Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • poniedziałek, 15 kwietnia 2013
  • niedziela, 14 kwietnia 2013
    • po siedmiu miesiącach

      Wiele razy chciałam pokazać na blogu, jak Marianna gra na skrzypcach, ale za każdym razem patrzyłam krytycznie na nagranie i dochodziłam do wniosku, że bez miłości w matczynym sercu nie da się nic pozytywnego jeszcze w tym zobaczyć.

       

      Ale dzisiaj wrzucam nagranie - ile się nauczyła przez siedem miesięcy - dużo, prawda?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „po siedmiu miesiącach”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 kwietnia 2013 20:12
    • figaro tu, figaro tam

      Entuzjastycznie i z przekonaniem polecam nowy cykl koncertów dla dzieci. Opera Kameralna - która przez lata była wieżą z kości słoniowej i o której raczej było cicho, a ostatnio głośno, ale bynajmniej nie z powodów muzycznych, tylko zawirowań organizacyjnych - otworzyła cyl muzycznych poranków rodzinnych. Ten dzisiaj był trzecim z kolei, a dla nas pierwszym, na który udało nam się dotrzeć. "Figaro tu, Figaro tam" - w oparciu o "Cyrulika Sewilskiego".

       

      Trochę się obawiałam, jak to będzie zrobione, czy ciekawie i przystępnie, czy nie nazbyt sztywno. Byłam pozytywnie zdziwiona - bo przedstawienie było zrobione pod dzieci, z wielkim wdziękiem, z pomysłem i na lekkim luzie. Jeden pan opowiadał, o co chodzi, a potem były najbardziej znane arie. Wprawdzie nie było orkiestry, a jedynie fortepian, skrzypce i wiolonczela, ale na szczęście śpiewacy byli w strojach (dla Helenki to podstawa - najbardziej podobały jej się suknie z bufkami), były dekoracje. Zmieniano je zresztą przy podniesionej kurtynie i dzieci mogły zobaczyć, jak się obraca scenę i inne czary. Zresztą nie tylko dzieci. Myślę, że wielu dorosłych lepiej się bawiło niż na pełnej wersji opery. Śpiewacy się wygłupiali, a na przerwie zeszli do holu i śpiewali z dziećmi. Wszystko w oparach atmosfery kultury wysokiej, ale bez irytującego zadęcia.

       

      Jedynym problemem była treść przedstawienia i fakt, że śpiewano po włosku. Dzień wcześniej postanowiłam przeczytać libretto i streścić je dziewczynkom, ale okazało się, że to ponad moje siły. Pomimo wyjaśnień sympatycznego pana na scenie i tak większości intryg nie udało nam się zrozumieć. Spowodowało to szereg rozmów jakby żywcem wziętych z "Lata Muminków":

       

      "Ależ jeśli Mamusia Muminka jest twoją żoną, to twoja synowa nie może być siostrą jej ojca!"

       

      Trafnie to podsumowuje Emma z tejże książki - wszyscy są ze sobą spokrewnieni, a publiczność i tak nic nie zrozumie.

       

      Na pewno przyjdziemy kolejny raz. Wszystkich, którzy nie mają ciężkiej alergii na operę (bo lekka alergia może przejść pod wpływem takiej wizyty) serdecznie zachęcam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 kwietnia 2013 20:07
  • niedziela, 07 kwietnia 2013
    • wszyscy dla wszystkich - albo sny o potędze

      - Mamo, zjem cię! Zjem cię – zaśmiewa się Helenka, rzucając się na mnie jak typowa czterolatka, która ma nadmiar energii mimo trzech spacerów.

       

      Potem ponosi ją wyobraźnia.

      – Wiesz? Zjem lepiej wszystkie mamusi i tatusiów na świecie.

      - Tak? A co dzieci będą robiły bez rodziców?

      - Same sobie poradzą. 

      - A jak będziesz chora? Kto się tobą zaopiekuje? Kto ci da lekarstwa?

      - Marianka.

      - No, a Marianka skąd weźmie lekarstwa, jak nie będzie lekarzy?

      - Będą lekarze.

      - A nasz pan doktor jest tatusiem. Chyba dużo lekarzy to mamusie i tatusiowie. Wszystkich ich zjesz?

      - No, to lekarzy zostawię i nie zjem. Są potrzebni.

      - A weterynarze?

      - Też zostawię, potrzebni.

      - A żeby karetka jechała, to musi być benzyna. Skąd dzieci ją wezmą?

      - Takich, co robią benzynę, zostawię. Są potrzebni.

      - A żeby światło się paliło w domu, to potrzeba zrobić prąd w elektrowni.

      - Dzieci zrobią.

      - Będą pracować w elektrowni? To ciężka praca.

      - No, dobra, takich też zostawię. Są potrzebni.

       

      Powoli dochodzimy do tego, że wiele zawodów jest jednak potrzebnych. Wyjątek stanowią aktorzy (dzieci same będą grały w teatrze i w kinie). Zawody rodziców (tłumaczka i socjolog) też nie cieszą się powodzeniem.

      - To co, mnie nie zostawisz? – pytam z wyrzutem.

      - Nie, ty jesteś niepotrzebna, mamo. Jak nie chcesz być zjedzona, musisz przejść na coś potrzebnego. Tato, ty też musisz przejść. Wolisz strażaka czy lekarza? Żebyś był potrzebny, wiesz?

       

      A wam udałoby się załapać do nowego, lepszego świata?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „wszyscy dla wszystkich - albo sny o potędze”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 kwietnia 2013 19:56
  • poniedziałek, 01 kwietnia 2013

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs