Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • środa, 30 listopada 2011
    • strachy

      Marianna niezbyt szczodrze obdarzona talentem plastycznym, natomiast bardzo hojnie wyposażona w inteligencję, znalazła sobie niszę. Tworzy serię obrazków zatytułowaną "Strachy". Zamierza ją wydać w formie książki.

       

      Jako motto mogłaby wziąć wierszyk Wawiłow:

      Jak mi ciocia, albo wujek

      piękne farby podaruje,

      namaluję na papierze

      takie brzydkie, brzydkie zwierzę.

      To jest pomysł do niczego.

      Lepiej maluj coś ładnego.

      Nie chcesz? Czemu? Nie rozumiem.

      Bo ładnego ja nie umiem.

       

      W książce znaleźć ma się na przykład ten potwór, stosownie umieszczony pod czarnym słońcem. 

      potworek

       

      No co? Gorszy niż te modne alelale? Ktoś zatrudni młodą graficzkę o ostrej kresce i naiwnym stylu?

      Marianna z zapałem rysuje upiory, kościotrupy, czarownice, potwory ("Tu widać na rentgenie głowy zjedzonych ludzi"). Ogólnie temat wszelkich okropieństw wyraźnie ją pociąga. Wszystko może być pretekstem. Taka na przykład szopka.

      - Mamo, a Jezus urodził się w stajence, ale potem go ukrzyżowali? Tak? A co to znaczy, że ukrzyżowali.

      - Eeee - zaczynam tradycyjnie, zwłaszcza że te rozmowy są dodatkowo utrudniane przez moje wtręty "ale my w to nie wierzymy" - źli ludzie go skazali na śmierć i przybili do krzyża. Tak kiedyś ludzie zabijali innych za karę , teraz już nie - dodaję nieopatrznie.

      - A jak teraz zabija się ludzi za karę? - szczebiocze Marianna znad makabrycznych obrazków. Rośnie mi emo-dziecko?

      No to opowiadam. Krzesło elektryczne omijam. Skupiam się na rozstrzelaniach i powieszeniach. Marianna jest zachwycona i zgłębia temat, szczególnie wisielcy przypadli jej do gustu.

       

      A potem czytamy "Witaj, Karolciu" i Marianka ze łzami w oczach każe mi zamknąć tę książkę, bo ta Filomena... "Ona jest taka straszna, że ja się boję!"

       

      W ogóle to zauważam, jak często piszę o tym, czego dziewczynki się boją, czego bać się przestały. Tylu lękom trzeba w tym dzieciństwie stawić czoło. A potem w sumie wcale nie jest tyle lżej!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „strachy”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 30 listopada 2011 20:18
    • metafora

      Marianna tłumaczy Helence, jak funkcjonuje jej przedszkole: Bo u nas, Helenko, nie jest tak e wszystkie grupy są razem, nie. Osobno są maluchy, osobno zuchy. Rozumiesz? Są w jednym przedszkolu, ale w grupach osobno. Jak kluski i sosik na talerzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „metafora”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 30 listopada 2011 19:17
  • wtorek, 29 listopada 2011
    • co się ulało

      Wleczemy się w listopadowym półmroku od sklepu do sklepu w poszukiwaniu świeczek. Dziewczynki już prawie płaczą, że nie będzie andrzejek.

      - A co się jeszcze robi w andrzejki?

      - Wróży się, która dziewczyna pierwsza wyjdzie za mąż, - objaśniam - ale na to jeszcze jesteście trochę za małe.

      - A ja wiem! - woła z pogardą do wróżbiarstwa Helena - Ciocia Joasia wyjdzie pierwsza za mąż!(Fakt, za niecałe dwa tygodnie).

      - Ale musimy wiedzieć! Musimy wiedzieć, co będzie z naszą przyszłością - niepokoi się Marianna.

      Na szczęście przyszłość nie jest zagrożona, bo udaje nam się kupić osiem świec stołowych. Stearyna też się nada, choć Marianna wyrzeka, że dzieci z Bullerbyn lały ołów. Teraz trzeba jeszcze w domu znaleźć dobry klucz.

      - O! Jaki klucz! - zachwyca się Marianna - Takich kluczy to używano w dawnych czasach. W czasach Bolka i Lolka.

       

      Potem jeszcze dopytuje się, czy będziemy patrzeć do studni, za kogo wyjdziemy za mąż ("jak w Muminkach, mamo"), przyjmuje do wiadomości, że to na świętego Jana i w Finlandii, i lejemy.

       

      Tak nam się ulało:

      Mariannie: drzewo.

      Helenie: tabliczka, pies lub smok - zależnie od interpretacji.

      Mnie: kurczątko lub ptaszek kiwi - zależnie od interpretacji

      Tomkowi (dopuszczonemu do babskich wróżb): liść kapusty lub kraina Królowej Śniegu - zależnie od interpretacji.

       wróżby

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 listopada 2011 22:15
  • poniedziałek, 28 listopada 2011
    • szokujące spotkanie z kreskówką

      Kiedy jest tak szaro i ponuro, to nawet ja przełamuję swoje ortodoksyjne wyobrażenia na temat wychowania dzieci i włączam im kreskówkę. Jedną kreskówkę.

       

      Dzisiaj, zachęcona niedbale rzuconym zdaniem koleżanki (tak, Agnieszko, to o Tobie), że jej córki oglądają serial "Marta mówi", włączyłam jakiś przypadkowo znaleziony na youtubie odcinek. Siadłam i zorientowałam się, że to będzie o gadającym psie. Cudownie! Przygody mówiącego czworonoga i wesołej bandy dzieciaków! Magia i wierność najlepszego przyjaciela człowieka.

       

      Nic z tego. Cały odcinek był poświęcony temu, jak należy zwiększyć sprzedaż zupy! Jaka reklama będzie najskuteczniejsza i najbardziej opłacalna. Temat ten został pogłębiony. Rozważono skutki w krótkiej i w długiej perspektywie. Na przykład: Jeśli nakłamiesz w reklamie, to najpierw wszyscy kupią twój produkt, a potem się obrażą, jak się zorientują, że zupa nie jest wcale taka wspaniała.

       

      Być może przypadkowo tak źle trafiłam, ale chyba muszę na poważnie zacząć nadrabiać braki w kreskówkach. To nie tylko jest zmiana obyczajowa, pokoleniowa, mentalna. Jest to temat na habilitację.

       

      Aby nie pozostawać gołosłowną, dla chętnych:

       

      http://www.youtube.com/watch?v=7y1wU2StXcI

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 listopada 2011 21:19
    • wyimek z regulaminu zimowego

      "O ile dana czapka już zakrywa uszy, obowiązkowo zakrywa też oczy."

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 listopada 2011 18:34
  • niedziela, 27 listopada 2011
    • a la japonaise

      Kiedyś się zdumiewałam, czytając o japońskich mini mikro metrażykach. Jak oni sobie radzą? Cała rodzina na dwunastu metrach? I zachowują jeszcze japońską estetykę minimalizmu w tym wszystkim? Teraz nic mnie dziwi. Na naszych pięćdziesięciu metrach można nawet zorganizować trening. Oczywiście aikido, po japońsku. 

      aiki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 listopada 2011 21:25
    • u pociągów

      Do Muzeum Kolejnictwa głównie przychodzą mali chłopcy z dziadkami, a my się trochę do tej statystyki przyczyniamy, bo chodzimy tam bardzo rzadko. Niemniej, jest to miejsce strasznie fajne, błyszczy na mapie stałych atrakcji dla dzieci w Warszawie i kto nie był, to niech koniecznie się wybierze.

      http://www.muzkol.pl/PL/Home/Default.aspx

       

      Muzeum, rzecz jasna jest dość zapyziałe, z innej epoki niż jakieś tam brytyjskie centra dawnej techniki, ale jakoś trzyma fason. Poza tym jakoś cieszy mnie, że zajmuje taki wielki teren w drogim centrum Warszawy, wśród wieżowców, że taki wielki zarośnięty chaszczami plac ze starymi lokomotywami spędza sen z powiek chciwych developerów. Ale niech mi jednak ktoś przypomni, czy dawniej tam też wrzucało się monety, żeby uruchomić małe pociągi - makiety? Jestem prawie pewna, że nie! Wczoraj wydałam na wstęp jedynie 10 zł, ale na miejscu wrzuciłam do automatów 20 zł w drobniakach (a wydałabym więcej, gdyby ktoś mi rozmienił).

       

      Poprawiłyśmy z dziewczynkami statystyki genderowe muzeum, ale jednak moje córki chodzą w chmurze estrogenów i mają typowo babskie zainteresowania. Najbardziej je zaciekawiły: figurki ludzi na makietach ("Jaką ta dziewczynka ma sukieneczkę! I ma pieseczka!"), stroje kolejarzy ("też bym chciała mieć takie guziczki złote"), a wszystko na głowę pobił tandetny automat-ciuchcia, taki do bujania się.

       

      No i wykonałyśmy udaną sesję fotograficzną.

      ciuchcia

      ciuchcia2

       

      ciuchcia 3

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „u pociągów”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 listopada 2011 09:05
  • sobota, 26 listopada 2011
  • czwartek, 24 listopada 2011
    • zmyślanki helenki

      Helena zmyśla. To tak delikatnie powiedziane, bo o niespełna trzylatce nie wypada mówić, że kłamie. A jak ona kłamie! Czasem łatwo mi wykryć oszustwo.

      - Mamo! A ciocia nas w przedszkolu uczy takich brzydkich piosenek o pupach pań! - na szczęście jestem czujna i pamiętałam, że "brzydka piosenka o pupach pań" występuje w czytanej Mariannie książce "Esben i duch dziadka" (że też ta mała tylko takie rzeczy zapamiętuje z lektur siostry!).

      - A jaka to piosenka?- dopytuję przebiegle.

      - Taka brzydka, wiesz. Nie zaśpiewam ci, bo jest o gołych pupach. (A to skąd wzięła???)

       

      Szybko się orientuję, że historia, jak do przedszkola przyszli złodzieje, a Helenka w ostatniej chwili zamknęła im furtkę przed nosem i uratowała zabawki i dzieci (w tej kolejności), jednak nie do końca jest prawdą.

       

      Dałam się za to nabrać na:

      - Mamo, ale ja jem mandarynki!

      - Jak to?

      - W przedszkolu! Ciocia mi daje. Wszystkim dzieciom daje i ja ładnie zjadam. I pyszne są, ja lubię.

       

      Panie ciocie zarzekały się, że nieprawda, a Helena robiła swoją minę pod tytułem "wstydzę się straszliwie", więc biorąc pod uwagę cały kontekst ostatnich dni, w końcu dałam wiarę dorosłym.

       

      Poza tym Helena puszcza wodze fantazji z każdej okazji. Wystarczy że powiem np. "Kiedy ja chodziłam do przedszkola, to nie lubiłam jeść brukselki", a uruchamia się lawina. "A lalka Lilka jak chodziła do przedszkola, to lubiła brukselkę, a czekolady nie! A lalka Emilka, jak chodziła do przedszkola, to nie chciała jeść sera. I pluła! A miś Filipek, jak chodził do przedszkola..." I tak wszystkie zabawki. Idzie za rękę i nawija cały czas. Kiedy próbuję coś powiedzieć, to nie zwraca uwagi. Gorzej! Zaczyna mówić głośniej. Kiedy idę z nimi dwiema, Marianna też nadaje cały czas (choć bardziej sensownie, trzeba przyznać). A ja kiedyś narzekałam na dziecko, które po wyjściu z przedszkola mówiło tylko: "Mmmm. Nic nie pamiętam". To kiedyś przejdzie, prawda?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 listopada 2011 21:03
  • środa, 23 listopada 2011
    • pociechy lepsze i gorsze

      Jedna chora, druga kaszle. Druga chora, pierwsza kicha. Ja kicham, pierwsza zdrowa, druga chora. Ja chora, pierwsza kaszle, druga zdrowa. O, matko i córko! I jeszcze druga córko! Niechże już przyjdzie mróz i wymrozi te cholerstwa, bo nawet nie ma żadnych atrakcji, o jakich mogłabym na blogu napisać!

       

      Jedyną naszą pociechą aktualnie są książki. Po pierwsze dwie grube księgi. Od Mami (upolowana w antykwariacie):

      sztuka nie tylko

      Marianna jak się zapatrzy, to świdruje oczami i kontempluje nawet godzinę. Samo to jest chyba dobrą rekomendacją, (chociaż niekoniecznie, jeśli dziecko weźmie sobie książkę półgodziny przed obiadem). Poza tym naprawdę niezwykła książka - kilkadziesiąt dzieł sztuki (wielki rozrzut chronologiczny) i bardzo prosty, mądry i intrygujący komentarz i inteligentne pytania. I naprawdę "nie tylko dla dzieci", bo sama sporo się dowiedziałam.

       

      Po drugie: "Skrzaty". Trochę na wyrost, nawet dla Marianki, ale pomysł etnografii skrzaciego gatunku niezmiernie przypadł jej do gustu, a i Helena z chęcią ogląda. W jej przypadku doszło nawet do pewnej identyfikacji.

      skrzatka

       

      A żeby tak słodko nie było, to dorzucam jeszcze pozycję z nowego cyklu - "Książki najgorsze". "Każda planeta ma swoje miejsce" - niby tylko cieniutka książeczka, broszurka wręcz, ale jednak National Geographic jakiś standard powinien trzymać, nie? 

      każda planeta

       

       

      Po kilku stronach natrafiłam na takie coś:

      4planety

      No i jak przeczytaliście? Oczywiście, istnieje groźba, że nie umiem czytać, bo mi wyszło tak: "Najbliżej Słońca, które głównie skały planety cztery leżą, tworzą". Jakiś layout nieczytelny? Jak to miałoby być? "Najbliżej Słońca planety cztery leżą, które głównie skały tworzą". Też bez sensu, bo planety przecież nie tworzą skał. I skąd taka składnia? Wujek Gugiel tłumaczył, czy co? O, chwilę mi zajęło, zanim rozszyfrowałam, że poprzednie zdania typu: "Słońce to gwiazda gorąca i jasna. Wysyła nam dużo ciepła i światła" miały być w założeniu rymowane. Przebrnęłam do końca, omijając kolejne wiersze, w stylu: "A ile karłowatych planet tam się znajduje? Zrób obliczenia, a i tak wyjdzie ci tylko jedna" (do dziś dumam, o co chodziło, ale nie wiem, widać po wysiłku zrymowaniu 'obliczenia' z 'jedna' niewiele zostaje sił na pisanie z sensem), i co prędzej zwróciłam do biblioteki. Brrr... No niechże ten sezon na przeziębienia się skończy!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „pociechy lepsze i gorsze”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 23 listopada 2011 20:51

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs