

      Po trzecie, winna uważać, bo dzieci tak blisko siebie jadą, że zaraz na siebie wpadną! Trzeba dzieci tego nauczyć najpierw, a nie wypuszczać na drogę i myśleć, że się jakieś tu przywileje należą!

       

      Po czwarte, absolutnie nie powinna jeździć po ścieżce rowerowej, bo przecież przeszkadza prawdziwym rowerzystom i jedzie za wolno.

       

      Po piąte, no jak mogą te dzieciaki tak rowery stawiać pod sklepem, że się wywróciły? Gdyby normalna matka miała dzieci, które nie potrafią rowerów porządnie ustawić, to na pewno spaliłaby się ze wstydu i nie puszczałaby ich z domu na dwukołowcu!

       

       I zapewne nie domyka furtki. I do windy wchodzi. I tarasuje. I dzwoni dzwonkiem. I na dzieci pokrzykuje.Ogólnie jest winna, bo zabiera w przestrzeń publiczną dzieci, które nie potrafią się w tej sferze idealnie poruszać. Owszem, zdarza się sporo osób, które wiedzą, że takie umiejętności nabywa się w praktyce i jeśli komentują, to pomocnie i pogodnie. Ale bardzo duża grupa wygłasza takie uwagi, jak zacytowane wyżej.

       

       Przy każdej takiej uwadze staję i proszę, żeby pan/pani powtórzył/a i rozwinął/ęła. Na razie wszyscy udają, że oni nic. Nic! W ogóle nic! Nic nie mruczeli pod nosem, że mam na ulicę zjechać! Nic o tym, że w tym tempie nie jeździ się ścieżką rowerową. Nic nie mamrotali o tym, że zachorują, że kto to widział, że w taką pogodę i że dziecko zjechało na lewo, a powinno na prawo i co ja sobie myślę. Nic! Mam coś z uszami widać.

       

      To ja, Wasza Matka Kółkowa, gniewna i sfrustrowana, która obecnie nie przepuszcza społeczeństwu. Nadchodzę. Drżyjcie, profesorowie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „matka kółkowa”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 września 2012 20:44
  • sobota, 29 września 2012
    • z kasztanów

      Robimy ludziki i inne takie z kasztanów (zamiast zapałek mamy wykałaczki).

       

      - Helenko, co to jest? Jeżyk?

      - E-e.

      - Słoneczko?

      - E-e.

      - To co?

      - To jest wyciąg!

      - Jaki wyciąg?

      - No, wyciąg od śmieciarki!

       

      Nie widać? Ja to jakaś niedomyślna jestem!

      wyciag

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 29 września 2012 20:58
  • piątek, 28 września 2012
    • czarna perełka (I KONKURS!)

      Na początku roku rodzice w grupie Marianki przyjęli propozycję, że zabawki można do przedszkola przynosić tylko w piątki, natomiast we wtorki można przynosić ulubione książki. Teraz co wtorek wybieramy razem książki. Zawsze staram się podsunąć Mariance jakąś ciekawą pozycję, w której jest więcej obrazków niż słów. Taką, żeby zaciekawić całą grupę pięciolatków, żeby ich nie obrazić zbyt 'dzidziusiową" książką, ale też żeby pani nie musiała za dużo się naczytać.

       

      No i na najbliższy wtorek mamy już wybraną prawdziwą perełkę. Czarną perełkę. "Czarną książkę kolorów" (Meneny Cottin i Rosany Farii, wyd. Widnokrąg).

      czarna

      Bardzo byłam ciekawa, czy ktoś w Polsce wyda taką nietypową pozycję, odkąd przeczytałam, że na Targach w Bolonii nagrodę dostała książka o niewidomym chłopcu i o kolorach, ale pozbawiona barw. Bardzo oszczędny tekst i niespotykana, wyjątkowa warstwa graficzna. Książka pisana w dwóch alfabetach - bo także w brajlu. Tak to wygląda:

      w książce

       

      Dwa ciekawe wątki wnosi ta książka. Po pierwsze - jest ćwiczeniem na wyobraźnię i na skojarzenia, próbą opowieści o kolorach bez odwoływania się do zmysłu wzroku. "Dla Tomka żółty ma smak musztardy, ale jest mięciutki jak piórka kurczątek".  Moje dziewczynki chętnie słuchały, ale okazały się za małe na uruchomienie własnej wyobraźni w tym kierunku. Próbowałam ciągnąć je za język.

       

      - Jaki jest kolor niebieski?

      - Jak niebo.

      - A jakie jest niebo?

      - Niebieskie.

      - I?

      - Błękitne?

      - Hmmm... a co jeszcze może być niebieskie?

      - Papierek od cukierka.

      - To niebieski jest słodki?

      - Nie. Cukierek jest słodki, a papierek do śmieci.

       

      Dłużej już nie ciągnęłam. Myślę jednak, że dla nieco starszych może być to bardzo fajne wyzwanie - jak "wygląda" świat, którego nie widać?

       

      Natomiast moje dziewczyny dzięki tej książce niesamowicie zainteresowały się samym tematem ludzi niewidomych i tym, jak sobie radzą, jak wygląda ich świat. Z ogromną radością bawiły się w rozpoznawanie przedmiotów za pomocą dotyku, węchu i smaku (zwłaszcza że wrzuciłam do zabawy też słodycze)

      konkurs 

       

      Wiadomo - są też minusy tej sytuacji, bo jedzą z zamkniętymi oczami, bawią się w niewidomą i psa-przewodnika, obijając się o ściany. Ale przede wszystkim z lubością wodzą ręką po zgrubieniach na książce. Marianna zafascynowała się alfabetem Braille'a (cały jest podany w książce) i zadaje wiele pytań w stylu:

       

      - Mamo? A jak się pisze po niewidomsku?

       

      brajl

       

      Właśnie! Jak się pisze w alfabecie Braille'a? Kto wymieni dwie metody i przyśle jako pierwszy odpowiedź na adres: pepperann@gazeta.pl, dostanie w nagrodę "Czarną książkę kolorów" i dwie inne książki wydawnictwa Widnokrąg ("Apetyt na Maroko. Tadżin" i "Pojazdy i nie tylko" - więcej o książkach znajdziecie tu:

      http://www.wydawnictwo-widnokrag.pl/

      

      W temacie maila wpiszcie "Czarna książka".

       

      Dziękuję wydawnictwu "Widnokrąg" i domowi mediowemu Media Contacts za udostępnienie książek!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „czarna perełka (I KONKURS!)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 28 września 2012 21:23
    • znajdź parę

      Maturę zdałam. I studia skończyłam - może nie najbardziej ambitne, no ale miałam dobre stopnie. I testy na inteligencję zawsze dobrze robiłam, i krzyżówki, i sudoku nawet nieźle. Ale ta gra mnie przerasta, przy okazji każdego prania. "Znajdź parę". Czy tylko u mnie tak to wygląda? I kiedy wprowadzą wreszcie modę a la Pippi?

      skarpetki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „znajdź parę”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 28 września 2012 06:00
    • różne są

      Moje córki to jednak różne są, znów się o tym dobitnie przekonuję.

       

      W sklepie "Zara".

       

      Obie jęczą.

      Jedna, bo natychmiast mamy wracać do domu i "okropna ta muzyka". Druga, bo nie pozwalam jej przymierzyć wszystkich butów.

       

      W kinie. 

      Mówię dziewczynkom, że to będzie miły film dla dzieci, ale że w każdym filmie są jakieś niebezpieczeństwa, przygody i czarne charaktery.

       

      Po seansie: Jedna wyraża głębokie rozczarowanie, że "nie było żadnych złych", druga wbita w fotel nic nie może wyrztusić, tak jest przytłoczona strasznymi rzeczami, w które obfitował film "Dzwoneczek i sekret magicznych skrzydełek".

       dzwoneczek

      A co do samego film -  znowu mnie trafiło, że dzieci nie można wyłączać z kultury mainstreamowej i znowu doszłam do wniosku, że jednak spokojnie można. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „różne są”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 28 września 2012 05:51
  • poniedziałek, 24 września 2012
    • moczenie kija

      Zaczął się wrzesień i sezon na wydarzenia kulturalne, też dla dzieci - Mała Warszawska Jesień, jakaś nowa inicjatywa Spotlight, warsztaty tu i tam, aż trudno się zdecydować, gdzie by się tutaj udać w weekend.

       

      W końcu byłyśmy wczoraj z dziewczynami na fajnej imprezie - w zasadzie nie wiadomo na czym. Trudno to nazwać wystawą czy sztuką, chociaż rozmaici artyści się w to zaangażowali. Trudno nazwać grą miejską, bo za łatwa i za bardzo chaotyczna. Bardziej jakimś happeningiem i darmową zabawą na powietrzu. A było to "Wędkowanie" organizowane przez Fundację Form i Kształtów w parku na Moczydle. Ta fundacja w zeszłym roku organizowała "Grzybobranie", a jeśli za rok znów coś wymyśli, to postaramy się przybyć.

       

      Można było: łowić nadmuchiwane rybki, postawić znicz pod pomnikiem przynęty, złapać się w sieć, poleżeć na wielkich wypchanych dżdżownicach, poskładać z kawałków wielką rybę, nakarmić suma rybkami, lub dać się mu zjeść, posiedzieć na leżakach, podziwiać latające ryby, porzucać wielkim jajkiem ikry oraz przeczytać kompletnie absurdalną gazetkę (między innymi o sumie ludojadzie z pięknym zdjęciem, na którym sum ze sztruksu pożera wędkarkę). 

       

      Dziewczyny nadal są bardzo małe. Przed dotknięciem każdej ryby pytały, czy jest prawdziwa i studiowały absurdalną gazetkę z pewną zgrozą, pytając, czy ten sum naprawdę zjadł panią.

       

      ŁOWIENIE

      wędkowanie

       

      I ZDOBYCZ:

      z rybą

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „moczenie kija”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 września 2012 07:20
  • piątek, 21 września 2012
  • środa, 19 września 2012
    • prawdziwa historia o psie

      Jakoś ostatnio nie pisałam o książkach, ale to nie znaczy że nic nie czytamy, ani że nie trafiają się nam ciekawe pozycje. Chciałam napisać parę słów o książce, która bardzo różni się od większości propozycji dla dzieci - "Baltic, o psie, który płynął na krze" Barbary Gawryluk.

      baltic

      Po pierwsze - historia jest opowiedziana z perspektywy psa. Po drugie - co nawet na małych dzieciach, którym fikcja mocno miesza się z rzeczywistością robi wrażenie - jest to historia prawdziwa.Dokładniej - są to losy samotnego, niechcianego, smutnego, źle traktowanego psa, który przypadkiem znalazł się na krze i spłynął na niej do morza. I tam, na morzu został uratowany przez marynarzy, przygarnięty i pokochany. Na końcu książki jest prawdziwe zdjęcie psa i jego pana. Gdyby to była wymyślona historia, powiedziałabym, że za mocno ckliwa i mało realistyczna. A tak? Cóż mogę powiedzieć? Najwyżej zachlipać sobie ze wzruszenia w rękaw.

       

      Fajna okazja, żeby porozmawiać o traktowaniu zwierząt. I w ogóle, polecam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 19 września 2012 13:18
  • poniedziałek, 17 września 2012
    • jak eksperymentowałyśmy

      Znalazłam fantastyczną stronę - nazywa się To tylko fizyka i gromadzi filmiki z mnóstwem ciekawych, pouczających i prostych do wykonania w domu doświadczeń. 

       

      http://www.totylkofizyka.pl/

       

      Obejrzyjcie koniecznie. Ja obejrzałam o jajkożernej butelce i bańkach kucharskich i przypomniałam sobie, że kiedyś, kiedy dziewczynki jeszcze nie chodziły do instytucji, o wiele więcej się starałam wymyślać im twórczych zabaw z wodą, kaszą i głaskaniem materiałów. A nie to, co teraz - kolorowanki z królewnami z kiosku ruchu. Postanowiłam więc, że zrobimy sobie te wspaniałe doświadczenia. W ogóle, wszystkie po kolei będziemy robić i tak będziemy wspólnie, twórczo i pouczająco się zabawiać.

       

      Najpierw wzbudziłam wielkie podejrzenia wszystkich okolicznych sprzedawców, usiłując z dwójką dzieci u boku kupić denaturat i zapałki. Nie udało się. Albo po prostu nie chcieli mi sprzedać.

       

      Potem, nie tracąc zapału, postanowiłam wykonać z dziećmi to drugie doświadczenie, z zasysaniem balonika do szklanki. Wzięłam więc suszarkę i zaczęłam ogrzewać schłodzoną szklankę. Roztaczałam przed dziewczynkami magiczną wizję, co tu się zaraz wydarzy i ... suszarka się spaliła. Może woda się skropliła i na nią wylała. Nic się nie chciało zassać.

      - Eksperymentowanie jest proste i tanie - powiedział pan w filmie. Nie dla mnie, najwyraźniej.

      Chyba ograniczę się do oglądania tych fascynujących eksperymentów.

       

      I może dobrze, że nie dostałam tego denaturatu?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „jak eksperymentowałyśmy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 września 2012 21:38

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs