Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • sobota, 31 grudnia 2011
    • życzenia

      Fajne maseczki? Takie spersonalizowane, bo odrysowane od rączek właścicielek.

       

       

      maski

       

      Jedziemy do znajomych na Sylwestra. Właśnie uświadomiłam sobie, jaka jestem stara, bo wybieramy się wszak na szampańską zabawę, a głównie interesuję się tym, (1) czy mamy brać karimaty, (2) czy mamy brać śpiwory, (3) gdzie będziemy spać.

      Dziewczynki życzą sobie w nadchodzącym roku: Marianna - śniegu, Helenka - bałwana. 

      Poza tym chciałyby być starsze. Wszystkim polecam to życzenie - gwarantuję, że się spełni.

       

      Wszystkiego najlepszego! To ma być Rok Smoka!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „życzenia”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 31 grudnia 2011 13:21
  • piątek, 30 grudnia 2011
    • w co tu pograć?

      No muszę, muszę napisać o tych wszystkich edukacyjnych prezentach.

      Dziewczynki wzbogaciły się w gry, i to nie tylko w nudne planszówki, ułatwione chińczyki, w dodatku krzywe. Przyznaję, tak, to ja kupiłam "Grzybobranie", nie wiem, czy jakieś pechowe, ale grzyby wciąż wylatują i turlają się pod kanapę (kolonie grzybną chcą założyć?). 

       

      Córki jednak otrzymały, dzięki Innym Mikołajom, gry oryginalne i wnoszące powiew świeżości.

       

      Po pierwsze "Bim bom" - gra na rozpoznawanie dźwięków, grać można w różne warianty loreryjek i bingo (tak przynajmniej napisali w instrukcji, bo ja nigdy nie uzyskałam pewności, czym jest bingo tudzież loteryjka), z płytą CD. Jedyna wada - trochę za długie te nagrania. Dziewczyny w sekundę rozpoznają, że skrzypce, klakson, krowa, a one grają, trąbią, muczą przez kolejnych 29 sekund, więc pod koniec gry nieco siada koncentracja. Ale na pewno jest to coś Zupełnie Innego.

      bimbom

       

       

      Po drugie "Wygibajtus Junior" (zwany mylnie Wygibajtisem przez ukrytą opcję litewską). Sprzyja gimnastyce, także języka. ("Mamo, będziemy się wygibajtusować?" "Zobacz, jak się wygibajtnęłam").

      wygi

      Poza tym do gier miały służyć komputerki, ale entuzjazm już opadł. Za to dziś wykonałam dla odwiedzającego nas Kolegi laptop ze zgiętej kartki papieru i okazało się to jeszcze większym hitem niż Fisher Price. Piękne trzy laptopy wyprodukowałam - normalnie ekran na jednej połówce, na drugiej klawiatura, nawet z częściowym zachowaniem układu liter (typ QWERTY). Trudno się dziwić, że takie laptopy cieszą się powodzeniem - leciutkie, cieniutkie. Marzenie!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 30 grudnia 2011 22:14
  • czwartek, 29 grudnia 2011
    • we władzy ciotki

      Często spotykam się z zachwytami nad przełamywaniem konwencji estetyki dziecięcej. Żeby to wszystko nie było takie słodkie, klasyczne, uładnione, lukrowane i konwencjonalne. Jak się jednak dobrze zastanowić, to bardzo mało takiej estetyki nas otacza, chyba że liczyć disneyowsko-barbie'owe dzieła, w dodatku często krzywe, tanie, wyblakłe i przedrukowywane masowo w Chinach, na przykład przez, skądinąd zasłużone, wydawnictwo Wilga (już nieraz się spotkałam z tym samym obrazkiem pod różnymi tekstami). 

       

      Czasami trochę tej klasycznej śliczności i słodkości się przydaje, zwłaszcza w dobrym wydaniu. I w dobrym wydawnictwie - jak Zakamarki na przykład.

       

      zimowa

       

      Ogólnie - chcę napisać o kolejnym udanym i trafionym prezencie gwiazdkowym. "Zimowa wyprawa Ollego" (dziewczyny po treningu audiobooków w wykonaniu Jungowskiej poprawiają mnie: Ullego; dobrze, że nie wiedzą, że Gerda czyta się Jerda, czy jakoś tak, bo straciłyby kontakt z tradycją na rzecz hiperpoprawności). Książka jest śliczna. Wszystko jest takie, jak drzewiej bywało. W zimie jest śnieg. Chłopcy są dzielni i rumiani. Las jest dziki i tajemniczy. Król Zimy i Wujek Szron mają białe brody i zaprzęgają renifery. Małe dzieci sprawnie drobnymi rączynami wykonują śliczne nartki i łyżewki, a stare Laponki dziergają skarpety. Nikt nie słyszał jeszcze o globalnym ociepleniu, czy wyzysku dzieci. Zero żonglowania konwencjami. Ale w końcu dzieci tych konwencji gdzieś się muszą nauczyć, żeby nimi w postmodernistycznym świecie żonglować, nie?

       

      Dziewczynkom świetnie idzie przyswajanie konwencji. Oczywiście, zgodnie z dobrym obyczajem, postacie kobiece są albo młode i piękne jak Wiosenka na rydwanie motylim, albo stare i obrzydliwe. Dużo, dużo rozmawiamy o okropnej Ciotce Odwilży, która nami włada obecnie, katary rozdaje i zamiast śniegu funduje nam błoto. Wprawdzie dzięki niej Helena w grudniu nauczyła się wreszcie sprawnie jeździć na hulajnodze mini micro (muszę zdjęcia zrobić!) i nadal jeździmy na rowerach. Ale czekamy na śnieg! Na śnieg! Na śnieg!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 grudnia 2011 21:05
  • środa, 28 grudnia 2011
    • małe dzieci w wielkim teatrze

      No, to jest wydarzenie godne prawdziwej, mieszczańskiej, warszawskiej rodzinki. Tak sobie pójść do Teatru Wielkiego na balet około bożonarodzeniowy. Futra, kreacje, frankofońskie rodziny, bolerka, muszki, lustra, kandelabry, kuluary, amfiteatry. Słowem: wielkie przeżycie!

       

      Helena pierwszy raz.

      - Ile masz lat, malutka? - zagadnęła ją w szatni jakaś pani.

      - Prawie dziesięć - odparowała z godnością.

       

      Wszystko miało iść zgodnie z planem. Bilety kupione we wrześniu. Dzieci przygotowywane od miesięcy*. Ostro doprowadzane do stanu wyprowadzalności po chorobie, nosy nawilżane i dmuchane, że aż furczy. Kreacje odprasowane, fryzury zrobione.

      Ale nie przewidziałam, że będę musiała w przerwie chodzić w całkowicie zasikanej sukience i marynarce. (Król Myszy to było za wiele dla Helenki na moich kolanach).

       

      Natomiast obie dziewczyny - jestem dumna! - wysiedziały te dwie i pół godziny, bardzo grzecznie. Marianna odetchnęła z ulgą, kiedy na samym końcu tancerz zdjął maskę Króla Myszy. "Dobrze, że pokazał, że to zwykły człowiek, bo jakieś małe dziecko mogłoby się przestraszyć" - zauważyła wielkodusznie (sama wczepiała się w Tomka, tyłem do sceny, z zamkniętymi oczami, ile razy Król zjawił się na scenie).

      Nie wszyscy trawią Czajkowskiego i klasyczny balet, wiem. Ale jeśli ktoś toleruje - nie lękajcie się. Dzieci było dużo, nawet dwu-trzylatków i siedziały jak zaczarowane. To naprawdę jest balet-feeria i zupełnie niepowtarzalne przeżycie.

       

       

      * Taki przypis o przygotowaniach. Oprócz samej oryginalnej opowieści Hoffmanna, bardzo polecam dla młodszych "Dziadka do orzechów" z cyklu "Bajki Grajki". Jest tam wprawdzie kilka przedziwnych odwołań do PRLowskich realiów (zwłaszcza piosenka "W moim królestwie w środę i czwartek można kiełbasę kupić bez kartek", czy coś w tym stylu). Wtedy trzeba dodatkowo coś tłumaczyć, zamiast żeby się rozjaśniało. Ale w sumie - bardzo fajne.

       

      Poza tym kupiłam z serii "Bajki Baletowe" "Dziadka do orzechów' - ale tu spore rozczarowanie. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 28 grudnia 2011 22:15
    • za mała różnica wieku

      Różne rzeczy musiałam już ścierpieć w związku z małą różnicą wieku między dziewczynkami. Nie mówię tu o tym, jak wygląda życie z dwojgiem dzieci poniżej lat dwóch. Chodzi mi o sprawy materialne. 

       

      Helena nie odziedziczyła Marianny łóżeczka z prętami, bo Marianna nadal w nim spała - trzeba był dokupić drugie.

       

      Helena nie odziedziczyła Marianny wózka, bo Marianna nadal w nim jeździła - trzeba było kupić podwójny.

       

      Helena nie miała letnich ubranek na pierwsze lato (najmniejsze ciuchy na lato miałam na 9-12 miesięcy, a Helenka miała 3 miesiące). Helena nie miała kombinezonu na pierwszą zimę, bo miałam jeden na 68 cm, a kolejny na 92, a jej był potrzebny 80. 

       

      Ale to wszystko było, minęło. Myślałam, że swoje odcierpiałam. A teraz taki cios, taki cios. Szykujemy sezon narciarski i okazuje się, że obie muszą mieć ten sam rozmiar butów narciarskich! Ten sam! Żadnej nadziei, że któraś będzie coś donaszać, dziedziczyć.

       

      Cóż, przynajmniej Helena nie będzie mi jęczeć za 15 lat, że musiała wszystko po siostrze nosić. Ale ja zamierzam im wypominać ten identyczny rozmiar butów długie lata!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „za mała różnica wieku”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 28 grudnia 2011 15:34
  • wtorek, 27 grudnia 2011
    • blog ma rok

      Taki malutki się urodził, niepozorny, pamiętam jakby to było wczoraj. Był mróz i ślizgawica. Tyle razem przeszliśmy, tyle niedospanych nocek, tyle zaniedbanych spraw zawodowych przez niego. Szczęście, że dziewczynki zaakceptowały, że mam przy nim tyle nowych obowiązków i nie mogę poświęcać im tyle czasu. A dziś... jestem z niego bardzo dumna. Niechaj rośnie.

      Tak, tak, mój blog ma rok i jestem prawie gotowa upiec tort z tej okazji, choć przyznaję, że na pierwsze urodziny dziewczynek byłam bardziej wzruszona.

      Z okazji roku blogu postanowiłam zgłosić go do Blogu Roku i teraz tak by było zręcznie wszystkich w prezencie poprosić, żeby na niego natychmiast smsowo zagłosowali, ale to dopiero będzie możliwe po 12 stycznia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „blog ma rok”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 grudnia 2011 13:26
  • poniedziałek, 26 grudnia 2011
    • pracu pracu jak mama

      Dziewczynki dostały pod choinkę zabawkowe laptopy. Nie pytajcie, dlaczego, po co, nie doradzajcie, że lepiej uczyć je na prawdziwym. Chciały, bardzo długo prosiły, dostały, mają.

       

      Mają, a laptopy cały czas grają melodyjki i migają światełkiem. Denerwują mnie potwornie. Wzbudzają lęk, że dziewczynki zgłupieją, popadną w otępienie, będą cały czas grały w idiotyczne gry, a potem to już prosta droga do "Sali Samobójców" (Ostatnio, kierowana właśnie niepewnością na tym polu, nawet poszłam na szkolenie dla rodziców na temat "Dziecko a nowe media", ale nie dowiedziałam się, co robić z dziećmi, które nie chcą się posługiwać komputerem mamy, tylko chcą mieć koniecznie komputerki zabawkowe).

       

      - Dziewczynki, teraz wychodzimy. Marianka, skup się. Wkładaj buty, to nie jest teraz moment, żeby pstrykać w laptop - mówię i idę jeszcze zerknąć na ekran, bo może się już ściągnęło, co się miało ściągnąć.

      - Dziewczynki, ale te laptopy to włączamy tylko na 5 minut - wołam do nich, kiedy pędzą do swoich Fisher Price'ów po podwieczorku. I pociągam łyk kawy znad swojego laptopa - Hej! Nie jecie, kiedy gracie - krztuszę się rogalikiem i pociągam kolejny łyk.

       

      Dziewczynki nie grają zresztą. Nie piszą. One pracują.

      - Idę pracować jak mama. Pracu pracu pracu - podśpiewuje Helena.

       

      Teraz widzę siebie ich oczami i chyba muszę zacząć edukację multimedialną córek od dawania dobrego przykładu...

       

      A Marianna leży w mojej ulubionej pozycji na kanapie.

       

      - Muszę jeszcze jeden film skończyć przed świętami - mówi poważnie do lalek - No nie! Zawiesił mi się! O! Wisi!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 grudnia 2011 21:19
  • niedziela, 25 grudnia 2011
    • Marianna kombinuje

      Może ja za dużo o tym piszę?

       

      Może za bardzo się przejmuję?

       

      W każdym razie, stało się, to co stać się miało. Poznała, zorientowała się, już wie. Z tym Mikołajem coś jest nie tak.

       

      Czasem nie wiadomo, co jest ważniejsze - wielka radość i przejęcie dzieci, czy wielka radość starszego pana, który niestety jest fatalnym aktorem i zupełnie nie wie, kiedy zejść ze sceny.

       

      Ale Marianna nie próbowała wieszać się Mikołajowi na brodzie. Nie zdemaskowała go okrzykiem "To dziadek! Poznałam po butach/zegarku/okularach/zapachu!"

       

      Widziałam to w jej oczach.

       

      A potem łypnęła spod powieki i z przebiegłym uśmieszkiem "Ten Mikołaj miał taki sam głos jak dziadek". 

       

      Za pół godzinki lekkim głosem: "Tak mi się zdaje, że to dziadek się przebrał".

       

      Później z przekąsem: "Ten Mikołaj, co miał głos jak dziadek, miał taką samą torbę jak my. Taką samą albo tę samą". 

       

      Helena też wykazała się inteligencją, spostrzegawczością i dorzuciła bezcenne uwagi:

       

      - Ten Mikołaj chyba był pijany. Albo jakiś nieprawdziwy.

      - ???

      - Bo nie powiedział wcale: Dzień dobry!

       

       

       Marianna jednak jeszcze chciałaby wierzyć, jeszcze przychodzą jej do głowy ostatnie logiczne wyjaśnienia tej sytuacji  "A może każda rodzina ma własnego Mikołaja?"

       

      Nawet nie wiem, co jej powiedzieć. Nie słyszałam jeszcze o dziecku, które nabawiłoby się traumy po odkryciu, że prezenty pod choinką nie pochodzą z warsztatu Mikołaja w Laponii i nie zostały przywiezione na saniach przez magiczne renifery. Na razie zostawiłam ją z jej kombinacjami i nadal mówię, że przecież Mikołaj jest. No bo jest, prawda?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Marianna kombinuje”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 grudnia 2011 22:33
    • i już po

      No dobra, prawie "po", jeszcze jutro dojadanie resztek i nareszcie jakiś dodatkowy wolny dzień, bo kto słyszał, żeby Wigilia w sobotę wypadała?

       

      Zdjęć ze świąt nie będzie, bo dziewczynki zakatarzone, brudnokudłe i z dziwnymi wypryskami tu i tam.

       

      Za to mogę rozpocząć cykl recenzji z prezentów (zwłaszcza edukacyjnych, bo co tu pisać o lalkach-chłopcach? Są cudni i sama bym takich chciała). Ale jeśli codziennie będę inną grę/książkę/mądrą zabawkę oceniać, starczy mi materiału chyba na 3 tygodnie.

      nusia

      "Nusia się chowa" - strzał w dziesiątkę. Ostatnio bowiem Marianna ("niechcący zupełnie, chciałam tylko jej rączkę przesunąć") przyczyniła się do pierwszego upadku Helenki z drabinki łóżka piętrowego. Historia o dziewczynce, która się chowa, bo zrobiła innemu dziecko Coś Złego, okazała się bardzo bliska. Zwłaszcza, że ta dziewczynka też zrobiła to niechcący, a z drugiej strony wiedziała, że tak nie wolno.

       

      Byłam pod wrażeniem, że taką rozmowę sobie wszystkie trzy ucięłyśmy, jak na lekcji etyki. Zaczęła sama Marianna. Poruszyłyśmy dwa problemy: "Czy winę ponosi sama Nusia, czy jeszcze Helenka, która ją namawiała do złego?". (Nasza Helenka stała w obronie Helenki, bo wiadomo, że Helenka niczemu winna być nie może z definicji). Oraz "Czy Nusia się schowała, bo Puma na nią nakrzyczała, czy dlatego, że zrobiła coś złego". W każdym razie - najbardziej dla mnie zrozumiała Nusia do tej pory.

       

      Bardzo fajna postać Pumy - opiekunki z tatuażami i fioletowymi paznokciami. Znacznie bardziej prawdziwa niż stereotypowa "niania - w okularkach i z siwymi loczkami". Byłam tylko pewna, że akcja czwartej Nusi będzie się toczyła na wiosnę, bo inne pory roku już zajęte, a tu ani słowa o tym.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „i już po”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 grudnia 2011 22:19
    • pójdźmy wszyscy

      "Pójdźmy wszyscy do stajenki" - tę kolędę opanowały wszystkie dzieci w rodzinie. Marianna ma autorską wersję:

       

      Coś się narodził tej nocy,

      byś nas wyrwał z Czarka mocy.

       

      Dobrze, że nie Jarka, choć kto wie, może żyjemy wszyscy w mocy jakiegoś Czarka? Może?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „pójdźmy wszyscy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 grudnia 2011 16:39

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs