Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • czwartek, 21 lutego 2013
    • nadejdzie i dla nas wiosna

      Nadejdzie w końcu wiosna i słońcem nas opromieni.

       

      I wszystkie matki udręczone, matki blade (kontakt ze światem wyłącznie telefoniczno-esemesowy: "młodsza kończy drugi antybiotyk", "jeden dwa tygodnie ospy, a potem drugi dwa tygodnie", "nie była w przedszkolu od początku ferii", "z zapaleniem oskrzeli w szpitalu, potem przyniósł do domu rota i wszyscy po kolei przechodzili", "tylko czekam, aż się mała zarazi"), niektóre wychudzone troską, inne przytyte od braku ruchu i nerwowego podjadania słodyczy (ja!), w końcu jedna po drugiej opuszczą swoje ciasne cele w blokach i apartamentach. 

       

      Będą grzały się na ławce, weteranki wojny zimowej, i zapominały o swojej niedoli i domowej niewoli.

       

      Pozdrowienia od szalenie dzisiaj wyczerpanej, na łasce i służbie u niezwykle wymagających dam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „nadejdzie i dla nas wiosna”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lutego 2013 22:25
  • poniedziałek, 18 lutego 2013
  • piątek, 15 lutego 2013
    • mi

      Chciałam się dzisiaj podzielić swoją drobną i przelotną obserwacją lingwistyczną w sprawie, "jak mówią matki". Żargon macierzyński to w ogóle rozbudowany obszar, podzielony na segmenty.  Ale nie chodzi mi dziś o zdrabnianie i dziubdzianie (zresztą to raczej domena babć), nie chodzi mi kuriozalne "karmimy się" i "czekamy na naszego tatusia".

       

      O inną rzecz mi chodzi. Otóż tak mnie to ostatnio uderzyło:

       

      - Mój mi śpi nieraz i do piątej.

      - Moja też mi dzisiaj pospała.

      - Mała mi nie zje dwóch dań, w życiu.

      - Moja to ostatnio nic mi nie je.

      - Moje to mi pierwszą zimę w przedszkolu chorowały ciągiem.

       

      No, słyszycie to też wszędzie dookoła? Skąd to się wzięło? Rozumiem "nie daje mi spać", "pyskuje mi", "awanturę mi robi", ale "choruje mi, je mi, śpi mi"? Język się powinien kierować ekonomią i do skracania dążyć, nie do dodawania "mi". Więc jakiś sens to musi mieć podskórny. Mi, właśnie mi to robi, mi, na złość chyba.

       

      Sama złapałam się na tym, że tak czasem mówię, bo wtedy do grona doświadczonych matek co w mamspiku nawijają bardziej czuję się zaliczona. Poza tym, naprawdę na złość chyba, takie plany na weekend, a mała mi choruje, mała mi nie je i jeszcze płacze mała mi. Jak złośliwa Mała Mi.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „mi”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lutego 2013 22:06
  • czwartek, 14 lutego 2013
  • środa, 13 lutego 2013
    • w co grają ludzie (u nas w domu)

      Mały update o grach . Córki niedawno wzbogaciły się o dwie gry:

       

      1) "Zagubiony naszyjnik" Marbushki. Gra jest niezmiernie estetyczna, oryginalna i pięknie wykonana. Stylowy, tajemniczy rysunek i prawdziwe półszlachetne kamienie. Tia... I na tym mniej więcej kończą się jej zalety. Należy do tak zwanych gier kooperacyjnych, czyli albo wszyscy gracze jako drużyna wygrywają, albo przegrywają (np. z czasem). Może moje córki są przyzwyczajone do zbyt dużej rywalizacji na co dzień, ale ta gra po prostu je nudzi. Przykro mi, bo ta gra jest taka śliczna i... no i tyle. Śliczna.

       

      2) "Skubane kurczaki" firmy Egmont. Nie jest taka estetyczna, chyba że mowa o estetyce przaśnej. Niech o tym zaświadczy fakt, że niektóre karty nazwałyśmy "pijany kurczak" albo "robal na grzance", ale jest po prostu świetna i oryginalna. Opiera się na tej samej zasadzie, co memo. A jak wiadomo, samo memo może dawać spore emocje, oraz pozwala, że skupione dziecko wygrywa ze zblazowanymi rodzicami jak nie przymierzając żółw z zającem. A tu jest więcej niż memo i jest bardziej rywalizacyjnie. Gra jest bardzo znana i obsypana nagrodami, ale jeżeli ktoś jeszcze nie zna albo się waha, to polecam. 

       

       3) Jeśli tak jak ja czasem jesteście niezadowoleni, że porządna gra kosztuje osiem dych i jest do tego w wielkim pudle, to polecam powrót do korzeni. Warcaby. Usiłowałam nauczyć córki grać, ale zachowywały się tak, jakby chciały jak najszybciej pozbyć się pionków. Przypomniałam więc sobie inną wersję warcabów - warcaby odwrócone, zwane w moim rodzinnym domu wybitką (tak samo jak w warcaby, ale chodzi o to, żeby jak najszybciej pozbyć się pionków). To im idzie znacznie lepiej. Nauczyłam je też grać w wilka i owce. (Zdałam sobie przy tym sprawę, że to się powinno raczej nazywać wilki i owca).  Nie wiem, co o tym mówią poradniki i autorytety, nie wiem jak u was w domach, ale ja się tak wciągam w granie, że nie daję prawie nigdy żadnych forów dzieciom. Za to jak którejś z dziewczyn uda się ze mną wygrać naprawdę, to pękam z dumy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „w co grają ludzie (u nas w domu)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 13 lutego 2013 22:03
    • czy strzelanie jest dla dziewczyn?

      Wizyta w lokalnym sklepie papierniczym w celu zakupu bloków i pędzelków.

       

      Dziewczyny zapatrzone są w plastikowe, tandetne zabawki, (chociaż budzą one moją pewną sympatię swoją niemarkowością).

       

      - To bym chciała! - wzdycha Helena na widok plastikowego konika. - I to bym chciała - szepcze przy plastikowym odkurzaczu. - I to też! - z zachwytem wpatruje się w laleczkę.

      - Masz za miesiąc urodziny, zastanów się, co byś chciała - mówię wychowawczo.

      - To ja bym chciała odkurzacz. Odkurzacz żółty ten! I oczywiście nie pistolet! Bo to jest taka nie dziewczyńska zabawka, tylko taka chłopska. Chłopskich zabawek nie chcę.

       

      Hmmm, nie chcę kupować jej militarnych zabawek, ale też nie chcę, żeby skreślały to, co "chłopskie". Odwołuje się zatem do ostatniego bastionu niestereotypowych marzeń Helenki.

      - A przecież chcesz być policjantką, a policjantki noszą broń.

       

      Helenka patrzy ze wzgardą.

       

      - Ale prawdziwą broń, mamo! Prawdziwą. Prawdziwą to mi możesz kupić.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „czy strzelanie jest dla dziewczyn?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 13 lutego 2013 18:29
  • środa, 06 lutego 2013
    • z okazji tłustego czwartku

      W ostatni czwartek zobaczyłam tacę pełną pączków w knajpie.

       

      - Pączki! Ach, dzisiaj czwartek. Pamiętacie, dziewczynki, co się dzisiaj mówi? Pamiętacie to powiedzonko? - szczebioczę jak jakaś  nawiedzona w garażu -  "Powiedział nam Bartek, że dziś tłusty czwartek"!

       

      Kupuję pączki i zastanawiam się. Liczę. Robi mi się głupio za ten entuzjazm.

       

      - A, nie. Pomyliłam się. To dopiero za  tydzień będzie tłusty czwartek.

      - A wiesz co się dziś mówi, mamo? - mówi lodowato uprzejmie Helenka, oblizując wargi - Takie powiedzonko. "Powiedział nam Bartek, że dziś nie ma tłustego czwartku".

       

      Ja nawet nie chcę myśleć, jak ona będzie mnie ścinać, kiedy będzie nastolatką.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „z okazji tłustego czwartku”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 06 lutego 2013 20:27
    • scenka z muzeum

      - Dziewczynki, a wiecie, co to jest?

      - Nie.

      - Nie - mówią przejęte dziewczynki z oczami okrągłymi i przepełnionymi szczerą ciekawością.

      - To przyjrzyjcie się. Może wpadniecie , co to może być.

       

      Oglądają poważnie.

       

      - Jakaś maszyna - stwierdza Helenka.

      - No, maszyna. Do czego maszyna? - pytam i staram się zasugerować ruchami palców, do czego mogła służyć.

      - Wiem! - wykrzykuje Marianna, wielbicielka Karlssona z dachu. - Maszyna parowa!

       

       

      Hej! To naprawdę są niegłupie dzieci! Tylko się pozmieniało. A ja tyle razy usypiałam przy dźwiękach maszyny do pisania. Ba! W podstawówce nauczyłam się pisać na maszynie, prawie bezwzrokowo. I kalkę wkręcałam, i takie korektorek miałam. A dziewczyny pewnie myślą, że za czasów maszyn do pisania to się dyliżansami podróżowało w długich sukniach. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „scenka z muzeum”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 06 lutego 2013 20:22
    • w muzeum dla dzieci

      W moim ulubionym warszawskim Muzeum Etnograficznym, (na którego rozkwit patrzę z zachwytem) otwarto niedawno Muzeum dla Dzieci im. Korczaka.

       

      http://www.ethnomuseum.pl/muzeum-dla-dzieci

       

      Wybrałyśmy się wczoraj. Moje ogólne wrażenie: Bardzo fajnie i bardzo dla dzieci, ale nie bardzo muzeum.

       

      Jest to raczej duża sala zabaw - ładna,  lanserska, estetyczna, wysmakowana, z zacięciem humanistyczno-kulturowym.

       

      W pierwszej sali - wywieszone są informacje o prawach dziecka, można podziwiać rysunki dzieci z różnych stron świata, zwiedzający są zachęcani do rysowania i pisania o prawach dziecka (Marianna ze straszliwą powagą napisała: "Dzieci mają prawo płakać" i "Dzieci mają prawo do nieśmiałości", natomiast Helena biegała po wyświetlanym na podłodze akwarium). W drugiej - można się przebierać w ludowe stroje. W trzeciej - bawić kolekcją dość przypadkowych zabawek ludowych i obejrzeć warsztat tkacki. W czwartej - zrobić teatrzyk cieni i pograć w klasy. W piątej - powspinać się na palmy, bawić się w dom różnymi bajeranckimi ekologicznymi zabawkami. Szósta jest poświęcona pismu i papierowi. Są wzory do prostego origami, literki, które można kolorować i ozdabiać.

       

      Wszystkiego można dotykać, można się wszystkim bawić, wszędzie porozkładane są ciekawe książki, sporo jest zadań do samodzielnego wycinania, klejenia, kolorowania. Choć widziałam na twarzach pracownic ból i konflikt, kiedy jakieś dziecko bardziej swobodnie traktowało eksponaty, to najwyraźniej personel jest przeszkolony, że "tutaj jest przestrzeń dla dzieci i wolno im wszystko". Starsze potomstwo można zostawić w sali, a samemu usiąść w kawiarni obok i obserwować je przez szybę. 

       

      Spędziłyśmy  miło czas, ale specjalnie wiele nie wyniosłyśmy ani o prawach dziecka, ani o etnografii. Spodziewałam się, że to jednak będzie takie prawdziwe muzeum o innych kulturach, może o dzieciach w innych kulturach? Muzeum, w którym można dotykać eksponatów, albo w którym są ciekawe zadania dla dzieci. Być może jest inaczej, jeśli idzie się z przewodnikiem, ale wczoraj nie było takiej okazji.

       

      No i jeszcze jedna uwaga - cena! Płaci się 20 zł za dziecko (dorośli jako osoby towarzyszące gratis, można też zwiedzić wtedy inne wystawy). Żadnych zniżek. Spotkałam koleżankę z czwórką dzieci. Zapłaciła 80 zł, żeby dzieci się dowiedziały, że dziecko ma prawo do nauki i równego traktowania. Hm... Mam nadzieję, że do Muzeum dla Dzieci w soboty jest wstęp wolny jak do całego PME.

       

      No, ale żeby za dużo nie krytykować - wklejam zdjęcia. Zobaczcie - dziewczyny bawiły się doskonale. 

      mdladzieci

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 06 lutego 2013 13:50
  • poniedziałek, 04 lutego 2013
    • mama, nie pisz, tylko słuchaj

      Były sobie dobre wróż...

      jedna miała krótkie nóż...

      druga miała dwie papuż...

       

      Marianna też jest w fazie zjadania końcówek, kiedy jest przejęta. A dziś przejęta była bardzo, bo zaczęła spisywać zimową opowieść swojego autorstwa. Patrzcie, jak ładnie już sama pisze. No, może nie tak znowu schludnie, ale za to całkiem samodzielnie, czasami zadaje tylko fachowe pytania "przez jakie U się pisze?"

      Dalszy ciąg na razie opowiedziała - otóż szkółka narciarska się zagubiła i spotkała w lesie Królową Zimy. Duże, bardzo duże wpływy "Zimowej przygody Ollego", ale przecież serce matki dostrzeże i elementy oryginalne. Na przykład szkółka narciarska! Ach, bo znana ze skromności nie wspominałam jeszcze, że Marianna świetnie sobie radziła w szkółce narciarskiej.

       

      A najbardziej zaskakujący fragment opowieści brzmiał tak:

      - I Królowa Zi... pokazała im salę, gdzie się śnieg produku... I nie uwierzy... Wiecie, kto produkował śnieg? To były Yeti - Człowieki Lodu!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „mama, nie pisz, tylko słuchaj”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 lutego 2013 21:03

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs