Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • sobota, 24 września 2011
    • control freak mum jedzie na urlop

      Jadę tak już po raz czwarty (za chlebem, rzecz jasna).

      - Och, to ciężka praca.

      - Cały tydzień? Na pewno wróciłaś bardzo zmęczona.

       

      Tak mówili bezdzietni. Dzietni tylko mi zazdrościli. Bo ciężka praca zajmuje nawet 10 godzin z wszelkimi przerwami i bankietami, ale hej! Potem zostaje 14 godzin do własnej dyspozycji! I na przykład można spać. (W ostatnich dniach nie było mi to dane, ale kiedy dzieci gorączkują, to nawet się nie gniewam).

       

      Oczywiście jako control freak mum panikuję strasznie, że nie dadzą sobie tu rady beze mnie. Skutecznie pozbawiam się możliwości przekonania się, że się mylę. Teraz będę wierzyła, że dadzą sobie radę wyłącznie dlatego, że wytapetowałam cały pokój nie tylko ważnymi telefonami - do przychodni, do doktorka, do przedszkola numer jeden, do przedszkola numer dwa, ale także karteczkami w stylu "Kiedy Helence zrobi się szorstka skórka pod paszką, to...", "We wtorek daj Mariannie ten zeszyt i chusteczki do przedszkola", "Dawkowanie nurofenu...", "Dawkowanie nurofenu forte", "Na rytmikę trzeba wziąć baletki", "Trasa do rejestracji w szpitalu MSWiA". Zastanawiam się, czy przygotować też zimowe buty (bo przecież istnieje cień szansy, że do 2 października spadnie śnieg, prawda?)

       

      Będzie dobrze, na pewno. A sama frunę prawie na urlop. Dokąd? Dziewczyny od razy skojarzyły - do portu, do którego dopłynęło z Mombasy Słoniątko. Ktoś wie? Do zobaczenia za tydzień!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „control freak mum jedzie na urlop”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 24 września 2011 21:18
  • piątek, 23 września 2011
    • chorują

      Wytrzymały do osiemnastego dnia miesiąca i nie dały rady. Biedne małe organizmy. Siedzimy w domu, kiblujemy, mierzymy gorączkę, zużywamy tony chusteczek, nie śpimy w nocy, inhalujemy, psikamy do nosa, pilnujemy chodzenia w kapciach, gotujemy rosół, wylewamy rosół z braku apetytu, jemy maliny, tęsknie wyglądamy przez okno. Ja się martwię. A dziewczynki wreszcie mają okazję wypróbować absolutnie wszystkie świetne zabawki, które Marianna dostała na urodziny i które w dużej części leżały niemal nieruszone na półkach (z powodu ładnej pogody, która wciąż nie dawała się nimi zająć).

       

      Na prowadzenie wysuwają się: po pierwsze audiobook "Dzieci z Bullerbyn". Wprawdzie czytałyśmy całość, ale pani Jungowska czyta chyba nawet ładniej ode mnie. Marianna pochłonięta jest godzinami (a audiobook ma 7 godzin!). Jedyne co nas zaszokowało, to fakt, że w Zagrodzie Południowej mieszkają dziwaczne dzieci. Ulle i Szasztin? Jeszcze w dodatku pojawia się kilka innych pomniejszych, nieznanych postaci typu pani Laszszon. Powinnam się wstydzić, bo kiedyś intensywnie uczęszczałam na kurs języka szwedzkiego i powinnam wiedzieć, jak się czyta. Jednak skoro z dzieciństwie znałam Ollego i Kerstin, to nawet do głowy mi nie przyszło, żeby mieli się nazywać inaczej! Ale Marianka parę razy się zaśmiała z Szasztin, a teraz się przyzwyczaiła.

       

      Drugi hit to zamek drewniany do malowania. Może nie na 7 godzin, ale też zajmuje sporo czasu, a poza tym, w odróżnieniu od audiobooka -  jest taki integrujący i rodzinny. Emilko, dzięki!

      zamek

       

      A po pomalowaniu można urządzać teatrzyki. Marianna pokazała historię smoka wawelskiego z akcentami autorskimi ("Wtedy smok poczuł, że go pali w brzuchu, bo w owcy było paliwo"). Helenka zaprezentowała w pełni oryginalne, niezwykle smutne widowisko ("Był sobie raz rycerz. Nazywał się Diamencik i chciał zjeść owcę. Ale nie zjadł całej, bo przyszedł król i powiedział: Oj ty, ty! Nie wolno! I zamknął go w więzieniu. Ale owca się naprawiła i uciekła do Diamencika do paki. I nikt nie wiedział, gdzie oni są i król płakał, i królowa płakała, i piękna księżniczka płakała"). Psychanalitycy, przybywajcie!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 23 września 2011 21:49
  • czwartek, 22 września 2011
    • godzenie ról

      Marianna ma pewne problemy z pogodzeniem swoich wszystkich życiowych planów.

      - Marzę, żeby być piratką. Ale chcę mieć schronisko dla psów. I nie wiem, jak to zrobić.

       

      Wreszcie wymyśla wspaniały kompromis - pieski będą pirackie i będą pływać z nią na statku. Tym lepiej, że z dala od mamy, która ma uczulenie na sierść.

       

      Chyba muszę zacząć brać z niej przykład, bo w ostatnich dniach okazało się, że rola pełnoetatowej opiekunki dwóch chorych dziewczynek i rola kobiety pracującej, która musi oddawać zlecenia w terminie nie dają się pogodzić. A jeśli nawet (dzisiaj tańczyłam kujawiaka, rozmawiając z panią z urzędu skarbowego, bo był to jedyny sposób, aby rozmowa nie była zagłuszana) to cierpi na tym rola bloggerki.

       

      Marianna jest zarazem rozmarzona i rozważna. Plany ma dalekosiężne, ale już teraz dopracowuje szczegóły logistyczne:

      Czy lepiej jechać nad morze (jako pirat) samochodem czy pociągiem? Czy psy zmieszczą się w samochodzie? Czy psy wpuszczą do pociągu? Czy samochodu nie ukradną z przystani? Ile psów pirackich pomieści łódź ratunkowa i czy jeszcze zmieszczą się skarby?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 września 2011 14:32
  • poniedziałek, 19 września 2011
    • język i zęby

      Marianna od jakiegoś czasu może już jeść czekoladę i ogromnie się z tego cieszy.

       

      - Mamo! Mamo! Kupi mi!

      - Nie kupię ci znowu czekolady. Nie możesz jeść za dużo słodyczy, bo zęby ci się popsują.

      - Ale za to język bardzo będzie się cieszył.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 września 2011 12:09
  • niedziela, 18 września 2011
    • zachęta do prac plastycznych

      Przyznam, że poczułam się jak najgorsza, nadaktywna, nadambitna, matka-potwór, kiedy tak patrzyłam rano, jak dziewczynki ślicznie bawią się samodzielnie i swobodnie klockami. Jest niedziela, a ja znów coś wymyśliłam - warsztaty plastyczne w Zachęcie. W dodatku przecież Marianna wcale nie przepada za zajęciami plastycznymi. (Właśnie chciałam, żeby ja ktoś do takich działań choć trochę zachęcił).

       

      Z drugiej strony, już bardzo dawno dowiedziałam się o tych zajęciach i czekałam cały rok, aż skończy mi dziecko 4 lata i będę mogła sprawdzić, czy rzeczywiście fajne są te zajęcia! I dawno zapisałam. Bez gadania, idziemy.

       

      Najpierw całą rodziną obejrzeliśmy wystawę "Pokolenie przemiany. Nowa sztuka z Indii".

       

      http://www.zacheta.art.pl/article/view/500/pokolenie-przemiany-nowa-sztuka-z-indii

      Jak zwykle prawie nic nie zrozumiałam ze sztuki współczesnej, oprócz fotografii i wideo, na których wiadomo, na co się patrzy. Potem poszłam z Marianną na zajęcia. Pani oprowadziła grupę dzieci po fragmencie wystawie raz jeszcze. Myślałam, że zrozumiem coś więcej z niektórych instalacji, ale dzieci (i ja) dowiedziały się, że Indie to duży kraj. Są tam słonie i małpy, a ludzie chodzą w śmiesznych, kolorowych strojach i mają dziwnych bogów z wieloma rękami. Jednak mój lekki sceptycyzm się raptownie skończył, kiedy wprowadzono nas do ogromnej sali, z masą materiałów plastycznych i wprowadzono w bardzo fajny projekt. Wprawdzie Marianna ucięła mi opuszek palca, ale takie straty się nie liczą, skoro z zachwytem wykonała zadanie. Rodzice w różnym stopniu się angażowali (niektórzy na zasadzie "odsuń się, bo się pobrudzisz, ja zrobię, bo ty wyjdziesz za linię, niebieski i zielony obok siebie? Nie!"). Inni w ogóle się nie wtrącali. Myślę, że my odnalazłyśmy niezłą równowagę. Ja nadałam formę, a Marianna wypełniła ją treścią, farbą, piórami i cekinami. A potem także sobą samą :-) Fajnie wyszło, prawda?

       bogini

       

      I jeszcze migawka z procesu twórczego:

      zacheta

      Marianna była autentycznie zachwycona zajęciami i cudownym, gigantycznym mokrym kartonem, który musieliśmy zabrać do domu. I głęboko przekonana, że świetnie maluje! Bo świetnie, prawda? Zajęcia są co tydzień, ale postanowiłam, że będziemy chodziły rzadziej. Niech sobie maleństwo samodzielnie w niedziele buduje z klocków.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „zachęta do prac plastycznych”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 września 2011 20:42
  • sobota, 17 września 2011
  • piątek, 16 września 2011
    • co czytają dziewczynki?

      - Mamo! Dla mnie Dziadka i Dziadka - domaga się Marianna.

       

      Chodzi o "Dziadka do orzechów" (wcale się nie boi, jakaś dziwna jest, a może świetnym zabiegiem było puszczenie jej najpierw Bajki-Grajki pod tym samym tytułem i oswojenie z tematem?) i "Dziadka i niedźwiadka" (historii prawdziwej o misiu, który jechał z armią Andresa, naszego aktualnie ulubionego autora - Łukasza Wierzbickiego).

       

      Marianna zdecydowanie weszła w wiek czytania książek długich. Od czerwca przeczytałyśmy (z takich długaśnych, bo nie tylko to) : "Dzieci z Bullerbyn", "Pirata Jędrusia", "Afrykę Kazika", "Pingwiny pana Poppera" i już nam weszła w krew lektura po rozdziale. Fajnie! A pana Wierzbickiego mimo dydaktycznego smrodku lubię i nie mogę się doczekać, aż kupię nową książkę "Wyprawa niesłychana Benedykta i Jana").

       

      Helenka natomiast pała równie wielką miłością do serii Amberki, co Marianna w tym wieku (jak również w wieku młodszym i w wieku starszym) do Julków. Seria Amberki jest naprawdę miła i przyjazna, ma też tę przewagę nad Julkami, że jest bardziej urozmaicona. Niestety, ma tę wadę, że my nie mamy Amberków.Jedynie pożyczamy je z biblioteki, a Helenka jakoś tego nie rozumie. Dziś po raz piąty chyba wypożyczyłam "Mamusię dla Koko" i "Martę i Tygryska" , po wczorajszej łamiącej serce rozpaczy "Mamo! Poczytaj mi Mamusię dla Koko. Dlaczego my nie mamy? Dlaczego oddałaś Koko?" Gdyby ktokolwiek, gdziekolwiek - przyuważył, usłyszał, że ktoś gdzieś ma na zbyciu Mamusię dla Koko i Amberki w ogóle (nierówne są), proszę donieście! 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 16 września 2011 21:00
    • afera

      Odkąd Marianna poszła do przedszkola, słyszę, że "jest grzeczna", i w zasadzie nic więcej. Nawet się martwiłam, że może jest taka grzeczna, jakby jej nie było. A tu dziś niespodzianka - nowa wychowawczyni mówi, że Marianna ma charakterek i że nie chciała różnych rzeczy robić, awanturowała się i mówiła "a ja nie chcę". Może to znaczy, że poczuła się w przedszkolu jak w domu?

       

      - Marianka, - mówię - słyszałam od pani, że zrobiłaś dziś w przedszkolu aferę.

      - Aferę? - prycha kpiąco Marianna - Aferę? To nie była żadna afera. Ta pani nawet nie wie, jak się robi afery.

       

      Ciekawam, czy niebawem świat się dowie, jak afery robi Marianna.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „afera”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 16 września 2011 20:30

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs