Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • czwartek, 31 marca 2011
    • zen

      Widocznie mają dość swojej matki, latającej w obłędzie "zaraz się spóźnimy", poganiającej "szybko, szybko, bo musimy wychodzić", budzącej rano, zmuszającej do spania wieczorem, szarpiącej sie o nieumyte ręce, zęby, nieobcięte paznokcie, o ćwiczenia na język, pomstującej o kolejny talerz wyrzuconego jedzenia, padającej na atak serca z powodu  tony piachu na właśnie odkurzonym dywanie, wody wylanej na podłogę, mamrocącej coś o pomazanych ścianach i pourywanych szufladach i fukającej  w sklepie "nie mam na to pieniędzy", słowem swojej matki zestresowanej na zachodnią modłę.

       

      Nową ulubioną książką dziewczynek są "Zdumiewające opowieści pandy" Johna Mutha.

       

      panda

       

      Zestresowanej matce też się taka lektura przyda. Koany w wersji dla dzieci, spokój, ukojenie, medytacja, jaki jest dźwięk klaśnięcia jedną ręką, nic nie wytrąci mnie z równowagi, ommm, nawet te foremki z piaskownicy wysypane mi na poduszkę.

       

      By rozwijać w dziewczynkach ducha zen, muszę się bardzo spieszyć, żeby za ciężko zarobione pieniądze zgromadzić sobie dumną kolekcję następnych książek tego autora.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 marca 2011 13:34
    • atak

      JA (przerażona)

       

      Marianka! Co robisz? Dlaczego gryziesz Helenkę?

       

      MARIANNA (zawstydzona milczy)

       

      HELENA (niezrażona i pogodna)

       

      Bo ja jestem jej śniadanie!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 marca 2011 00:38
  • wtorek, 29 marca 2011
    • przed odlotem

      Ostatnie chwile chyba uwieczniłam. Zaraz zerwie się do lotu i pojedzie na całego.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 marca 2011 21:55
    • grafficiary

      No dobra, dziurawymi rączkami mogę się nie przejmować, ale już jeśli chodzi o rysowanie nie jestem taka wyluzowana. Ponieważ Marianna z rysowaniem jest do tyłu raczej, a Helenka też na talent się nie zapowiada - ćwiczymy gdzie się da.

      W domu:

      sylwetki

      Powyższy mój kreatywny pomysł w ogóle nie przypadł im do gustu, skończyło się na bijatyce i połamanych kredkach oraz mojej frustracji.

       

      W parku:

       

      kredą

       

      Powyższy mój kreatywny pomysł w ogóle nie przypadł im do gustu, skończyło się na kilku kreskach i radosnych okrzykach "Ja chcę jeździć na pukym!" oraz aferze o zbieranie kredy.

      W wannie:

      wanna

      Ten nie do końca mój kreatywny pomysł wybitnie przypadł im do gustu.  Teraz żadna kąpiel nie może odbywać się bez usyfienia, pardon, udekorowania całej wanny.

      Dwa Basquiaty mi rosną naprawdę. Grafficiary. Albo Banksych dwóch. A wanna jaka jest sterylnie domyta (memi rękami) teraz po każdej kąpieli...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 marca 2011 21:04
    • plagiat życiem pisany

      U logopedy.

       

      Marianna ma za zadanie dmuchać lekkie piłeczki na drugą stronę stołu, a potem ma łapać w koszyczek piłeczki dmuchane przez panią.

       

      Chociaż symatyczna starsza pani dmucha prosto do koszyczka Marianki, wszystkie piłki uciekają. Marianna chowa koszyk całkiem pod stół, stawia na stole, nie patrzy, tuli dwiema rączkami Eryka i upuszcza koszyk. Przywołana do porządku chwyta koszyk, przyjmuje pozycję bojową, obserwuje bystro lecącą bardzo powoli i po najbardziej przewidywalnym torze piłeczkę, poczym ucieka z koszykiem, kiedy tylko piłka się zbliża.

       

      Pękam ze śmiechu, bo widzę siebie, jak w przedszkolu nie umiem złapać piłki, nie umiem rzucić, jak w podstawówce nie umiem grać w nic poza zbijakiem, gdy piłki trzeba unikać, jak potem nie potrafię serwować w siatkę, odbić, kozłować, grać w kosza. Fajtłapa, niezdara, wprawdzie w innych sportach dobra, ale piłka to postrach.

       

      - Powinna ją pani zdiagnozować pod kątem integracji sensorycznej.

      - Eee... Ona ma kłopot ze złapaniem piłeczki, ma 3,5 roku i bardzo nie piłkowe geny po mnie.

      - To powinien ocenić psycholog- autorytatywnie stwierdza starsza pani.

      - Eeee... Może to nic takiego?

      - Nic takiego? - grzmi pani - To wpływa na cały proces edukacji, koordynacja oko-tablica, potem problemy w nauce... - kusi pani. No, może sie skuszę na kolejną wizytkę u specjalisty?

       

      Nie skuszę się, zwłaszcza że Marianka wymiata wszystkie te układanki typu "Dzień i noc", "Mądry zamek".

       

      - Ja też nigdy nie umiałam złapać piłki i jakoś wyrosłam na człowieka - mówię kategorycznie.

      Pani patrzy z miną "Ha! Na człowieka? Ale jakiego? Zdezintegrowanego!" i już nie porusza tematu.

      A kiedy wychodzę, przypominam sobie felieton Sokolińskiej z ostatnich Wysokich Obcasów.

      http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102558,9315362,Przedtem_i_potem.html

      I myślę, że ten mój wpis to będzie trochę plagiat. Ale plagiat życiem pisany. Dobrze, że nie jestem sama wysyłana na konsultacje i korepetycje z gry w piłeczkę.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 marca 2011 15:55
  • niedziela, 27 marca 2011
    • weekend pełen atrakcji: part 2

      Nadszedł kulminacyjny moment weekendu pełnego atrakcji, czyli ostatnia taka impreza . A mianowicie urodziny Helenki&Niny w stylu "zapraszamy dzieci naszych znajomych". Ostatnia, bo myślę, że potem to dziewczyny będą wolały na takie okazje zapraszać własnych znajomych. Dużo nam sie tych znajomych porobiło, każdego trzeba średnio przez 4 pomnożyć (bo niektórzy już pod wielodzietne rodziny podpadają), więc do setki gości dobić bardzo łatwo.

       

      Ja byłam cała spięta i zestresowana cały dzień, zaczynając od zmiany czasu, bo ustalając termin zapomniałam o tym i okazało się, że ta 11 zrobiła się okropnie wczesną godziną. No i że nikt nie przyjdzie, że przyjdzie za dużo osób nie pomieszczą się i nie wystarczy tortu, że jest za zimno itp.

       

      Chyba wyszło fajnie, dzieci były całe tabuny, słońce było łaskawe i część imprezy toczyła się w plenerze. Dziewczyny obłowiły się nieprzyzwoicie w całe stosy prezentów.

       

      Potem stresowałam się jeszcze, bo dopiero po zaklepaniu terminu urodzinowej imprezy przypomniałam sobie, że w styczniu kupiłam Mariance bilet do filharmonii na dzisiaj właśnie. Wysłałam ją z moją Mami, stresując się rzecz jasna, że Marianki układ nerwowy nie wytrzyma tylu bodźców. Jakoś wytrzymał, chyba naprawdę do muzyki ją mocno ciągnie, bo wytrzymała 2 godziny klasyki w filharmonii (samo słuchanie, bez żadnych atrakcji dodatkowych) i jeszcze do snu kazała sobie włączyć "Lot trzmiela" i "Obrazki z wystawy". Podobało jej się to bardziej nawet niz występ uczniów ze szkoły baletowej. Info dla zainteresowanych: podobno straszne pustki w tej filharmonii i na luzie można było wejść na wejściówkę. Może następnym razem?

       

      A tu obrazki z imprezy:

      urodziny Helenki

       

       

       

      Helenka przed zaśnięciem sobie nuciła: Wszyscy goście śpią, wszyscy goście śpią.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 marca 2011 22:01
  • sobota, 26 marca 2011
    • weekend pełen atrakcji: part 1

      Najważniejsza atrakcja: urodziny Mamy.

       

      Najważniejszy prezent dla Mamy (zaraz po laurkach): nowy aparat fotograficzny.

       

      Najważniejszy skutek tego prezentu: blog zmienia się w fotoblog:

       

      Tak, to wszystko zdarzyło się jednego dnia. Po tygodniu chorowania i kiblowania w domu trzeba odreagować:

       

      Laurki - serduszka (czyli uśmiechnięty budzik dzwoni zawsze przed siódmą):

      laurki

      Klimaty warsiawskie (matkę zmylił śnieg i przesadziła z kombinezonami)

      akordeonista

       

      Downhill:

      downhill

      Plac zabaw (tu okazało się, że opłaca sie mieć nieprzemakalne spodnie)

      piratka

       

      Trening aikido (Helena przyszła w roli obserwatorki, ale wdarła się, mimo braku stroju i co gorsza, braku szacunku dla senseia)

      aikido

      Spotkanie z kuzynką Niną (prosto z Wietnamu). "Miś nie chciał mieć kuzynki, a ja chcę ją mieć!" - nawiązała bystrze do "Czyja babcia" Stiny Wirsen Helenka.

       

      z niną

       

      Przyjęcie "tylko dla przedszkolaków, nie dla takich maluchów jak Helenka" w studiu "Pan Hipcio". Tym razem był tylko Szymek, więc nie było problemu, z kim trzymać:

      impreza mai

      Marianna z nogami w górze (Co się działo na tej imprezce? Czy kolega zamawia 5 piw?)

      w chuście

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 26 marca 2011 23:01
    • kto to chrapie na kanapie

      Przyjechał Dziadek. Przyjechał, kiedy dziewczynki już spały (były uprzedzone oczywiście). Rano Helenka przybiegła do naszego łóżka i rozentuzjazmowanym szeptem powiedziała:

       

      Mamo! Tam śpi drugi tata!

       

      (Fakt, że ostatnio byłam chora i Tomek spał na kanapie).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 26 marca 2011 22:09
  • piątek, 25 marca 2011
    • duża

      Marianna zrobiła się duża. Gdzieś tak od miesiąca strasznie wydoroślała. Wszystkie moje obawy, że ona w przedszkolu taka zastraszona, ugrzeczniona, posłuszna, cichutka, milcząca, w panią tylko wpatrzona nagle, naprawdę nagle się ulotniły.

       

      Marianna ma przyjaciółkę. Ma też przyjaciela.

      - Był dziś Szymek i cały dzień się z nim bawiłam i zawsze z nim stałam w parze.

      - A jak jest Marika, to z kim stoisz w parze?

      - Jak jest Marika, to z Mariką.

      - A jak jest i Szymek, i Marika?

      - To wybieram ja, z kim stoję!

       

      No, widzę że najważniejsze zadanie - uspołecznianie -  przedszkole zaczyna wypełniać.

       

      Wczoraj zapytała nawet, czy będzie mogła zostawać do podwieczorku. Łyknęła, że po wakacjach, bo teraz by mi to nic nie ułatwiło, a wręcz skomplikowało. "Dobra, jak będę zuchem". Cieszę się, że od niej to wyszło.

       

      Poza tym Marianka przynosi do domu różne szpetne przedszkolne zachowania. Pluje na Helenkę na przykład. Helenka oczywiście już to podchwyciła - cóż, mogę sie pocieszać, że szybciej się rozwija. Poza tym Marianka zaczęła zachwycona mówić, na Helenkę "śmierdzisz", ale tego nie zdzierżyłam i zabroniłam kategorycznie. Teraz chodzą po domu i mówią "ale brzydko pachniesz", "ale źle pachniesz".

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 25 marca 2011 22:37
  • środa, 23 marca 2011
    • scrapujemy

      Marzec jest u nas w rodzinie miesiącem urodzin. Obchodzą (kolejno): mój brat, moja młodsza córka, moja bratowa, moja bratanica, moja mama i ja.

       

      Niedawno skarżyłam się, jaka to nuda robić laurki, a pewna internetowa koleżanka zagrzmiała: Laurka nie musi być nudna. I uchyliła drzwi do jakiegoś tajemnego świata sklepów scrapbookingowych, pełnych baz, kart, tektur z fakturą, tuszy, stempli, nitów do embossingu i innych budzących we mnie obaw towarów. Ale tak sobie obejrzałam i uznałam, że rzeczywiście. Oprócz tego, że te cuda mogą służyć bardzo zdolnym i pracowitym do tworzenia dzieł sztuki, mogą również ułatwić robienie laurek. Taki wynik laurki dla mojej Mami (Jola, dziękuję!):

       

      laurki

       

      Rozumiem, że dziewczyny mogą się uważać za scrabookingowe artystki, nie?

      Kupiłam kilka wzorów do wyboru, ale oczywiście obie chciały robić to samo, prawie tak samo, nawet zdjęcie musiało być w tym samym okienku. Co nie odbiera im wszak pomysłowości, kreatywności, oryginalności.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 23 marca 2011 21:21

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs