Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • piątek, 24 lutego 2012
    • inne życie

      Fajną książkę dzisiaj wyszperałam w bibliotece. Szwedzką, ma się rozumieć. W sam raz dla przedszkolaków, ale jakie tematy! Czego tu nie ma! Niepełne rodziny, różnice majątkowe, rozmaite style życia i przede wszystkim zielonooka zazdrość.

      inne życie

      Czasem dziewczynki mówią, mijając piękne wille "Mamo, czy my możemy też mieć taki dom? Nie? Jak to nie masz tyle pieniążków? A ja ci dam, ja zbieram już do skarbonki. Mamo, a jak inne dzieci mają fajnie, jak mają ogródek. Albo chociaż balkon." Jest mi trochę okropnie, a myślę, że w przyszłości takich słów usłyszę więcej.

       

      Ale myślę, że to lajcik generalnie, zwłaszcza w porównaniu z tymi rodzicami, którzy muszą odpowiadać na pytania w stylu "dlaczego inne dzieci mieszkają razem z mamą i tatą, a ja nie?"

       

      W każdym razie fajna książka na chwile, kiedy wydaje się, że twoje życie jest gorsze niż jakieś Inne Życie. Bohaterka (bezimienna, jakieś chyba imię jej nadamy?) zamienia się na jakiś czas na domy z kolegą. Wkrótce okazuje się, że jedna mama umie odkręcić słoik, a druga nie odkręca nawet szamponu, ale za to ma ładniejsze paznokcie. Jej własny tata nie mieszka z nią, ale jest przystojny. Za to tata kolegi wprawdzie mieszka w domu, ale nie wiadomo jak wygląda, bo ukrywa się za gazetą. W jednym domu są piękne ozdoby, ale nie wolno grać w unihokeja (czymkolwiek jest unihokej, pierwsze słyszę), a w drugim wręcz odwrotnie. A podsumowanie jest - jak to w bajkach - krzepiące "moje życie jest najlepsze".

       

      A moje życie będzie najlepsze, jeśli uda nam się wszystkim jutro wyjechać tam, gdzie echo odpowiada bo mu za to płacą. Dlatego chwilowo na dni parę żegnam się z blogiem, siecią, kompem! Pa!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „inne życie”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 24 lutego 2012 21:23
  • czwartek, 23 lutego 2012
    • nowa metoda wychowawcza

      - Helenko, idziemy się kąpać!

      Helenka ucieka.

       

      - Helenko, załóż sweter!

      Helenka ucieka.

       

      - Helenko, posprzątaj kredki.

      Helenka ucieka.

       

      - Helenko, nie odchodź z kanapką od stołu.

      Helenka ucieka z kanapką.

       

      - Helenko, nie wchodź na mokrą podłogę.

      Helenka ucieka po mokrej podłodze.

       

      No co jest, do cholery? Bunt trzylatka? Bunt trzylatka to miało być to, co było w październiku. Bo to co myślałam, że w maju było buntem trzylatka, to potem nazwałam "czwartym, nieco spóźnionym, buntem dwulatka". Tym razem przynajmniej nie mówi "NIE!". Nawet tego jej się nie chce.

       

      - Helenko, włóż buty, idziemy do przedszkola.

      Helenka ściąga układankę z królewnami z półki.

       

      - Helena, buty! - mówię krócej, bo przypomina mi się metoda z "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały".

       

      Moje dziecko nadal nie słucha.

       

      - Helenka, teraz nie układamy... - gryzę się w język, bo przecież zakazy podobno denerwują dzieci.

       

      - Odłóż układankę, zobaczymy, czy są duże kałuże - mówię, bo staram się być pozytywna. Naprawdę się staram!

       

      Helenka układa królewny.

       

      - Wolisz włożyć buty sama, czy żebym ja ci założyła? - to jest kolejna zalecana metoda.

       

      Helena metodycznie układa układankę fragment żółtej sukienki i ma mnie w nosie.

       

      Może trzeba potraktować ją dojrzalej? Może trzeba jej wyjaśnić?

       

      - Helenko, niedługo będzie w przedszkolu śniadanie. Chcę, żebyś na nie zdążyła. Ty też chcesz zdążyć, prawda?

       

      Cisza.

       

      - Prawda? Ułożysz układankę, kiedy wrócisz.

       

      Układa konika.

       

      - Helenka, jest mi przykro, kiedy mi nie odpowiadasz.

       

      Cisza.

       

      - Helena! - już nie wytrzymuję - Nie słyszysz? Masz coś z uszami?

      - Tak, mam coś z uszami - odpowiada z godnością.

       

      Oddycham głęboko. Miałaś nie krzyczeć, miałaś nie krzyczeć. Pomyśl, że za tydzień to nie będzie miało znaczenia. Nic się nie dzieje. Nic się nie dzieje. Aha, oprócz tego, że moje starsze dziecko wyje w przedpokoju "Ja się już ubraaaaałaaaam! Popatrz, jak ładnie sama się ubrałaaaam! Przecież kazałaś mi się ubrać! Gorąąąąącooooo miiiiii!", a przecież to ona ma dostać w tej sytuacji pozytywny przekaz, pochwałę i moją uwagę..

       

      - Helena - oświadczam - w takim razie zabieram te buty. Nie wolno ci ich włożyć.

       

      Wkłada.

       

      Wkłada! O żmija!

       

      Będę tak jutro od rana. "Helena, nie wolno ci wstać. Helena, nie wolno ci umyć zębów. Helena, nie wolno ci się ubrać". Hoho, poradnik taki napiszę i zbiję na tym fortunę.

       

      Mojemu bratu dziękuję za inspirację w tej sprawie!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „nowa metoda wychowawcza”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 lutego 2012 13:25
  • wtorek, 21 lutego 2012
    • gotowość urodzinowa

      Trzecie urodziny Helenki już za kilka tygodni. Postanowiłam zorientować się, czy Helutek jest na etapie "zapraszamy znajomych rodziców i ich dzieci" czy może jest już  osiągnęła większą samodzielność. Może jest już gotowa na nowy etap "zapraszamy moich prywatnych kolegów z przedszkola"?

       

      Założyłam, że wskaźnikiem gotowości będzie to, czy potrafi odpowiedzieć na pytanie:

       

      - Helenko, kogo chciałabyś zaprosić na urodzinki?

      - Tymka, Szymka, Miłosza* - wypala bez zastanowienia.

       

      Myśli chwilkę.

       

      - Milę, Anię, Jagódkę*.

       

      Myśli dłuższą chwilkę.

       

      - I małą Milusię, Piotrusia, Amelkę, Polę, Jonę, Julka*...

       

      Myśli, myśli, myśli, myśli. Naprawdę bardzo długo

       

      - A! I ciebie, mamo!

       

       Gotowa, zdecydowanie.

      ---

      * Koledzy z przedszkola, rzecz jasna.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „gotowość urodzinowa”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 lutego 2012 09:25
  • poniedziałek, 20 lutego 2012
    • fabuły i konfabuły

      - Mamo, mamo, a do nas do przedszkola to złodzieje wkradają.

      - Hm?

      - Jak ciocia furtki nie zamknie, to oni czyhają i wkradają.

      - I co?

      - No, ukradają.

      - Co kradną?

      - Co? Wszystko, mamo! Wszystko ukradają! Zabawki ukradają! Ale dzieci się tym nie przejmują, wiesz? - Helena zawsze zachowuje uśmiech i spokój - A Lilka z Emilką raz były wieczorem same. I złodziej wkradł. A Lilka nie lubi złodzieja, i uciekła, i za Emilką stanęła. A Emilka przestała gotować i powiedziała panu złodzieju: Wynocha!

      - I co, poszedł?

      - Nie poszedł. Ale wiesz, mamo, to było tylko bardzo dawno.

       

      A teraz pytanie: Czy po takiej dawce konfabulacji (trzylatki nie kłamią) uwierzylibyście w to, że "trzeba mi kupić nową szczoteczkę do zębów, mamo, bo różową Tymek mi wrzucił do takiej rury i ja teraz myję nie swoją"? 

       

      Jakże się zdziwiłam, że tak było naprawdę! A może złodzieje naprawdę wkradają? W końcu najgorzej, jak matka nie wierzy dziecku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „fabuły i konfabuły”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2012 12:14
    • ho ho, tak tak

      - Mamo, a co to jest pocztówka? - spytała mnie moja całkiem zwykle rozgarnięta córka.

       

      Ta sama córka tego samego dnia:

      - Mamo, jak ci się wiesza laptop na tej płycie, to spróbuj nam z jutjuba* puścić.

       

      Jeszcze chwila, a siądę i powiem: Ho, ho, tak, tak, a za moich czasów, hoho, inaczej bywało.

       

      * Piszę fonetycznie, bo wiecie, ACTA, służby nie śpią, może szukają dowodów po sieci.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2012 12:07
  • niedziela, 19 lutego 2012
    • mumia

      Fajniutki plakat, prawda?

      papirusy mumie

       

      Czego byście się spodziewali? 150-letnie zbiory, zabytki przywiezione z Luwru? Od rana zrobiłyśmy sobie pogadankę o Egipcie, a tu niestety... Trzy niewielkie salki. Różne malutkie drobiazgi w gablotach. Jakiś nędzny skarabeusz, jakaś spinka. Dwie pokrywy sarkofagów. Dwie mumie - fałszywe, dwustuletnie. Osiem minut.

       

      Poszliśmy więc na obchód wystawy stałej. Byliście może w latach dziewięćdziesiątych? Osiemdziesiątych? No, to nic się nie zmieniło. Małe makietki grodzisk. Za szkłem wyszczerbione groty strzał. 

       

      Marianna, wbrew wszystkiemu, była zachwycona. Każdą makietę badała uważnie i z przyjemnością słuchała o epoce żelaza. Helena ganiała jak wariatka, zupełnie znudzona, a panie wołały "Proszę trzymać dziecko za rękę!"Naprawdę, rozczarowana jestem bardzo, że tak słabo nadal wyglądają takie muzea. Były same rodziny z dziećmi, a nic nie wolno dotknąć, nawet szybki gabloty.

       

      Zapraszają jednak na warsztaty, między innymi z lepienia z gliny. Marianka bardzo chce, więc może znów odwiedzimy ten przybytek którejś soboty.

       

      W niedzielę wstęp bezpłatny, gdybyście chcieli sprawdzić, czy nie jestem zbyt surowa w swoich ocenach, albo gdyby wasze dziecko potrzebowało adrenaliny i biegania wśród pań wołających "proszę nie dotykać'.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 lutego 2012 20:14
    • bałwany, czyli odwilż ma też plusy

      Jednym z niezrozumiałych anachronizmów, powielanych przez przedszkola, książeczki, piosenki dla dzieci jest dekoracja bałwana. Z czego bałwan ma oczy? Wiadomo, dzieci mówią chórem: Bałwan ma oczy i guziki z węgielków i śpiewają: „Węgiel czarny, stary garnek mama da” .

       

      Tymczasem moje dzieci nigdy węgla nie widziały na oczy. Nawet czczenie Barbórki i trudu górnika zostało zarzucone, więc dzieciaki nie wiedzą wcale, po co jest czarne złoto, ani jak wygląda. Nawet na ostatnim Dniu Babci nie śpiewano w przedszkolu o babuleńce siwej z robótką. Czasy się zmieniają. Bałwan trwa.

       

      Po pilnej obserwacji osiedlowych bałwanów, muszę powiedzieć, że najlepszą uwspółcześnioną wersją jest robienie guzików i oczu z nakrętek butelek i słoików. Zamiast dziurawego garnka (o którego dziś jakże trudno) można wziąć wiaderko po śledziach/popcornie/kiszonych ogórkach.

       

      Niestety, te obserwacje poczyniłam zbyt późno, po wykonaniu własnych bałwanów. Ale wyszły nieźle, prawda?

       

       Wyprawa niedzielna:

      bałwanki

       

      Najpierw powstały bałwanie dzieci (Nigdy nie zgadniecie! Nazywały się Marianka Bałwan i Helenka Bałwan!) Dopracowane, ozdobne i wygładzone. Jak stwierdziła Marianka „dorosłe bałwany mogą być byle jakie, byle tylko ktoś małych bałwanków pilnował”).

      A tu jeszcze zdjęcie z wyprawy sobotniej:

      bałwan i igloo

      W pewnym momencie my, dorośli wpadliśmy na pomysł zbudowania igloo. I zrobiło się jak w „Tato, zbudujmy domek” – dorośli z przejęciem projektowali, konstruowali i wymieniali się pomysłami, przeganiali dzieci, żeby nie przeszkadzały w tej ważnej sprawie, jaką jest „budowanie domku oczywiście dla was, kochane dzieci, a teraz nie pałętajcie się”. Zdałam sobie z tego ze wstydem sprawę, kiedy moje córki postanowiły bawić się starą deską, zamiast cieszyć się i być wdzięcznymi, że mama i tata budują im wspaniały domek.

       

      Więc igloo pozostało niewykończone. I dobrze. Bo po pierwsze konstrukcja dachu by nas przerosła, a po drugie moglibyśmy skończyć jak pan Rurka i Tata, którzy tak się zapędzili, że jeden spadł z wanną z wysokości i uciekł, twierdząc, że jedzie na klaczy Łusi na jarmark do Jaworek, a drugi zawisł na drzewie i trzeba było wzywać pogotowie.

       tato zbudujmy

       

      Swoją drogą, seria Majaloumy jest wspaniała. Może kiedyś napiszę o niej więcej, bo o takim mistrzostwie trudno się wypowiadać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „bałwany, czyli odwilż ma też plusy”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 lutego 2012 16:29
  • sobota, 18 lutego 2012
    • przedpokój

      Życie składa się z rozbierania i ubierania. A zimą to już w ogóle. A kiedy błoto pośniegowe zalega to już w ogóle. 

       

      Przeczytałam wczoraj, że wraz z kryzysem i problemami na rynku mieszkaniowym deweloperzy stopniowo zmniejszają powierzchnię przedpokojów, dążąc do zaniku tychże. Deweloperzy! Nie idźcie tą drogą! Młodzi i marzący o założeniu rodziny! Nie idźcie tą drogą! (Mówię o kupnie mieszkania bez przedpokoju, o niczym innym).

       

      Posiadacze małych mieszkań, jak sobie radzicie? Mój przedpokój jest maleńki. Ślady po oponach wózka odbite na ścianie wprawdzie przypominają mi męczeństwo lat poprzednich, ale nadal nie jest lekko.

       

      Wracamy ze spaceru. Jesteśmy na klatce (dziewczyny mówią "mamo, wychodzę na klatkę, na którą tata mówi korytarz" i "tato, wychodzę na korytarz, na który mama mówi klatka"). Marianna dzwoni opętańczo dzwonkiem do drzwi, chociaż mówię, że nikogo nie ma.

       

      - Ale jest smok, mamo. Muszę go ostrzec, żeby się schował.

       

      Smok się najwyraźniej schował, znowu go nie widziałam.

      - Nie wchodźcie do pokoju! Nie wchodźcie do pokoju! Stójcie na szmacie! Staaać! - drę się, jakbym co najmniej była hersztem szajki, a moi niefrasobliwi złodzieje zapomnieli, że w Luwrze w nocy działa fotokomórka.

      - Ściągajcie buty.

      - Ja nie mogę, bo muszę na czymś usiąść.

      W przedpokoju nie ma żadnej ławy, bo nie ma miejsca.  Skacząc na jednej nodze, zezuwam jeden but i zezuję za krzesełkiem. Jest blisko, więc robię jeden krok na parkiet i ściągam krzesełko.

       

      Marianna się rozsiada. Gdzie Helena? Aha, chowa się w szafie. Wciska się do środka, zlazła ze szmaty, zrobiła bajoro. Ze środka wypadają buty, a z góry walą się czapki i szaliki. Prosto w bajoro. Czy to wina tego, że szafę zaprojektowano dla dwóch osób? Czy kwestia tego, że kiedy wychodziłyśmy, to przydarzył nam się ten przypadek "dziewczyny zgrzane w kombinezonach, a ja nie mogę znaleźć rękawiczek do pary, więc przewracam wszystko w szafie"? Czy może smok? Na pewno smok.

       

      - Wyłaź z tej szafy. Wyłaź! Wyłaź!!! - w końcu muszę ją wyjąć. Oczywiście kopie mnie brudnym, zabłoconym butem w nogę w samej rajstopie. Grudki śniegu rozpływają mi się na stopie.

      - Rozbieraj się.

      - Najpierw chcę pudełko na rękawiczki i czapkę - żąda Helena.

      Ściągam pudełko , wrzucam przy okazji leżące na ziemi rękawice i szaliki. O nie, niektóre są już w błocie. Ciskam je prowizorycznie do łazienki, później się upierze.

       

      - Mamo, ja chcę siku.

      - Nie rozebrałaś się, nie wchodź do łazienki w buciorach.

      - Ale mi się chce.

      - No to szybko się rozbieraj.

       

      Marianna bardzo szybko nawet zostawia na podłodze malowniczy stos ciuchów i butów.

      Helena wchodzi na niego. 

      Marianna wchodzi w zabłocony szalik rzucony do łazienki.

      Obie mają mokre skarpetki. Ja mam mokrą jedną stopkę w rajstopce.

      Zbieram wszystko, przy okazji zauważam, że zapomniałam się rozebrać i spływam potem.

       

      A dziś przeczytałam w Wysokich Obcasach, że mikro mieszkania są trendy.

      - No, to przynamniej jestem trendy - myślę  zasuwając z mopem w samych majtkach po pobojowisku i pokrzykując : Włóżcie skarpetki! Gdzie macie kapcie?

       

      Czasem wychodzimy trzy razy w ciągu dnia.

       

        Ciekawe, czy posiadanie większego przedpokoju rozwiązałoby wszystkiego moje problemy. Na razie tak się pocieszam, bo w końcu nie ja jestem winna. A może nie jest prawdą, że macierzyństwo uczy automatycznie porządku i dobrej organizacji?

       

      Smok pod łóżkiem siedzi i się cicho śmieje. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „przedpokój”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 18 lutego 2012 18:53
    • komunikat ja i inne takie

      Zawsze chciałam nauczyć dzieci uczciwej komunikacji, asertywnego wyrażania opinii, nazywania własnych uczuć, nie wkręcania się w te wszystkie gierki i żałosne spojrzenia pełne wyrzutu, "zraniłaś mnie, nie powiem, sama się domyślaj' albo "chciałabym, ale pod warunkiem, że to ty zgadniesz, że ja chcę, bo inaczej to nie chcę". I są efekty, owszem.

       

      - Mamo, czuję smutek, kiedy tak mnie traktujesz - oświadczyła niespełna trzyletnia Helena.

       

      Traktuję "tak" = zakładam jej rękawiczki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „komunikat ja i inne takie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 18 lutego 2012 09:03
  • piątek, 17 lutego 2012

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs