Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • sobota, 30 kwietnia 2011
    • jak wygląda sobota oglądana przez okulary Mamy

      Tadeusz Boy Żeleński był może i wierszokletą, ale zarazem wieszczem  niedocenionym.

      
      By uniknąć ambarasu,
      wzięto rok za miarę czasu.
      Dzielą go bardzo wygodnie
      na miesiące i tygodnie.
      Tydzień zaś z grubsza podzielę
      na dni zwykłe i niedziele.


      
      D
      zisiaj mamy też długie weekendy.

      Do pracy są zwykłe dzionki,
      a niedziela dla małżonki.

      I to się nie zmieniło.

      (...) Każdy ze swoją niewiastą
      rad wybiera się za miasto.

      I my też! I my też! Do Czerska. Na turniej rycerski. Blisko, tylko 40 km.

      Oczywiście, że i dziatki
      spieszą koło swego tatki.

      Oczywiste - wszak dla dziatek i ich radości głównie jedziemy. Trzeba przywyknąć, że nie dla własnych przyjemności ma się weekendy.

      (...) W ciągu miłej tej podróży
      człowiek trochę się zakurzy.


      Zwłaszcza, gdy jedzie 40 km przez 2 godziny, bo nie wzięło się pod uwagę, że wszyscy wyjeżdżający z miasta są śpiochami i zwlekają się dopiero koło południa.

      (...) Żona ci wypruwa flaki
      "bo ty zawsze jesteś taki".

      No nie wiem, ale atmosfera jest już nieszczególna. "Ja chcę do rycerzy!" "Mamo! Kiedy będziemy?" "Spinka mi spadła!" "Co za koszmar, nigdy nie pojadę już za Warszawę" "Może wracajmy, jak mamy jechać w takich humorach". Pocieszamy się myślą, że moglibyśmy mieszkać w Piasecznie i dojeżdżać do Warszawy codziennie, oraz piosenką "Kurczątka w stodole były".

      Ożywiona tą gawędką
      droga mija dosyć prędko.

      Z naciskiem na "dosyć".

      Szczęściem wzbiera miejskie łono,
      gdy widzi trawkę zieloną.

      Naprawdę. Nawet jeśli jest to trawka na parkingu, skąd odchodzi busik na turniej.

      Już was tylko przestrzeń krótka
      oddziela od piwogródka.

      
      Krótsza, krótsza, hura!

      Wszystko mija więc szczęśliwie,
      siedzicie wreszcie przy piwie.

      
      Przy piwie, karkówce, kiełbasce. Turniej naprawdę imponujący. Wszyscy czworo byliśmy po raz pierwszy na takiej imprezie. Była nieoczekiwanie punktualna, dobrze zorganizowana. Walki rycerzy, kramy, zabawy błazeńskie, i hit - popisy jeźdźców konnych. Dziewczynki wybrały sobie swoich rycerzy Marianna niebieskiego, Helena żółtego) i dzielnie im kibicowały. Ludzi sporo, ale nie za dużo. Same ruiny czerskiego zamku wspaniałe i piękne widoki. Naprawdę super. 
      Chociaż nie można zapomnieć, że kto ma liczną dziatwę, nic mu w życiu nie jest łatwe. 
      Helenka nauczyła się słowa "przypuszczam" i używa go z lubością. "Przypuszczam, że tam będzie smok!" Przypuszczam, że jeszcze kiedyś wybierzemy się na turniej.turniej

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 30 kwietnia 2011 21:31
  • piątek, 29 kwietnia 2011
    • obciach

      Jak skłonić dwulatkę do marszu? Dwulatki z zasady albo biegną (zazwyczaj w kierunku odwrotnym do zaplanowanego), albo stoją i kontemplują kałużę, ślimaka, puszkę piwa (pytając "to taty?" i robiąc nam obciach).

      Można śpiewać dziarskie piosenki (moje córki - mimo Mariankowej wrażliwości i jej rozpaczy z powodu tego, że mewa w książce przyrodniczej porywa żółwika - najbardziej lubią"Wpadł pies do kuchni i porwał mięsa ćwierć, a kucharz co był głupi, zarąbał go na śmierć").  To też jest obciach, jakby nie patrzeć. Lubują się też w naprawdę mocno obciachowych wierszykach "Nie -  zakrzyknął pan Jarząbek, to był mój ostatni ząbek". Czasem chcą słuchać bajek - zwykle dwóch. O Złotowłosej - opowiadam ją od 2,5 roku i nie wolno zmienić ani słowa, bo Marianna sie irytuje. Oraz bajkę o Panu Dzyń Dzyń. Nie znacie? To bajka, którą w desperacji (wpychanie kleiku marchwiowego) opowiedziałam córkom, a zaczerpnęłam ją byłam z Simpsonów. Hmmm...

       

      Można bawić się w berka, ale to jest nudne. Można też robić wyścigi (moje córki wymagają tego, by krzyczeć 'ready, steady, go'). Nową metodą jest stanie w miejscu, a kiedy dziecko mnie popchnie, to krótki bieg i dalsze czekanie. Inne kreatywne sposoby to walenie kijem w latarnie i płoty, by usłyszeć, jak brzęczą - polecane jest uderzanie w przedmioty na naszej trasie. Dziś wymyślone - zbieranie kwiatków, ale to jest zdradliwe, można zostać na jednej polance przez długi czas. Przebieganie między moimi nogami...

       

      Idziemy, idziemy. Ja niosę spory plecak (kiedyś pakowałam sie w niego na 2 tygodnie wakacji, dziś na spacerek, odkąd nie używam wózka - piłka, foremki, łopatki, bidony, chrupki, banany, bluzy, ubranka na zmianę, kapelutki, chusteczki). Patrzą na nas ludzie siedzący w ogródkach kawiarnianych. Patrzą piękne i młode szczupłe dziewczęta. Patrzą młodzi zakochani. Patrząą z przerażeniem, lub z zainteresowaniem. Naprawdę, rodzicielstwo uczy kreatywności, pokory, cierpliwości totalnej olewki, co powiedzą ludzie.

       

      Dziś maszerowałyśmy przez 3 godziny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 29 kwietnia 2011 22:08
  • czwartek, 28 kwietnia 2011
  • środa, 27 kwietnia 2011
    • zmiana ról

      Wróciłam dziś samochodem z dziewczynkami z załatwiania Ważnych Spraw na mieście. Stanęłam przed domem i... nie mam kluczy. Ani w torebce, ani w kieszeniach, ani w siatce z zakupami. Wracam do samochodu, szukam. Nie ma. I nagle Marianka odzywa się:

      - Mamo, których szukasz kluczy? Do domu. Ja wiem, gdzie są.

      - No gdzie? - wybałusza oczy.

      - Przepuść mnie do samochodu.

       

      Przepuszczam, a Marianna fachowo wczołguje się pod siedzenie i wyjmuje klucze.

      - Tu ci wypadły, widziałam.

       

      Pomijając szczegół, że od razu mogła mnie zaalarmować, to byłam w szoku, że moje maleństwo, zależne ode mnie, jest dojrzałym pomocnikiem i bystrym obserwatorem.

       

      Pochwaliłam ją tysiąc razy, że zachowała się całkiem jak dorosła osoba.

      - E, mamo. Ja zrobiłam tak jak każdy mały piesek, co szuka ludzi w górach. Hau hau. - I pobiegła na czworakach do pokoju pozostawiając mnie w lekkim zdumieniu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 27 kwietnia 2011 20:31
  • wtorek, 26 kwietnia 2011
    • noce, ach te noce

      Dziwny jest świat rodziców. W tym świecie małżonek mój, jako główny żywiciel rodziny, ma pewne fory. Naprawdę zazdroszczę mu takich przywilejów, jakich zaznał w nocy. Mianowicie o 00:30 uczestniczył w akcji uspokajania ząbkującej dwulatki, podawania jej środków przeciwbólowych, układania w łóżku rodziców. O 2:56 uczestniczył w akcji sprzątania wymiocin, które niespełna czterolatka miotała z wysokości piętrowego łóżka (spory zasięg). O 3:10, po wykonaniu akcji, położył się spać na kanapę (bez prześcieradła, nie bądźmy drobiazgowi). O 3:30 powtórzył tę akcję, tym razem rozszerzoną o sprzątanie dywaników łazienkowych. A potem miał luz i spał sobie. Ludzie! Do siódmej prawie! Luksusy! Nie to co ja - wyruszająca na kolejne akcje i zdradzona o świcie przez ząbkującą, która poszła w ślady starszej siostry. Najwyraźniej kolejne święta upływają u nas pod znakiem "to mi się przejadło". Swoją drogą, nienajlepiej pomyślałam o sobie, kiedy Helenka widząc, że obrzygała mi całe włosy i powiedziała:

      - Mamo, przepraszam, ja już tak nie będę - biedactwo moje, czy spodziewała się, że będę na nią zła? Rzeczywiście, miałam niezbyt szczęśliwą minę (myślę wręcz, że wyrażała katarktyczną trwogę). Pocieszam się, że może była ogólnie zdezorientowana.

      - Helenko, kochanie, to nie twoja wina - mówię zatem ze ściśniętym sercem, by okazać jej wsparcie w nieszczęściu.

      - Aha! - uśmiechnęła się i z zadowoleniem przyznała - To wina mamy!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 kwietnia 2011 20:51
  • poniedziałek, 25 kwietnia 2011
    • pląsy

      Hmmm, nigdy bym się po sobie nie spodziewała, że w Lany Poniedziałek będę pląsać poleczkę pod kościołem. Ale tak właśnie dzisiaj się stało. Wybraliśmy się na rowerach do Lasku Bielańskiego (zahaczając o imprezę w "naszej" stadninie, ale była słaba). Wiozłam Helenkę, która chyba w głębokiej, ukrytej pamięci zachowała naszą niechlubną wywrotkę w zeszłym roku (wiozłam jedną z przodu, drugą z tyłu i jak leciałyśmy, to nie mogłam zeskoczyć nawet, musiałam się zwalić jak kłoda). Cały czas bowiem zapewniała mnie, że wcale nie boi się jechać z mamą. I tak dojechaliśmy na festiwal Wszystkie Mazurki Świata.

      festiwal

      http://www.festivalmazurki.pl/festiwal

       

      Akcje muzyki ludowej idą w górę. Mogę się załozyć, że za 10 lat śpiewanie i tańcowanie w Mazowszu będzie szalenie trendy. O ile już nie jest. A Marianka świetnie się w to wpisuje, bo bardziej niż balet kręca ją wszystkie oberki, na równi z klezmerską cepelią, kozakiem i tak dalej. Zaraz też poszła z powagą tańczyć w kręgu.

       

      W kręgu tańczył też radosny ksiądz w sutannie. Na pewno człowiek zacny, serdeczny, który dopomógł zorganizowac jakże cenną inicjatywę. Przyznam jednak, że jak płachta na byka działają na mnie może nie sami ci księża, co te reakcje. "Jej! Widziałaś? Ksiądz - a zatańczył! Ksiądz - a kopnął piłeczkę! Ksiądz - a uśmiecha się wesoło". Zachwyt nad każdą normalną czynnością. Na tej samej zasadzie nie cierpię tych zachwytów "Ojej! Facet - a pieluszkę zmienia".

       

      W kazdym razie oprócz kapeli przygrywającej mazurki były też mazurki od parafian. Darmowe! Czułam się jakbym się wbiła na wernisaż tylko po to, żeby zjeść tartinki i opić się wina. Wspaniałe uczucie! Helena też uważała, że pląsanie schodzi na dalszy plan, gdy można opychać się babą i mazurkiem.

       

      Gdy wracaliśmy Marianna ciężko dyszała: "Mamo, stańczyłam się przy tej polce".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 kwietnia 2011 22:21
  • sobota, 23 kwietnia 2011
    • pozdrowienia wiosenne od Marianny

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 23 kwietnia 2011 23:07
    • szykujemy

      - Marianko, a ty wiesz, co to za święto, Wielkanoc?

      - Święto zająca.

      - No nie.

      - Kurczaka?

      - No nie całkiem. - I tu snuję piękną opowieść o nowym życiu, o zwycięstwie dnia nad nocą, życia nad śmiercią, wiosny nad zimą i nawiązuję zgrabnie nawet do tradycji chrześcijańskiej, o co tam chodzi. Dodaję też: no i to jajko to jest taki symbol nowego życia, bo się wykluwa nowy kurczak.

      - A! - Marianna już wszystko kapuje - święto jajka!

       

      Przyznaję, że dla niewierzących te święta trochę są pozbawione większego sensu (w dodatku nie ma prezentów), no ale szykujemy, szykujemy, krzątamy się.

       

      Kulinarnie:

      jaja

      Kulinarnie 2 (miały być zajączki, wyszły kotki)

       

      bułeczki

      Wszystkim za inspiracje i przepisy bardzo dziękuję! (A Miśce za piórka!)

       

      - Dziewczynki, dlaczego wy leżycie na ziemi i nie pomagacie? Odłóżcie te lalki, jak prosiłam.

      Cisza.

      - Dziewczynki, co robi tata?

      - Sprząta.

      - A co robi mama?

      - Pracuje nad sobą - mówi poważnie Marianna.

       

      Z okazji świąt wszystkim życzę wyników w pracy nad sobą!

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 23 kwietnia 2011 22:12
  • piątek, 22 kwietnia 2011
    • peerelu czar

      Na co jak na co, ale na brak ładnych, bezpiecznych i nowoczesnych placów zabaw w bliższym i dalszym sąsiedztwie nie możemy narzekać. Moje córki jednakże najwyraźniej są zepsute i pociąga je to, co odmienne, brzydkie, niebezpieczne i stare. Odpadająca farba? Zachwycone. Drzazgi? Bomba. Wystające śruby? Cudownie. Psie kupy i nieskoszona trawa? Ach jak autentycznie i klimatycznie. Czasem trzeba  dzieciom, nawet rozpieszczonym miłośniczkom estetyki campu, na takie przyjemności pozwolić. Zresztą o rodzicom łezka w oku może się zakręcić, gdy wspomną jak drzewiej bywało.

      drabinki

      A tu prezentacja, do czego onegdaj służył trzepak. Dziewczęta zachowywały się jak rasowe roczniki końcówki lat 70.

       

      trzepak

       

      Dziewczyny bardzo zazdroszczą, że mieliśmy kiedyś takie fajne place zabaw.

       

      A ja wzdycham z ulgą, że po takiej edukacji mogą spokojnie czytać te wszystkie książki, których akcja rozgrywa się na podwórku i przy trzepaku. Może teraz łatwiej wyobrażą sobie dawne czasy.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 22 kwietnia 2011 21:39
    • jaja?

      To powinno być zabronione! Wielkanoc w taką ładną pogodę? Miesiąc temu - proszę bardzo. Ileż byłoby radości z chodzenia na zakupy, robienia pisanek, wysiewania rzeżuchy, malowania tandetnych dekoracji ze sklejki, pieczenia bułeczek. Dziś marzyłam tylko o tym, żeby uciec od piekarnika i ściery, grzać się w słońcu i chłodzić w wiosennym wietrzyku.

       

      Poza tym padłam ofiarą spisku. Od rana do popołudnia usiłowałam kupić zwykłe farbki do jajek. Odwiedziłam dziewięć sklepów i wszędzie patrzono na mnie jakbym się z choinki urwała i wylądowała w środku wielkanocnych przygotowań. W Wielki Piątek? Farbki do jajek? Chwileczkę! Ci, co idą święcić, idą w sobotę, tak? Żeby te jaja zjeść w niedzielę, tak? To kiedy oni je gotują i farbują, hm? I kim w zasadzie jestem - ofiarą spisku rzeczywiście, czy ofiarą losu? Wiem jedno - muszę wymyślić jakiś kreatywny sposób zdobienia pisanek. I nie mam co zrobić z octem, który specjalnie nabyłam.

       

      Liczę, że jutro będzie bardzo zimno i deszczowo i z przyjemnością wyszykujemy te wszystkie baby, mazurki i żurki...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 22 kwietnia 2011 20:59

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs