Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • środa, 30 maja 2012
    • co lubi mama?

      Uff, ostatni Dzień Mamy i Taty za nami. Byliśmy na przedstawieniu Helenki, trwało całe 3 minuty, więc nawet nie zdążyłam się spłakać (a planowałam!). Po części artystycznej były niespodzianki dla rodziców -  malowaliśmy płócienne torby na zakupy specjalnymi kredkami , jedliśmy truskawki, podziwialiśmy laurki.

       

      A jedną z niespodzianek były serduszka, na których panie ciocie zanotowały odpowiedzi dzieci na różne pytania. Przedszkolaki miały dokończyć różne zdania, typu "Moja mama jest...", "Moja mama lubi..." itd.

       

      Oczywiście pełno było uroczych sformułowań, kupa śmiechu i wzruszeń,  hihi haha, ale potem zobaczyłam coraz bardziej skonsternowane miny, bo na większości laurek napisane było coś w stylu: "Moja mama jest...  w pracy", "Moja mama najbardziej lubi... pracować".

       

       "Moja mama jest... różowa" - zeznała Helenka, a rozumiem, że to jakaś forma  najwyższego komplementu. Ale dalej nie ma się czym chwalić,  chyba już bym wolała wyjść na matkę nieobecną i pracującą, bo Helenka kazała napisać: Moja mama najbardziej lubi... sprzątać i gotować". Fajnie! Dzięki córeczko!

       

      Dla wiernych fanów Helenki - filmik:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „co lubi mama?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 30 maja 2012 14:51
  • wtorek, 29 maja 2012
    • rozmowy o śmierci

      Marianka, odkąd pierwszy raz zetknęła się z tym, że ktoś umarł, powraca do rozmów o śmierci . Dawniej głównie ją interesowało, co się dzieje ze zwłokami, jak się rozkładają, jak się je zakopuje i tego typu przyjemniackie temaciki. Teraz zaczęła drążyć głębiej pytaniami w stylu "A czy wszyscy umrą?", "A czy ty mamo nie umrzesz szybko?", "Dlaczego ludzie umierają?", "A co się z ludźmi dzieje po śmierci?", "A dlaczego dziadek mówi, że się idzie do nieba?", "Dlaczego czasami dzieci umierają?", "A na co te dzieci umierają?". Pytania te ciągną się i ciągną, a zwykle kończą się wtulaniem we mnie ze słowami "Nie chcę, żebyś umarła, mamusiu".

       

      Helena natomiast, wsłuchująca się w te rozmowy, musiała w końcu zareagować i włączyć się do dyskusji. Jako dziewczynka konkretna zadała mi jedno pytanie. Jedno szybkie i od razu, bez takich łzawych spojrzeń, jakie rzuca Marianna, rozmyślając na niesprawiedliwościami tego świata (Marianna zresztą nigdy na to pytanie się nie zdobyła): "Mamo, czy ja też umrę?".

      - Kiedyś tak - mówię z bólem serca.

      - Aha - mówi z zainteresowaniem Helenka. I po chwili tonem, jakby się dowiedziała, że nie będzie deseru: "Łeee, to szkoda".

       

      I koniec. Już. Koniec tematu. Poszła się bawić i zostawiła mnie z Marianną i jej namysłem nad kondycją człowieka.

       

      Różnica między moimi córkami stale mnie zdumiewa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „rozmowy o śmierci”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 maja 2012 12:14
  • niedziela, 27 maja 2012
    • obite nogi

      Pewnie zapomnieliście, że Marianka chodzi na balet od października? Otóż chodzi, co niedziela. Miałam okazję dzisiaj wejść na lekcję pokazową i dlatego chciałam przypomnieć, że owszem. Obite nóżki bardzo ładnie tańczą!

      nóżki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „obite nogi”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 maja 2012 22:29
    • moje dzieci na weselu

      18:30

      - Kiedy dojedziemy? Jestem głooodna! Jestem głooodna!

      - Za chwilkę, chcesz herbatnika?

      - Nie, ja chcę coś innego!

      - Ja chcę zdjąć bolerko!

      - Masz zimne ręce i katar.

      - Ale ja chcę ładnie wyglądać w mojej sukieeeeenceeeee!

      - Tato, jesteś piękny. Jak pan młody.

      - Ale kiedy dojedziemy?

      - Dlaczego tak wolno jedziemy?

      - To tutaj jest wesele? To tutaj jest wesele? To tutaj jest wesele? To tutaj? To tutaj? To tutaj? A tutaj?

       

      19:00

      - Szampan piccolo dla dzieci.

      - Ja chcę! Nie! Fuuu! Ja nie lubię!

      - Mamo, mam mokre bolerko, bo Marianka mnie opluła, mogę zdjąć i być w mojej sukieeeeeeence?

      - Zobaczcie, są takie zimne przekąski, chcecie?

      - Tak. Nieee! Fuuu! Ohydne to jest! Ohydne! 

      - Helena, załóż buty. Nie zdejmuj tego bolerka! Marianna, wstań z podłogi.

       

      19:15

      - Pyszny rosołek!

       

      19:16

      - Już nie mogę rosołku. Mogę cukierka?

       

      19:17

      - A teraz toast! Prosimy o chwilę ciszy...

      - Mamo, kupę!!!

      - Ten rosół jest fuuuuj!

      - Marianna, wstań z podłogi.

      - Czy ja mogę już zdjąć bolerko i być piękna w sukieeeeence?

       

       

      22:00

      - Mamo! Jestem taka zmęczona!

      - Do domu! Do domu!

      - Już nie chcę tańczyć!

      - Marianka, wstań z podłogi.

      - Będę tu spać!

      - Spaaaać!

      - Ja chcę już spaaać!

      - A w samochodzie mogę zdjąć bolerko i być piękna w sukieeeence?

       

      Wychodzimy z wielkim żalem.

       

      22:30 (w pokoju hotelowym)

      Myślicie, że od razu zasnęły? Tak myślicie, naprawdę? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „moje dzieci na weselu”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 maja 2012 16:36
    • przechytrzyłam youtube!

      Tak, ten youtube, co to od paru dni pisał mi uparcie "przesyłanie filmu nie powiodło się" i inne takie sympatyczne teksty. Podeszłam go i teraz nareszcie możecie zobaczyć wspaniały film i moje ciasteczkowe dziewczynki. A nawet jeśli nie wykażecie takiego entuzjazmu jak ja (naprawdę?), to przynajmniej na pewno ucieszycie się przesłaniem -  lato się zbliża. Tralala!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 maja 2012 16:23
  • sobota, 26 maja 2012
  • czwartek, 24 maja 2012
  • wtorek, 22 maja 2012
    • dzień muzeów i fontann

      Jakoś tak ostatnio mój blog i moje życie tak spsiało, poczułam. Ciągle tylko o sukienkach, kucykach i filmach. Zapragnęłam poobcować nieco ze sztuką wysoką i zabrałam dziewczyny do Muzeum Narodowego na wystawę "Wywyższeni. Od faraona do lady Gaga".

       

      Dziewczynki, a zwłaszcza Marianna były bardzo zainteresowane przede wszystkim insygniami królewskimi biżuterią, srebrną zastawą, płaszczami z gronostajem. Portrety postaci pysznych strojach i z takimi władzy już nie były ciekawe. Ponieważ nasze muzeum nie ma wielkich zbiorów, to  eksponaty interesujące moje córki szybko się wyczerpały. Potem jeszcze jedna sala, którą kazałam im szybko przejść, zagadując jakoś (zbrodnicze systemy totalitarne i przerażające obrazy - ale ich też było bardzo mało) i jeszcze jedna, z której nic nie zrozumiały, o współczesnej polityce. I tak po dziesięciu minutach skończyło się obcowanie. Mimo wszystko było fajnie, miałyśmy okazję sobie porozmawiać o rozwarstwieniu społecznym, o uwiecznianiu swojego wizerunku i takich tam innych tematach. W sumie więc było warto, chociaż za te 10 minut musiałam 20 złotych zapłacić (ale we wtorki można też oglądać całe muzeum dodatkowo za darmo, więc muzeum jak najbardziej dało mi szansę, w odróżnieniu od dziewczyn).

      Potem skierowałyśmy się w dół ku parkowi Rydza-Śmigłego. Nie jest to jakaś wielka sensacja rewelacja, niemniej informuję, jeśli ktoś nie wie i  przypominam, jeśli ktoś zapomniał, że są tam naprawdę liczne fajne fontanny. Do niektórych można wchodzić (to znaczy nie wiem, czy wolno, ale one same zapraszają wręcz do tego i wszyscy poniżej 140 cm wchodzą). Miałyśmy w planach jeszcze nową plażę nad Wisłą, ale w końcu chlupanie w fontannach okazało się najlepsze i jedyne. helena w fontannie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 maja 2012 21:55
  • poniedziałek, 21 maja 2012
    • pan i pani

      Kępa Potocka w upalny poniedziałek - sielanka, tłumów nie ma,  pachnie bez, wędkarze moczą swoje kije, grill dymi, ekscentryczni starsi panowie bez koszulek ćwiczą triki na rolkach, moje córki bawią się na nadmuchiwanym wielorybie (5 zł za 5 minut, przednia rozrywka), a zakochane pary przechadzają się po alejkach. Są takie zakochane młode pary, które lubują się w przychodzeniu na place zabaw. Tam wśród chichotów huśtają się na przykład na huśtawce i odkrywają w sobie beztroskie wewnętrzne dziecko, albo coś takiego, w każdym razie traktuję to w kategoriach perwersji. Takie pary nie powinny się dziwić, kiedy spotka je coś takiego, co zgotowała im Helenka.

      - Mamo! - mówi rozanielona - ten pan i pani chyba są zakochani.

      - No, chyba - bo pan i pani, na oko 20 lat zdecydowanie tak się zachowują, jakby byli.

      - Tak! Są zakochani! Są tacy sami! Pan i pani! Kochają się!

      Pan i pani uśmiechają się zawstydzeni i zachwyceni.

      - A oni mają dzieci, mamo?

      - Nie wiem, kochanie.

      - Chyba nie mają, ale będą mieli, bo są zakochani. Wiesz, mamo, to kobieta rodzi dziecko.

       

      A potem wskazuje już palcem: Ta kobieta urodzi dziecko. Niedługo. Wiesz, ta ruda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „pan i pani”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 maja 2012 21:21

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs