Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • piątek, 26 lipca 2013
    • piasek i woda w Warszawie

      - Mamo! Jaki piasek! Pustynia! Czy tu jest Sfinks?

       

      Trudno uwierzyć, co wzbudziło ten entuzjazm, zwłaszcza że właśnie wróciliśmy znad morza, a wcześniej dziewczynki były już tydzień na Kaszubach i dwa tygodnie w Gorcach. (Dosłownie szaleństwo wyjazdowe nas ogarnęło. Pralka furkotała, pranie nie nadążało ze schnięciem). Ale teraz przyszedł czas na lato w mieście. W Warszawie upał i szukamy pomysłów na ochłodzenie się. Kiedyś już pisałam o basenie na Szczęśliwicach, który jest fajny, ze zjeżdżalnią, w parku, ale też bez piachu, no i całkiem drogi. Za rodzinę 2+2 płaci się 40 zł. Niby można siedzieć cały dzień, ale kto tyle wysiedzi? 

       

      W każdym razie Sfinksa dzisiaj dziewczynki szukały nad Jeziorkiem Czerniakowskim, które w tym roku na nowo otwarto. Rozważcie, o ile nie macie obrzydzenia do wszystkiego,o nie jest sterylnym basenem. Jeziorko jest czyste - w każdym razie dopuszczone przez służby do użytku, a moje dzieci z AZS parchów po kąpieli nie mają. Jest wyznaczone kąpielisko z bojami, ratownikiem, białą flagą i innymi znakami legitymizującymi nasz pobyt. Jest trawka, a dla chętnych piach (raczej brudny i kleisty, ale dziewczyny niespecjalnie były tym zniesmaczone). Dość tłoczno, raczej swojsko, no i widok na elektorciepłownię Siekierki. Ale za darmo i blisko natury, więc gdyby Wam się zrobiło gorąco, to spróbujcie.

       

      Co jako Sadybianka, która nad tymże jeziorkiem w czasach jego świetności niejeden dzień spędziła, polecam.

      jeziorko

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „piasek i woda w Warszawie”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 26 lipca 2013 20:07
  • czwartek, 25 lipca 2013
  • piątek, 12 lipca 2013
    • wiejski chów

      - Tu, żeby owsianka była, rośnie owies.

      - Tu żytko.

      - Tu mieszka Kuba, taki koń czarny.

      - Wiózł nas na sianie.

      - Tu się skacze przez strumień.

      - Tu jest skrót nasz tajny przez kładkę, ale nie wolno ci iść, jak nie znasz hasła.

       

      Tak mnie przywitały córki po dwóch tygodniach pobytu na wsi. Wieś - dzięki dopłatom unijnym - staroświecka, kosi się kosą, samochodów prawie nie ma. Nie skansen i nie rezerwat, ale dzikość i tradycja. Dużo wrażeń, chodzenia po górach i konfrontacji z dziećmi na wsi (które pokazały im tajne skróty, cielaczka, "którego tato sprzeda", oraz metody dręczenia żab). Nazywają nagle czarne jagodami borówkami!

      Wydoroślały.

       

      I ja chyba też, bo coś się mocno poluzowało we mnie od zeszłego roku. Pępowina się wydłużyła, albo wychudła. Tęskniłam, owszem. Cieszyłam się, że już je zobaczę, owszem. Dzwoniłam, dowiadywałam się, byłam na bieżąco każdego dnia, owszem. Ale jednak to pierwszy rok, kiedy jakoś tak bardziej emocjonalnie pozwoliłam im i sobie się oddalić. To chyba w sumie dobrze, prawda? W końcu za jakiś czas będą musiały pojechać całkiem same i muszę wtedy mieć poczucie, że sobie poradzą, że to dobrze, że są same. Chociaż trochę mi przykro. Mówię sobie, że to zdrowe, że muszą wyfruwać po malutku i mieć przestrzeń, ale trochę smutno, że przeklinane czasy, kiedy musiałam na syrenie wracać z miasta wieczorem tak bardzo są odległe.

       

      Poza tym - one oburzająco zapominają!!! 

       

      - Nocowałyśmy w schronisku na Turbaczu!

      - Czy to schronisku jest podobne do tego na Hali Miziowej?

      - Eee?

      - No, tego, w którym mieszkaliśmy w zimie.

      - Hmm...no... To tak dawno było.

       

      Nie pamiętają, zapominają, ale przecież nasiąkają, prawda? Gdzieś to się wszystko w nich odkłada, co? Bo jak pomyślę o tych wszystkich biletach do zamków i muzeów, o których one zapomniały, to uch, aż mnie trzęsie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „wiejski chów”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 12 lipca 2013 21:35
    • rozmowy na szosie (dla miłośników Karlssona)

      Jedziemy, jedziemy drogą zwaną pieszczotliwie Zapiekanką (gdyby ktoś nie wiedział, gdzie to może być, podpowiem, że dziewczynki między innymi zwiedziły zamki w Czorsztynie i w "Miednicy").

       

      - Co robi ten TIR? No, co robi ten TIR? - wściekam się za kierownicą.

      - Ten TIR cię tirrytuje, mamo.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „rozmowy na szosie (dla miłośników Karlssona)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 12 lipca 2013 20:00

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs