Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • poniedziałek, 30 kwietnia 2012
    • luźne refleksje z placyku zabaw

      Upał, wyjeżdżamy dopiero jutro, więc cały wolny czas spędzamy rzecz jasna na placu zabaw. Mózg mój w upale i monotonii placozabawowej mi się lekko lasuje, ale jednak pewne luźne refleksje mnie nachodzą.

       

      Po pierwsze, za każdym razem, kiedy moje córki bawią się wspaniale w Syrenkę Mo i Waniliową Płastugę (jest to ich ulubiona zabawa), myślę sobie, że przecież mogłabym w tym czasie przeczytać książkę. Albo chociaż artykuł. Zasłonić się lekturą przed jakąś namolną babcią, która po raz dziesiąty mówi mi: "Udane te pani córeczki, ale przydałby się jeszcze synek. Moja córka ma czwórkę i bardzo sobie chwali". Ale kiedy one bawią się rozkosznie same, to ja nigdy nie mam nic do czytania pod ręką.

       

      Po drugie, jeśli zaopatrzę się w gazetę lub książkę i planuję nareszcie coś przeczytać na ławce w cieniu, moje córki nie chcą się bawić w syrenkę Mo i Waniliową Płastugę. Wtedy właśnie przybiegają co chwila: "wsadź mnie na huśtawkę", "a ona powiedziała, że ja zepsułam konewkęęęęę", "baw się z nami w chowanego", "nóżka stłuczona", "daj mi pić", "chodź  na przyjęcie z trawy i mleczy, to moje urodziny, skończyłam trzydzieści osiem lat". A moją gazetę rozwiewa wiatr. Ewentualnie z dezaprobatą (dla moich wyborów politycznych) przegląda ją namolna babcia, a w tym czasie córki każą mi podziwiać każdą kolejną babkę z piasku.

       

      Po trzecie, a propos babek z piasku. To jest piąta kolejna wiosna w moim życiu, w której mówię: "No, kochanie, nie wyszła babka, bo wzięłaś suchy piasek. No, kochanie, nie wyszła babka, bo nie nałożyłaś piasku do pełna".  No, kiedy one będą starsze? Kiedy skończy się siedzenie na placu zabaw?

       

      Po czwarte, co będzie, kiedy one będą starsze i skończy się siedzenie na placu zabaw? Jestem lekko przerażona tym, że rozbrykane ośmio - dziesięciolatki na placu zabaw wydają mi się już odrobinkę nie na miejscu. No, bo co robią te olbrzymy wśród malutkich dzieciaczków? Tyle, że takich dzieciaków nie widać na co dzień na dworze. Szczerze mówiąc widok takich powiedzmy dziewięciolatków, które same ganiają się po krzakach na Cytadeli to rzadkość. Od razu sama się rozglądam "Czy te dzieci są tu zupełnie same?". Zwykle widuję takie dzieci z rodzicami na wycieczkach rowerowych w ładną pogodę w niedzielę (nie licząc kilkorga z wielodzietnych rodzin z moich "złych bloków", które chyba całe dnie spędzają na podwórku). Gdzie one są po szkole? W świetlicy i na zajęciach dodatkowych? Trochę sobie nie wyobrażam, że dziewczyny będą za parę lat siedzieć tylko przed komputerem albo w domu u koleżanki. A puścić je na takie podwórko? Nie wiem, nie wiem... Więc staram się radować każdą chwilą na placu zabaw, nawet w towarzystwie namolnych babć i przy produkcji kolejnej babki z mokrego piasku i z foremki wyłożonej do pełna. I to by było po piąte i ostatnie.

       

      Aha, jutro wyjeżdżamy i na parę dni się wylogowuję. Miłej majówki!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „luźne refleksje z placyku zabaw”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 kwietnia 2012 20:31
  • sobota, 28 kwietnia 2012
  • piątek, 27 kwietnia 2012
  • czwartek, 26 kwietnia 2012
  • wtorek, 24 kwietnia 2012
    • wata

      Jeszcze w zeszłym roku zobaczyłam go przy wejściu do parku. Typka, którego obawiają się niektórzy rodzice. Nie, nie że jakiegoś zboczeńca. Sprzedawcę waty cukrowej. No, to się będzie działo. Już wyobrażałam sobie, że każde wejście do parku będzie się wiązać z krępującą sceną rzucania się na ziemię i błagań o watę cukrową.

       

      - Mamo, mamo, co to jest?

      - To wata cukrowa, okropne świństwo, - syknęłam surowo - ja nie jem takich rzeczy, bo tylko zęby się od tego psują.

      - My też nie jemy mamo. To świństwo.

       

      Ha, jakie to proste! Byłam bardzo zadowolona. Nie przewidziałam, że teraz każde wejście do parku będzie się wiązać z inną krępującą sceną . Oto moje córeczki idą z palcami oskarżycielsko wymierzonymi w bogu ducha winnego sprzedawcę i pokrzykują wojowniczo:

      - Świństwo!

      - Świństwo!

      - Ten pan sprzedaje świństwo!

       

      Idę ze spuszczoną głową, bo do tej pory wszelkie próby rozmów kończyły się:

      - Temu panu przykro będzie? To ten pan nie wie, że sprzedaje świństwo, od którego się psują zęby?

      - Przecież sama mówiłaś, że to świństwo. To znaczy, że to nie jest świństwo?

       

      Świństwo! Z dwojga złego niech tak zostanie. Najwyżej będziemy wchodzić inną bramą.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „wata”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 kwietnia 2012 12:08
  • niedziela, 22 kwietnia 2012
    • jak dziewczynki poszły słuchać książki

      Ostatnio wpadła mi w ręce książka "Wszystko gra" Anny Czerwińskiej-Rydel i Marty Ignerskiej. Książka dostała Bardzo Ważną Nagrodę w Bolonii (Bologna Ragazzi Award).

       

      Nie to, żeby od razu wierzyła werdyktowi jakiemuś tam byle jury z Bolonii, nie? Wręcz przeciwnie, jako niedowiarek raczej od razu dwakroć krytycznie przyglądam się takiej książce. Przyglądam się i dwakroć, i trzykroć, i bardzo mi się podoba.

      wszystko gra

      Ilustracje - obłędne. A tekst? Opowiada o tym, jak stroją się instrumenty przed tą chwilą, kiedy wchodzi dyrygent i zaczyna się koncert. Napisane jest magicznie, naprawdę słychać, jak te instrumenty się stroją, o ile... no właśnie, o ile się dobrze zna te tajemnicze dźwięki strojącej się orkiestry. No i tego brakuje tej książce - nagrania. Szukałam więc w necie, na youtubie i wszędzie. Nigdzie nie znalazłam! Bo kto by wrzucał do internetu strojącą się orkiestrę symfoniczną? Wrzuca się i nagrywa dopiero od chwili, gdy orkiestra już jest nastrojona. A może wiecie, gdzie takie nagranie wielkiej orkiestry znaleźć?

       

      Nie wiedziałam, więc postanowiłam zabrać dziewczynki do filharmonii, żeby sobie posłuchały. Okazało się, że najbliższy koncert dla dzieci jest kameralny i będą same instrumenty smyczkowe. Ale skoro już wymyśliłam, że idziemy, to poszliśmy.

       

      Koncert był całkiem fajny i ładnie przygotowany - różne wierszyki i piosenki dla dzieci. Repertuar przemyślany - trochę muzyki filmowej, trochę hitów klasycznych - krótkich i siępodobających (np. "Słoń" Saen Sansa, albo taki kawałek Paula Nero "Pitzi-cats", tu wklejam wykonanie youtube'owe, może i waszym dzieciom się spodoba, jak można inaczej potraktować skrzypce i kontrabas:http://www.youtube.com/watch?v=0VJc7UuAt0I), trochę można było klaskać do rytmu, trochę można było popatrzeć, jak grają dzieci. Szkoda, że tylko Pan Kontrabasista się wygłupiał trochę - próbował grać z kontrabasem pod brodą na przykład. A reszta strasznie poważna była i przejęta swoją rolą, a już oczywiście najbardziej to panie kierowniczki sali. Och, to dopiero są strażniczki świątyni sztuki! No, ale jeśli chodzi o koncerty dla dzieci to nie ma za bardzo wyboru, więc w sumie dobrze, że dziewczyny były i zobaczyły. Helena nie zasnęła, co można uznać za sukces.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „jak dziewczynki poszły słuchać książki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 kwietnia 2012 21:59
  • sobota, 21 kwietnia 2012
    • plany na niedzielę

      - A w niedzielę - mówię zadowolona - pójdziemy do filharmonii.

       

      I chcę rozwinąć, że Helenka idzie pierwszy raz, co tam będzie i jak trzeba się zachowywać, ale Helena od razu z uśmiechem komentuje: O, to fajnie, to ja sobie pośpię.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 21 kwietnia 2012 13:04
    • pani weterynarz

      Nie wiem, czy pisałam, że Marianna zamierza w przyszłości kupić dom w górach, mieć hodowlę psów i zostać weterynarzem. Jej plany są bardzo konkretne. Ostatnio zwierzyła mi się ze swojej troski:

      - Nie wiem, czy On [ulubiony kolega z przedszkola] będzie chciał ze mną zamieszkać w górach.

      - I co, gdyby nie chciał?

      - No, będę musiała, będę musiała...

       

      Już drżę, że powie "zamieszkać gdzie indziej", ale mówi: "będę musiała poszukać innego męża". Uf, pogłoski o tym, że Marianna nie stoi mocno na ziemi są mocno przesadzone.

       

      No, ale to tylko taka dygresja, bo chciałam głównie skupić się na planach zawodowych pani weterynarz. 

      - Będę leczyć zwierzęta wszystkie. I psy, i koty, i krowy, i słonie, i tygrysy, i rekiny.

      - I rekiny? W wodzie?

      - Tak, a co? Weterynarz ich nie leczy?

      Hmmm.  Oczywiście nie wiem, ale pewnie leczy, co? Na wszelki wypadek zmieniam temat

      - A ty nie będziesz się bała rekina?

      - Zdrowego bym się bała, ale chorego nie. A na pewno nie takiego, który jest taki chory, że mu się nie chce jeść - chichocze.

      - I jeszcze jakieś wodne zwierzęta będziesz leczyć?

      - Tak, delfiny. I syrenki - zapada w dłuższe milczenie - Syrenki od dołu.

       

      No, to się nazywa praktyczne podejście i specjalizacja!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „pani weterynarz”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 21 kwietnia 2012 09:44
  • piątek, 20 kwietnia 2012
    • bo fantazja jest od tego...

      Fantazja jest od tego, żeby bawić się na całego, rzecz jasna.

      A fantazjuje się na podstawie tego, co masz wokół nosa swego.

       

      Helena do Marianny: Chodź, bawimy się, że ja jestem zepsutym bankomatem.

       

      Tak, tak, nowe pokolenie.

       

      P.S. NOWE POKOLENIE ZOSTAŁO PRZYJĘTE DO PRZEDSZKOLA!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „bo fantazja jest od tego...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 20 kwietnia 2012 12:05
    • nowy autor

      Mamy nowego ulubionego autora! Obecnie tuż za Astrid Lindgren uplasował się niemiecki klasyk - Otfried Preussler. Sama z dzieciństwa znałam tylko "Malutką Czarownicę", której zresztą na razie nie przeczytałyśmy, ponieważ z jakichś względów okazała się zbyt straszna (chyba po prostu nagromadzenie czarownic w jednym miejscu przekroczyło dopuszczane przez Mariannę normy). Natomiast ostatnio ukazało się po pierwsze wznowienie "Małego duszka", a po drugie wyszła zupełnie nowa książka "Rozbójnik Hotzenplotz".

      mały duszek

      rozbójnik

      Obie przeczytałyśmy i obie mogę polecić dla pięciolatków (chociaż Helenka słuchała bardzo pilnie i rozumiała).

       

      "Duszek" - może dla ciutkę młodszych. Historyjka bardzo słodka i urocza, podzielona na krótkie rozdziały, o duszku, który chciał zobaczyć, jak wygląda świat za dnia. Potem jego marzenie się spełnia, ale okazuje się, że życie duszka dziennego wcale mu się nie podoba i szuka sposobów, aby znów wrócić do kondycji ducha nocnego. A w tle inscenizacje historyczne, mądry puchacz i nadęci urzędnicy, którym nawet mały, zagubiony duszek umie napędzić stracha.

       

      "Rozbójnik" natomiast jest doprawdy straszny i okrutny. Bohaterowie, gdy popadną w niełaskę są przykuci łańcuchem i jeno spleśniały chleb rzuca im się do jedzenia. I jeszcze muszą całe wiadra ziemniaków obierać! Nie wiem, jak Marianna to zniosła w zasadzie. Trochę krzyczała "Ja już nie chcę tego słuchać!" i biegała po domu, ale wracała, chyba dlatego, że była ciekawa. To taka powieść zbójecko-łotrzykowska, pełna oszustw, kilku wątkowa, trzymająca w napięciu. Poważna literatura! Sama nie mogłam się doczekać, co dalej.

       

      Przy okazji dziewczynki musiały potrenować ważną umiejętność, którą wedle Piageta gdzieś tam dopiero w trakcie rozwoju się zdobywa. Mianowicie zrozumienie tego, że chociaż ja coś wiem (na przykład że w skrzyni jest piasek), to ktoś, kto o tym nie wie może myśleć inaczej, a nawet można go świadomie wprowadzić w błąd (na przykład umieszczając na tejże skrzyni napis: UWAGA, ZŁOTO). Zwłaszcza Helenka miała z tym kłopot i musiałam tłumaczyć na laleczkach, pokazując, że tamta, która nie widziała podstępu, będzie rozumować inaczej niż te, które podstęp widziały. 

       

      Poza tym, żeby zrozumieć historię duszka, musiały zrozumieć, że zegar dwa razy na dobe  wybija godzinę dwunastą. Naprawdę widzę, że więcej z literatury pięknej można się dowiedzieć, niż czytając encyklopedię. A o ile przyjemniej! Starszym przedszkolakom Preusslera polecam z całego serca.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „nowy autor”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 20 kwietnia 2012 11:50

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs