Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • piątek, 30 listopada 2012
    • o złodziejach

      Czytamy Pippi. Helenka momentami nie nadąża, więc staram się upewniać, czy wszystko rozumie.

       

      - Helenko, a po co ci złodzieje chcieli wejść do domu Pippi?

      - Żeby ją zbandytować.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 30 listopada 2012 21:34
    • jesienny postmodernizm

      Wczoraj należało lać wosk. Nie lałyśmy, bo byłyśmy zaproszone na przedszkolne Andrzejki i sądziłam, że tam już się nalejemy za wszystkie czasy.

       

      W przedszkolu nie było lania wosku, chyba ze względów bezpieczeństwa. 

       

      Całość klimatu tej imprezy była utrzymana w stylistyce Halloween - duchy, pająki, czarownice i inne strachy. Pewnie w przedszkolu nie wolno urządzać Halloween ze względów światopoglądowych. Więc miałyśmy w tym roku Halloween w śniegu. Wczoraj półhalloween w Andrzejki - były tam też horoskopy i numerologia.

      - Mamo, a czy to jest prawda?

      - Nie, to jest tylko taka zabawa i wróżby.

      - Więc to jest kłamstwo? Dlaczego panie nam to dały?

       

      No więc wosk andrzejkowy lałyśmy spóźnione dzisiaj. W zasadzie nie wosk, tylko stearynę. Roztapianą w tanim garnku made in China. Lanym do plastikowej miski.

       

      - Mamo, a jeśli to nie jest prawdziwy wosk, to czy wyjdzie nam prawda?

       

      Biedna moja Marianna, szukająca prawdy w postmodernistycznym świecie bez świętości.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 30 listopada 2012 18:41
    • wspomnienie lata

      Niby to jest blog i powinno wszystko być chronologicznie, ale tak mi się przypomniało, kiedy przeglądałam zdjęcia z wakacji we Włoszech (reanimacja po tym, jak próbowałam wyczyścić szyby, ale okazało się, że szyby są spoko, tylko świat taki brudny i szary).

       

      Otóż zobaczyłam pewne zdjęcie, które uratowało mi jeden dzień życia i pomyślałam, że Wam o tym opowiem.

      Zdjęcie przedstawia dzieci w Męczącej Podróży.

       

      Wprawdzie Męcząca Podróż nie mieściła się w mojej wizji "jedziemy na piękną wyspę, mieszkamy tuż przy plaży, jemy kolację na tarasie wśród bugenwilli, swoboda, dzikość, jesteśmy taką piękną posthipisowską rodziną", ale Męcząca Podróż się skończyła. Miało być już "pięknie, plaża, tarasy i bugenwille, jesteśmy piękną rodziną, która radośnie pląsa po plaży z siatką na motyle i je figi prosto z drzewa.".

      - To moja!

      - To moja!

      - To moja!

      - Aaaa! Ona mi wyrywa włosy!

       

      Moje córki wyrywają sobie bransoletkę z paciorków, którą dostały (tak, w  prezencie) po drodze od sympatycznego czarnoskórego sprzedawcy ulicznego. Dostały każda po jednej, a teraz jedna zniknęła, a one wyrywają sobie tę drugą i każda deklaruje, że to jest jej bransoletka.

      - Mamo, powiedz jej! Ona mi zabrała!

      - Mamo, powiedz jej! Ona mi zabrała!

       

      Oczekują ode mnie salomonowego rozwiązania. Jak to było? Aha, z rozrywaniem dziecka, ale tutaj to chyba nie podziała...

       

      Zaraz, zaraz, pamiętam, że jedna bransoletka miała różowe żółwiki, a druga kolorowe, ale nie pamiętam, która dostała którą bransoletkę. Że też nie zapamiętałam! Trzeba było! Zapisać w ogóle można było! Wiadomo, takie zaniedbanie u matki jest niedopuszczalne.

       

      Prowadzę śledztwo, zadaję podstępne pytania, ale obie idą w zaparte.

       

      - To Helena zgubiła, ta bransoletka jest moja.

      - To Marianna zgubiła, ta bransoletka jest moja.

       

      Proponuję, że wspólnie poszukamy.

       

      - Niech ona szuka, bo moja bransoletka jest, tu ją położyłam i nie będę jej szukać, jeszcze ona kłamie.

      - Niech ona szuka, bo moja bransoletka jest, tu ją położyłam i nie będę jej szukać, jeszcze ona kłamie.

       

      I wrzeszczą, wiec nie da się tego zignorować.

      Mam podejrzenia, która kłamie, ale nie mam dowodów. Szukam dowodów.

       

      Nakazuję poszukiwania. Nie ma. Proponuję, że może będą nosiły na zmianę.

       

      - Nie oddam jej. Dlaczego mam jej oddawać swoją, jak to ona nie pilnowała?

      - Nie oddam jej. Dlaczego mam jej oddawać swoją, jak to ona nie pilnowała?

       

      I wrzeszczą, więc nie da się tego zignorować.

       

      Gdzie jest moja plaża? Gdzie kąpiel w lazurze? Gdzie moje bugenwille i motyle?

       

      Moje córki zamiast uczestniczyć w wizji "jesteśmy piękną rodziną, jemy brzoskwinie i pluskamy w lazurze", stoją zaryczane, spocone i skrzywione.

       

      Wściekam się i ostatecznie konfiskuję bransoletkę.

       

      - Nie wiem, czyja ona jest. Musicie przyznać, która zgubiła, inaczej żadna jej nie dostanie - mówię i pakuję się plażę. Na plażę, na tę gdzie miało być tak pięknie.

       

      To jest oczywiście niesprawiedliwe posunięcie - dziewczyny wrzeszczą obie, biją się i wyzywają od kłamczuch. To, że niesprawiedliwe, to nic. Gorzej, że nie podziałało. Nie idą na plażę, będą tu siedzieć i się tłuc.

       

      No i nareszcie - matka-detektyw - ma olśnienie! Aparat. Zbliżenie. I już widać, która miała którą. Przed obiektywizmem i potęgą aparatu dziewczęta spuszczają z tonu. Tak technika uratowała nam dzień wakacji.

       

      Ach, jakie piękne są wakacje z dziećmi.Potem zapamiętuje się tylko, że plaża, że lazur, że taras, a nie takie jakieś sceny. I tylko czasem przy przeglądaniu zdjęć się przypomina.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „wspomnienie lata”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 30 listopada 2012 12:27
  • wtorek, 27 listopada 2012
    • mały gutek!

      Córki me wyrosły już z okresu maleńkości, kiedy to stosowałam embargo na oglądanie filmów i uważałam telewizję za wcielenie zła (do drugiego roku życia), a potem nader skąpo wydzielałam im radosne chwile ze Świnką Peppą (do niedawna), podsuwając tylko w kółko te książki i książki.

      - Jak już mają coś oglądać, niech oglądają coś fajnie - myślę sobie. I oto zakupiłam serię DVD, - która to (seria) niestety chyba przestała się ukazywać. Mały Gutek - odkrycie.

       

      Obejrzałyśmy francuski "Sekret Eleonory" (reżyseria: Dominique Monferry). Genialna animacja, mocno działająca na wyobraźnię. Piękna opowieść o chłopcu wchodzącym w świat książek (tak, coś dla nas) i dosłownie zaprzyjaźniającym się z bohaterami baśni, którzy w tych książkach żyją. Dziewczyny oglądały z otwartymi buziami, cieszyły się bardzo, że znają wszystkich bohaterów i głośno interpretowały rozmaite pomysły reżyserskie i graficzne.

      O tym, że trzyma w napięciu, ale nie ma żadnej agresji, to nawet nie warto wspominać. Mogłabym jedynie się przyczepić, że film nie jest zdubbingowany, za to użyto dziwnej metody - czyta go kilku lektorów. No, ale to podchodzi pod czepianie się.

       

      A przed nami jeszcze trzy kolejne filmy z serii. Już nie mogę się doczekać, chyba bardziej się cieszę niż dziewczynki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „mały gutek!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 listopada 2012 22:51
  • poniedziałek, 26 listopada 2012
  • niedziela, 25 listopada 2012
    • co utargowałyśmy na targach

      Wybrałyśmy się na Targi Muzyczne "Co jest grane" w Pałacu Kultury, przeczytałam bowiem, że kupując bilet (dla dziecka 5 zł) można wziąć udział w całej masie zachęcających atrakcji.

       

      Spieszymy zatem do wejścia. Dziewczynki rozglądają się ciekawie, bo zbyt często do PKiN nie przyjeżdżają.

      - O, jakie posągi! - zauważa Helenka.

      - To starożytne - z powagą wyjaśnia jej Marianna.

      - Nie, one nie są starożytne - prostuję i próbuję dać im perspektywę - te pomniki zbudowano mniej więcej wtedy, kiedy się wasza babcia urodziła.

      - No, właśnie! - mówi Marianna tonem "przecież o tym mówię".

       

      Zostałyśmy na dwóch warsztatach. Pierwsze były rodzajem promocji audiobooka "Podaruj mi czerwony balonik". Audiobook nie zachwycił mnie wcale, więc go nie kupiłam. Natomiast warsztaty plastyczne były całkiem przyzwoite. Dziewczynki sobie wyklejały, wycinały, wymyślały. Nigdy nie mam w domu tyle kolorowych filców, bibułek, wstążeczek, więc było spoko. W przerwie udałyśmy się do sali pełnej klocków Lego i też było sympatycznie.

       

      A potem odbyły się warsztaty "Mała Warszawska Jesień - dzikość instrumentów". Zaczęły się fajnie. Sympatyczny muzyk pokazywał dzieciom, jakie dźwięki można wydobyć z klarnetu. Dzieci się cieszyły, a po dziesięciu minutach pan rozdał dzieciom flety proste i to był koniec. Początki na skrzypcach mnie nie pokonały, ale skrzypce to nic w porównaniu z fletem prostym (zwłaszcza razy dwadzieścia). Dzieci piszczały i gwizdały przeraźliwie. Sympatyczny klarnecista bezskutecznie próbował nad nimi zapanować. Zapraszał dzieci pojedynczo na środek, żeby coś tam zagwizdały, używając dziwnych technik. Dziecko na środku nieodmiennie traciło śmiałość i nie wydawało z siebie żadnego dźwięku, a pozostałe dzieci na widowni beznadziejnie świstały. Z pewnością udało się dowieść, że instrumenty mogą być dzikie.

       

      Wyszłyśmy z targów z bólem głowy (ja), kolażami (dziewczynki), balonami (dziewczynki), oraz dwoma fletami prostymi, które choć chińskie, plastikowe i na pewno bardzo tanie, to grają zupełnie czysto. Całkiem niezły miałyśmy więc utarg z targów. A nasi sąsiedzie niechybnie zwariują.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 listopada 2012 10:15
  • środa, 21 listopada 2012
    • pytania

      Marianki pytania dzisiaj zadane podczas zjadania jednej kanapki:

      - Czy są szkoły dla złodziei?

      - Dlaczego są szkoły dla weterynarzy a nie dla złodziei?

      - Czy jak ktoś jest złodziejem, to jest to jego praca?

       

      A potem zeszła z tematu złodziei przy ostatnim kęsie i zaskoczyła mnie:

      - Z czego się robi papier?

       

      Tu mi poszło łatwiej. 

      - Z drewna - mówię.

      - Z jakiego drzewa - drąży.

      - Eeee... chyba... z sosny? - nie jestem pewna.

      - Choinki takiej?

      - Tak.

      - To nie jest możliwe - oświadcza Marianna kategorycznie.

      - Dlaczego?

      - Bo ten człowiek, co robi papier - to papież jest, tak? -  za bardzo by się pokłuł o igiełki i by chodził w plastrach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „pytania”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 21 listopada 2012 21:16
    • matematycznie

      Gdyby ktoś chciał zdolności matematyczne u dzieci porozwijać, to polecam niedawno odkrytą stronę (po angielsku).

      http://ca.ixl.com/

      Zadania od poziomu kanadyjskiego "Junior Kindergarten", czyli chyba dla czterolatków. Za darmo można dziennie zrobić 20 zadań, ale po co komu więcej, nawet na spółkę z siostrą?

       

      (Dominikowi dziękuję raz jeszcze za polecenie).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 21 listopada 2012 21:09
  • wtorek, 20 listopada 2012
    • didaskalia 2

      Opisywałam to zjawisko ładnych kilka miesięcy, o tu:

      www.coslychacudziewczynek.blox.pl/2012/03/didaskalia-czy-cos.html

       

       Dostałam kilka krzepiących komentarzy, że wiele dzieci przechodzi taką fazę. Dodają po prostu do swoich wypowiedzi rozmaite "zaśmiała się mama" i "zawołała Helenka". W komentarzach napisano mi też, żebym się cieszyła tym uroczym zwyczajem córki, bo wkrótce jej to minie.

       

      Nie mija. Nasila się. Helenka eksperymentuje z każdym wyrażeniem, które usłyszała. Obecnie  nie potrafi już wstać, nie dodawszy czegoś w stylu "Skoczyłam na równe nogi". Jeśli przewróci się, to zanim zapłacze, doda jeszcze "I runęłam jak długa".

       

      Albo dzisiaj przy podawaniu tranu, Helenka poinformowała mnie:

       

      - Bawię się, że jestem małą dziewczynką, która nie lubi tranu.

       

      Łyka.

       

      - Cierpieć musiała ta dziewczynka, bo obdarowała ją matka tranem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „didaskalia 2”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 listopada 2012 21:02
  • poniedziałek, 19 listopada 2012
    • recepta doktor Marianny

      Myślałam, że skoro moje córki poruszają się bez miękkiej, niemowlęcej nieporadności, a także nauczyły się już w miarę mówić, to nie będą  tak często mnie rozczulać. Ale - proszę, znowu się myliłam. Marianna z zapałem uczy się pisać, a ja się rozpływam po prostu, wzruszam do łez i zachwycam. Dzisiaj podczas zabawy w doktora, wypisała takie oto zalecenia dla jednej z lalek:

       hora

       

      (Imdimd jest nazwą własną leku).

       

      Rzuca się w oczy podobieństwo do recepty, którą wypisał Jonas w "Dzieciach z ulicy Awanturników", prawda? To dlatego, że jesteśmy absolutnie i po uszy zaastridlindgrenowane. Jeśli film - to "Dzieci z Bullerbyn" (Joli stukrotnie dziękuję za polecenie płytek z kolekcji Super Ekspresu, z filmami na podstawie książek Astrid Lindgren, wiecie, tych starych, z lat osiemdziesiątych; wprawdzie Olle i Kerstin nie są tam Ullem i Szasztin, ale dziewczynki przyjęły to wyrozumiale). Jeśli audiobook - to "Karlsson". Jeśli książka - to aktualnie "Pippi", a cała reszta mogłaby nie istnieć.

       

      Pani doktor musiała skleić dwie kartki, żeby całe długie polecenie się zmieściło. Szkoda, że użyła żółtej kredki, ale wierzę, że da się przeczytać (lepiej niż niektóre zalecenia prawdziwych lekarzy, śmiem twierdzić). Zrozumieliście, prawda?

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „recepta doktor Marianny”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 listopada 2012 22:28

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs