Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • poniedziałek, 19 sierpnia 2013
  • wtorek, 13 sierpnia 2013
    • o braku odpowiedzialności

      Muszę przyznać ze skruchą, że Nieję wymyśliłam w sumie ja. I uważałam przez długi czas, że to świetny żart, nasz rodzinny taki koloryt. Zaczęło się tak:

       

      - Kto wysypał rodzynki?

      - To nie ja!

      - To nie ja!

       

      - Heeej! A kto się bawił moimi kolczykami?

      - Nie ja!

      - Nie ja!

       

      - Dziewczyny, kto rysował na tych nutach?

      - To nie ja!

       

      W końcu zaczęłam pytać, kim jest Nieja, gdzie mieszka Nieja, jaka jest Nieja. Zaczęłyśmy rozmawiać o Niei, która naprawdę fatalnie się zachowuje. I tak Nieja zamieszkała z nami, okazało się, że jeździ z nami na wakacje i odpowiada za absolutnie wszystko.

       

      Ostatnio miałam dość tego głupiego żartu, bo każde groźne przesłuchanie kończyło się żarcikami o Niei. Okazywało się też, że nawet przyłapana na gorącym uczynku Helenka oznajmia, że to Nieja rozkręciła części prysznica oraz wylała szampon.

       

      Zaprotestowałam. Koniec. Muszą brać odpowiedzialność w końcu za swoje czyny. I wróciły do dawnych obyczajów.

       

      - Helenka! Co ty robisz? Wieszasz się na kaloryferze?!?

      - Tak. Ale niechcący.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „o braku odpowiedzialności”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 sierpnia 2013 19:12
    • usprawiedliwienie

      Naprawdę po lekturze komentarzy czuję się w obowiązku usprawiedliwić, dlaczego taka była przerwa blogowa. 

       

      Usprawiedliwiam się materiałem wizualnym. Fajnie, co?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „usprawiedliwienie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 sierpnia 2013 18:29
    • próba sił

      - Nie mogę, mamo, nie mogę nic podnieść z podłogi, tak mnie boli - Helenka rzuca się dramatycznie na kanapę.

      - Co cię znowu boli? - w moim zniecierpliwionym głosie pobrzmiewa jednak nutka, no nuteczka obawy, że może niesprawiedliwie przymuszam do ciężkich robót cierpiące dziecko.

      - Żołądek.

       

      Hmmm.

      Sprytna jak lis biorę Helenę w krzyżowy ogień pytań.

       

      - Tak? A gdzie jest ten żołądek?

       

      Ręka Helenki wędruje niepewnie ku klatce piersiowej. Jej oczy obserwują mnie bystrze. Nagle dostrzegają podstęp. Chowa ręce za siebie i pyta z oburzeniem:

      - Gdzie jest żołądek? A to ty, mamo, nawet tego nie wiesz?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 sierpnia 2013 00:49
  • poniedziałek, 12 sierpnia 2013
    • co jedzą ludzie?

      Jeszcze rok temu nie uwierzyłabym, że w ogóle sięgniemy po tę książkę. Zwłaszcza Marianna nie chciała słuchać o żadnych okrutnych praktykach, obrzydliwościach,  o gotowaniu i jedzeniu zwierząt nie wspominając. Wszystko jednak się zmienia jak w kalejdoskopie. Teraz panuje u nas faza drobiazgowego zainteresowania rzeczywistością w każdym jej przejawie. Marianka nadal boi się tajemniczych i groźnych baśni, ale z rozkoszą słucha zarówno o narzędziach tortur i szczegółach oblężeń grodów, jak i o bardzo dziwnych potrawach, byle byłyby to opowieści prawdziwe.

       

      (Tu dygresja: Helenkę raczej uspokaja hasło "to tylko książka, to tylko bajka, to tylko film". Mariankę wręcz przeciwnie. Marianka dzielnie stawia czoła rzeczywistości. Chce wiedzieć, jak było i jak jest naprawdę i nawet okrutne historie przyjmuje z naukowym namysłem. Natomiast bać się przy czytaniu zmyślonych historii? Bez sensu!)

       

      co jedzą

       

      Przyznam szczerze, nie spodziewałam się niczego dobrego po tej książce. Wszyscy od razu zauważą, że ilustracje, cała grafika i układ książki hm, hm, czerpią obficie z modnej stylistyki pp. Mizielińskich, ocierając się o plagiat. Dlatego sądziłam, że całość będzie wtórna i nijaka. Bardzo się zdziwiłam, bo wręcz przeciwnie. Nawet - aż mi przykro - ale bardziej mi się podoba niż niektóre pozycje Mizielińskich. 

       

      Książka traktuje o najdziwniejszych i najobrzydliwszych potrawach na świecie (Polskę reprezentują dzielnie flaki i czernina). Jest o kawie kopi luwak, o rybie fugu, o ciastkach z błota, serniku z aligatorem, tarantulach, ślimakach, gulaszu z wymiotów psa (ten zaszokował nas najbardziej). Są opisy drastyczne - o powolnym podgrzewaniu żywych rybek na przykład, a nawet o ludożerstwie. (Jedynie rozdział o zjadaniu surowego mózgu małpy skrzętnie przed nimi ukryłam, bo jakoś nie mogłam). Dziewczynki były do tego stopnia zafascynowane książeczką, że zabierałyśmy ją nawet na spacery. Na placu zabaw budziła furorę, wszystkie dzieci chciały słuchać.

       

      Dodatkowo książka ma mały wykładzik o różnicach kulturowych i relatywizmie norm - pokazuje, że tak jak dla jednych jedzenie psów, tak dla innych jedzenie świń lub krów jest nie do pomyślenia. Można też trochę poczytać o różnicach w obyczajach towarzyszących jedzeniu.

       

      Jak zwykle rozmowy o relatywizmie nie służą wpajaniu zasad dobrego zachowania.

       

      - Marianka! - unoszę oburzona brwi, kiedy córce odbija się bardzo głośno.

      - Ale ja się bardzo grzecznie zachowuję. Tylko, wiesz, w innym kraju.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „co jedzą ludzie?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 sierpnia 2013 22:06
  • niedziela, 11 sierpnia 2013
    • o odraczaniu przyjemności

      Helenka ma zadatki na osobę kupującą pod wpływem impulsu.

       

      - Oooo, kup mi, kup mi, kup mi! Muuuszę to mieć! - krzyczy na widok świecącego glonojada, wisiorka z delfinkiem, szklanej kuli ze śniegiem oraz góralem made in China.

       

      Marianna stara się panować nad swoimi popędami zakupowymi. Niby to dobrze, że taka dojrzała. Ale czasem nawet chciałabym, żeby pozwoliła sobie na luz i poddanie się instynktom, bo nieraz ból malujący się na jej buzi, kiedy stoi przed stoiskiem z glonojadami i mówi "Nie. Ja zbieram przecież na pociąg kucyków" jest nie do zniesienia.

       

      Tym razem jechałyśmy przez Polskę, a długa trasa zmiękczyła mnie i moje postanowienie o niekupowaniu badziewia. 

       

      Stacja benzynowa. Na półce zestaw - dwie laleczki (jasna i ciemna) na łóżku piętrowym, w pudełeczku różowym.

       

      - Jakie piękne! - dał się słyszeć pełen podziwu szept na wysokości mojego lewego przedramienia.

      - Ooo, kup mi, kup mi, kup mi! - ryknęło przy mojej prawej nodze.

      - Kupię, ale po warunkiem, że aż do wyjazdu do Chorwacji (2 tygodnie) nie będzie mnie nudzić o żadne zabawki, pamiątki i inne śmieci.

      - Taaaak! Kup! Kup! Kup! - wrzasnęła Helenka, która z pewnością nawet nie zaprzątała sobie głowy kwestią tego, czy łatwo jej będzie dotrzymać umowy.

       

      Marianna długo i w skupieniu namyślała się nad warunkami układu i w końcu powiedziała, że przystaje na nie.

       

      Jedziemy. Dziewczynki rozradowane. Rozpakowują laleczki. Laleczkom nadaje się imiona. (Helenka i Marianka, tak, zgadliście). 

       

      Laleczki rozmawiają. Laleczki fruwają po samochodzie. Laleczki się ubierają, rozbierają, kładą do łóżka.

       

      Jedziemy. Jedziemy. Laleczki śpią. Jedziemy.

       

      Nagle...

       

      Straszny wrzask z tyłu. Moja pierwszy myśl: Osa Mariankę ugryzła! Szerszeń!

       

      - Co się stało? - pytam przerażona, starając się panować nad kierownicą.

      - Bo ja... - łka Marianna - bo ja... bo ja... 

      - Co ci jest?

      - Bo ja obawiam się, że podjęłam złą decyzję.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „o odraczaniu przyjemności”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 sierpnia 2013 19:51

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs