Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • piątek, 24 czerwca 2011
    • jutro zaczynamy!

      - Wakacje, wakacje jutro zaczynamy - wyśpiewują i wykrzykują dziewczynki.

      I mają rację. Jedziemy jutro na tygodniowe wakacje, a potem zaraz na trzytygodniowe. W sercu mocne postanowienie, że zabiorę mało rzeczy i tylko te niezbędne.

      - To tylko na tydzień - mruczę do siebie, odliczając czternaście bluzeczek dziecięcych z krótkim, czternaście z długim, czternaście par skarpetek i myśląc, że trzeba wziąć proszek do prania, bo przecież to za nic nie wystarczy. Potem dorzucam lekką pelerynkę razy dwa, ciepłą pelerynkę razy dwa, wiatrówkę razy dwa, bezrękawnik razy dwa, polarek razy dwa - I to się nazywa duża walizka?

      Do plecaka, w który za dawnych lat pakowałam się na dwutygodniową wyprawę (i na zewnątrz miałam śpiwór jeszcze) upycham kosmetyki i lekarstwa. Ufff, jakoś się może pomieszczą. Tylko gdzie dać ręczniki? Walizka pełna i plecak też. Do torby z ikei (takiej mega) wrzucam wszystkie potrzebne buty i cała się zapełnia. Dziewczyny stoją na baczność ze spakowanymi plecaczkami i wymyślają, że zabiorą co dziwniejsze i bardziej cudaczne zabawki. A moje rzeczy? Zapomniałam, że też muszę w czyms chodzić...

      Czasem rodzicielstwo przytłacza swoim ciężarem tak dosłownie. Ale nic to! Jedziem na wieś tam na łące będziem kwiatki rwać. Odzywać się będę, ale nie że codziennie.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 24 czerwca 2011 20:53
    • kim ja będę, gdy dorosnę?

      Marianna nieodmiennie pragnie "być mamą".  A Helenka?

       

      - Helenko, kim chcesz zostać, jak dorośniesz?

      - Złodziejem!

      - Złodziejem? Dlaczego?

      - Żeby ukradać!

      - Czy będziesz fkie...fkie... fkieszonowcem? - fachowo pyta Marianna.

      - Tak, ukradać będę z kieszonki.

       

      Po dłuższej umoralniającej rozmowie i licznych podpowiedziach lepszej ścieżki kariery, Helenka uznała, że jednak zostanie weterynarzem i będzie leczyć goryle. I zabierać im jedzenie z domku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „kim ja będę, gdy dorosnę?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 24 czerwca 2011 09:14
  • czwartek, 23 czerwca 2011
    • pożegnanie przedszkola

      Wczoraj Marianna ostatni raz poszła do przedszkola do Maluchów. Trochę się nawet wzruszyłam, jak zobaczyłam te podrośnięte, śmiałe czterolatki i przypomniałam sobie te przestraszone małe kłębuszki, którymi były we wrześniu. Przyniosłam kwiatki i podziękowania, zabrałam worek, szczoteczkę do zębów i ubranka na zmianę. Wycałowałam panie.

      - Ale Mariance nie zrobiłyśmy teczki z pracami! - wykrzyknęła któraś (przedszkole działa do końca czerwca) - Proszę poczekać.

       

      Odprawiłam dziewczynki z Olą i czekałam. W sali były dwie pomoce przedszkolne - jedna zajęta sprzątaniem po obiedzie, druga zajęta przygotowaniem teczki Marianki.

      - Marianka - mądra dziewczynka. Jak nie pamiętam jakiejś piosenki, to zawsze ją pytam, zaraz wie - sapała pani pomoc, miła i prosta kobieta.

       

      Ja jednak z szeroko otwartymi oczami przyglądałam się scence w sali. Staś jak bóstwo stał na środku, a cztery dziewczynki wieszały się na nim, tuliły go, zaczepiały, podbiegały i nie dawały mu żyć. On oganiał się od nich, a one zachwycone z piskiem leciały do pani, że Stasio je bije.

       

      - Och, szaleństwo za Staszkiem. Świat idzie naprzód, kiedyś nie było tak, że już w maluchach dziewczyny za chłopakami biegały - pokiwała głową poczciwa pani pomoc.

      - Marianna też tak za nim lata?

      - O, proszę pani, tu się nikt nie wyłamuje.

       

      Dziewczynki znowu rzuciły się na Stasia, zupełnie jak nastolatki na swojego idola. Hmmm, więc tak tu się spędzało wolny czas. Cóż, chciałam żeby się dziecko uczyło zachowań społecznych.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „pożegnanie przedszkola”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 czerwca 2011 10:59
    • pirackie lektury

      Nie byłabym sobą, gdybym nowej pasji Marianki nie wsparła lekturami. Oto co wygrzebałam w bibliotece:

      pirat

      Pani bibliotekarka ponuro powiedziała: Za poważne będzie. Rzeczywiscie, pirat Jędruś oznaczony jest jako książka "7+", ale zaczyna się przyjaźnie, w krainie nie do końca realnej, w świecie marzeń. Czyli coś, co Marianka lubi.

      Wyszperałam również:

      świnka

      Wprawdzie nie za trudna, ale za to ideologicznie niesłuszna (zdaniem pirata Marianki). Trzon akcji stanowi konflikt między złymi i niegodziwymi piratami, a szlachetnymi prostymi rybakami. 

       

      W drodze do mnie, przez burzliwe morza jest też paczka z Piratami Patchami:

       

      pirat patch

      Będę więc miała oczytaną piratkę w domu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „pirackie lektury”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 czerwca 2011 10:03
  • wtorek, 21 czerwca 2011
    • jak dobrze być Helenką

      Mam wrażenie, że o wiele więcej piszę o Mariannie. Nie wiem, czy to wynika z jej wieku czy osobowości, że dużo mówi ciekawych rzeczy. Ale dzisiaj chciałam napisać o Helence. Biedctwo musiało znowu ze mną rano jechać do urzędu coś załatwić. Była zadowolona, że jedzie samochodem. Była zadowolona, że zabrała misia. Była przeszczęśliwa, że w urzędzie był konik bujany w kąciku dla dzieci. Była uradowana, że mogła zaglądać do pani urzędniczki. Była wdzięczna, kiedy posadziłam ją na wysokiej ladzie (to pewnie nie nazywa się lada, bo służy do Ważnych Spraw, ale nie wiem, jak to inaczej nazwać). Potem poszłyśmy do sklepu koło urzędu. Była podniecona, bo nigdy nie byłyśmy akurat w tym sklepie.

      - Weźmiemy pomidory.

      - Tak! Hura! Ja lubię!

      - I truskawki.

      - Tak! Bo ja lubię!

      - I ogórki małosolne.

      - Ja lubię małosolne.

      - I ziemniaki.

      - Ja lubię!

      - I może bób.

      - A ja lubię?

      - Nie wiem, spróbujesz? Ja bardzo lubię.

      - Spróbuję, hura!

      - Potem pójdziemy po bułeczki.

      - Ja lubię bułeczki!

       

      Cudowne to jest, że ona wszystko tak lubi i tak się cieszy. Jest teraz w fazie absolutnego zakochania w tacie. Ale mamę też strasznie kocha. Bo ona chyba w ogóle lubi życie. I jedzenie. I ludzi. Jak dobrze być Helenką! Jak dobrze mieć w domu Helenkę!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „jak dobrze być Helenką”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 czerwca 2011 13:31
  • poniedziałek, 20 czerwca 2011
    • tęcza

      Pada deszcz. Ze spaceru musimy uciekać w strugach deszczu. Zaczynamy rozmowę o pogodzie i jakoś nam schodzi na zjawisko tęczy, więc postanawiam pokazać dziewczynkom klasyczne doświadczenie. Mieszamy farby, mówię im o kolorach podstawowych. Napomykam o tym, że istnieje ultrafiolet i podczerwień, ale Marianka zaczyna piszczeć ze złości: "Nie ma koloru, jak nie widać! Jak nie widać, to nie ma! Pokaż mi jak jest, bo jak nie możesz pokazać to nie ma!" Dyplomatycznie schodzę z tematu. Wracamy więc do trzech barw podstawowych. Mieszamy farby, mieszamy, robię na swojej kartce piękną zieleń, i fiolet, i pomarańcz. Marianna robi piękną brudną zieleń, brudny fiolet i brudny pomarańcz. Helena  robi piękną jednolicie brązową breję. Robimy z Marianną na naszych kartkach wspaniałe tęcze, Helena zadowolona paćka się w brązowej brei.

       

      - Popatrzcie, to są właśnie kolory tęczy - mówię, zadowolona, że wszystko tak zgrabnie idzie, jakbym prowadziła pogadankę naukową dla przedszkolaków.

      - Nie, mamo, tak tęcza nie wygląda - poprawia mnie uprzejmie, acz stanowczo Marianka.

      - Jak to?

      - Nie ma wszystkich kolorów, musi być jeszcze różowy i czarny.

      - Ale tęcza ma właśnie takie kolory!

      - Nieprawda! - Marianna ucina dyskusję zirytowana - Bo Malwinka w przedszkolu rysuje tęczę wszystkimi flamastrami!

       

      No i proszę państwa, taka jest ta dzisiejsza młodzież. Już matura i zacięcie do pogadanek naukowych nie czynią z matki autorytetu, skoro Malwinka rysuje wszystkimi flamastrami.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 czerwca 2011 20:41
  • sobota, 18 czerwca 2011
    • piraci brodaci

      Jak mi ręce urosną, jak mi nogi urosną,

      jak już będę dorosła i wysoka jak sosna,

      to zostanę, zostanę, zostanę...no kim?

      To zostanę...

       

      - ...okrutnym piratem! - wykrzykuje Marianna.

       

      Jest bardzo zadowolona, bo pozwoliłam jej "cały dzień bawić się w piratów", to znaczy chodzić z przepaską i wielkim kolczykiem - atrapą (nie pozwalam chodzić tak do przedszkola). Toczymy mały spór o to, że jednak nie może mieć zasłoniętego oka cały dzień i musi przepaskę trzymać na czole.

       

      Marianka zadaje masę pytań:

      - A czy piraci mogli mieć psa?

      - A czy piraci myli ręce?

      - A czy piraci prali skarpetki?

      - A czy piraci kiedyś byli małymi dziećmi?

      - A czy piraci nosili bluzy?

       

      Wymyśla też mnóstwo historii skleconych z informacji ode mnie i z Bawidoca "Pod piracką banderą".

       

      piraci

       

      Snuje więc opowieści o piratach, którzy zakopali skarb, którzy sypiają w hamakach, którzy mają lekarza, co daje im tylko rum, którzy mają drewniane nogi, haki zamiast rąk, przepaski na oczach, papugi na ramionach, cierpią na morską chorobę, a po zejściu z pokładu na ląd kołyszą się o tak, mamo, o tak.

       

      Marianna marzy też o zabawach w piratów, ale nie bardzo wie, jak to się robi.

       

      - Mamo! - pyta Marianna - Czy mogę się bawić, że zabijam Helenkę?

       

      Hmmm, dobrze że jeszcze się pyta.

       

      - Nie - mówię - to nie jest dobra zabawa.

      - Ale ja nie zabiję jej naprawdę, to na niby będzie.

       

      Po stosownym wykładzie, nieco łagodzi ton.

       

      - Helenka, ja jestem pirat i na ciebie napadam.

      - Nieeeee! Mamo, Marianka mnie bije! - Helenka też dostała te opaski i kolczyki, ale nie chce być piratem, woli karmić misie.

      - Nie bij jej.

      - Ale jestem piratem przecież!

       

      Dziś wpadłam na świetny pomysł. Helenka będzie piękną panną na pięknym statku i będzie miała skarb w skrzyni (wszystkie koraliki dziewczynek w pudełku). Pirat może napaść na statek, ukraść skarb i go zakopać (pod dywanikiem - to już inwencja dziewczyn). Ale pięknej panny nie tyka. Okazało się, że rola pięknej panny ze skrzynią posagową jest bardzo atrakcyjna, wręcz atrakcyjniejsza od roli pirata.

       

      Chyba muszę skierować zainteresowania Marianki na odkrywców mórz i nieustraszonych szlachetnych marynarzy, bo ciężko pogodzić miłość do piratów z pozytywnymi wzorcami. Na razie rzeźbię i mówię "honorowy pirat tak by nie zrobił" (nie zabrałby siostrze pieska i nie uciekł z nim na górne łóżko). No, przyznacie. Żaden pirat pewnie tego nie robił!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „piraci brodaci”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 18 czerwca 2011 22:19
  • piątek, 17 czerwca 2011
    • czytanie i kto jest poszkodowany

      Odkąd zrobiło się ciepło, codzienne czytanie ogranicza się do czytania wieczornego, za to trwa bardzo długo.

       

      W pewnym sensie poszkodowana jest Helenka, bo kupuję o wiele więcej książek na poziom Marianki niż na poziom Helenki (biedna młodsza siostra dziedziczy spady).

       

      Ale jednak, żeby nigdy biedactwo nie poczuło się mniej kochane kupuję i dla Helenki książki. Czyli w pewnym sensie poszkodowana jest Marianka, bo w sumie Helenka ma tych książek więcej (odziedziczone i nowe). 

       

      Marzę już o tym, żeby czytać książki takie dla starszych. Czyli w pewnym sensie poszkodawana jest Helenka, jestem bowiem zachwycona, że czytamy z Marianką takie dłuższe książki, takie prawdziwe, takie z rozdziałami. A do sześćset osiemnastej lektury "Jabłonki Eli" i "Meli na rowerze" dla Helenki podchodzę z umęczeniem, robię to tylko z obowiązku i moduluję głos już tylko z powodu rutyny, a nie zaangażowania. Oczywiście kryję się ze swoją niechęcią (nawet czasem ją pokonuję!). Skrupulatnie podliczam czas i strony, żeby było sprawiedliwie.

       

      Czyli w pewnym sensie poszkodowana jest Marianka, która na pewno się uwstecznia, gdy znowu słucha historię "Kazia i nocnego potwora", albo "Pana wilka i pani kurki".

       

      Ale Marianka słucha bajek dla młodszych z wielką przyjemnością, ogromną. Cały czas lektury upływa Mariance przyjemnie, bo lubi książki dla siebie i lubi książki dla młodszej siostry. Czyli w pewnym sensie poszkodowana jest Helenka, bo jej tylko połowa czasu upływa miło.

       

      Ale co robi Helenka, gdy tylko otwieram jakieś "Dzieci z Bullerbyn?" Po pierwsze, depce po mnie, po drugie, chce siku, po trzecie, chce piciu, po czwarte, chce kupkę, po piąte, chce założyć skarpetki, po szóste, chce je zdjąć, po siódme, zawodzi, że coś ją boli w uchu, po ósme zrzuca wszystkie zabawki z półki, po dziewiąte nabija sobie guza, po dziesiąte wyje pod dowolnym pretekstem. Czyli w pewnym sensie poszkodowana jest Marianka, która nie może w spokoju słuchać...

       

      I tak to odmierzam czas i przywileje, czy na pewno sprawiedliwie, czy żadna się nie poczuje odrzucona, poszkodowana, nieuczciwie potraktowana. Bardzo bym chciała, żeby już można im było czytać to samo, bez poczucia, że któraś będzie poszkodowana znowu!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 17 czerwca 2011 21:55
    • co robiła dziś mama

      - Och, dziewczynki, och, ach - dyszę ciężko, leżąc na kanapie i trzymając nogi w górze - jaka jestem zmęczona!

      - A dlaczego? - pyta mechanicznie Helenka.

      - Oj, biegałam cały dzień po mieście za samochodem.

       

      ???

      Dwie pary oczu - brązowa i błękitna bardzo szeroko się otwierają. Dziewczynki odsuwają się ode mnie i patrzą z wielkim szacunkiem. Tak, mama musi sobie odpocząć.

       

      - Mamo, naprawdę? Biegałaś? Po mieście? Za samochodem? I co? Dogoniłaś któryś?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „co robiła dziś mama”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 17 czerwca 2011 21:39
  • czwartek, 16 czerwca 2011
    • moralność

      W każdej grupie powstają koalicje, pary, triady, konfiguracje i inne socjologom znane kombinacje. Helena ostatnio usiłuje rozbić jedność frontu rodziców, to wdzięcząc się, ltowłaśnie okazując wzgardę wobec jednego. Z lubością częstuje mnie tekstami: "Nie lubię cię, mamo." A jeśli chce wbić mi szpilę głębiej w serce, dodaje: "Tylko tatę lubię!"

       

      Dziewczyny coraz częściej (niestety) tworzą wspólny front przeciwko mnie, albo lekceważący mnie. Na przykład razem piszczą przenikliwie i zaśmiewają się z tego, całkowicie ignorując moje próby uciszenia ich, klasycznie nakręcają się i zachwycają sobą nawzajem. Albo obie odmawiają sprzątania, czy też pójścia do wanny. Albo obie z zachwytem mnie przedrzeźniają, bądź na każde pytanie w odpowiedzi mówią: "Mmm? Prrrr" (plując). W pewnym sensie nawet mi się to podoba, bo przecież bym chciała, żeby się lubiły. A nie wiem, czy do końca tak jest, bo każda z nich BARDZO lubi, kiedy ta druga jest w niełasce u mnie. Przyznam, że nie wiem, czy tak powinno być. Czy nie powinny trzymać większej sztamy. Szczególnie Marianna uwielbia, kiedy strofuję Helenkę. (Helena chyba robi to samo na zasadzie naśladownictwa).

       

      - Helenka, uważaj trochę, kapie ci na sukienkę.

      - Ja pięknie jem, prawda? - odzywa się Marianka.

       

      - Helenka, gdzie ty uciekasz?

      - Ja nigdy nie uciekam - domaga się pochwał Marianka.

       

      - Helenka, chodź wreszcie umyć te ręce. Jak nie umyjesz, to nie możesz zjeść truskawek.

      - Mamo! My zjemy wszystkie! Nic jej nie damy, prawda?

      - Eee, damy - mruczę cicho, rozdarta między chęcią zmotywowania młodszego dziecka do umycia rączek, a niechęcią do posiadania nadgorliwej córki starszej.

       

      Marianna powtarza w dodatku wszystkie moje głupsze i mniej głupie teksty typu: "Nie wolno kruszyć na kanapę, rano tu sprzątałam, chcę, żeby było ładnie i czysto".  Kiedy slyszę je w ustach Marianny zawsze brzmią strasznie beznadziejnie.  

       

      - Helena! - wołam wściekła, załamując ręce nad połamanym w niezwykle sprytny sposób pudełeczkiem - Rozwinęłaś mi całą nitkę dentystyczną!

      - Ja nigdy tak nie robię. - oświadcza Marianna.

      - Nie wolno tak robić! Nie wolno ruszać! - mówię poważnie, kucam  i macham paluchem- Jak zobaczysz nitkę, to ona nie jest po to, żeby rozwijać, jestem naprawdę zła.

       

      Marianna próbuje mnie przebić.

      - Nigdy nie wolno ci ruszać. I nie będzie ci mama czytać wieczorem - dodaje od siebie.

      Tego nie było w planie. Zatrzymuję się w mojej frustracji i wściekłości.  

      Kara "nie czytać" następuje rzadko. Jeśli następuje jakaś kara, typu konfiskata kredek lub odesłanie do kąta, albo po prostu wykład, to ta druga jest po prostu w siódmym niebie. Chodzi przeszczęśliwa, że sprawiedliwości stało się zadość, zupełnie nie rozumiejąc, że istnieje jakaś przekładalność perspektyw i że ją niebawem spotka to samo za to samo lub prawie to samo.Pocieszenie jak zwykle znajduję w literaturze dziecięcej. "Ja nigdy nie gram w kulki wieczorami" - tak przecież mówi Nilla i jest zachwycona, że mama Mysz beszta Kacpra w "Ja nie chcę iść spać".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „moralność”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 czerwca 2011 21:57

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs