Co słychać u dziewczynek?

Wpisy

  • poniedziałek, 28 lutego 2011
    • alleluja!

      Co znaczy awaria pralki? Awaria pralki, gdy ma się dwoje wyjątkowo brudnych dzieci, a szczególnie młodsze? Młodsze dziecko łączy w sobie rozbuchaną skłonność do oblewania się, plamienia, mazania, tarzania ze skrupulatną troską o czystość. Wystarczy niewielka plama, nie daj Boże mokra i "ZMIENIĆ MNIE!".

       

      - Tak, zmienić cię by się przydało.

      - Bluzkę zmienić! Czystą!

       

      No więc podaję - czystą raz. Przebieram ją trzy - cztery raz dziennie, poza tym ma regres i potrafi się zsikać, najchętniej (dzisiaj), siedząc w czystych ciuchach na kołdrze I narzucie. Soczek, flamasterek, serek, deserek. Normalnie jakbym zmieniła się w niemiecką blond hausfrau występowała w reklamie proszku. "Oj plama, plama, co za pech".

       

      W tym tygodniu dołączyły takie przyjemności jak wożenie prania do mamy, przywożenie mokrych w torbie (uginałam się), spieranie ręczne.

       

      Alleluja! Wreszcie przyszedł fachowiec! Alleluja! Wymienił pasek klinowy! Alleluja! Pralka jeszcze podziała! Alleluja! Może nawet rok? Alleluja! Piorę zasikaną pościel, jak się cieszę, jak cholernie się cieszę!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 lutego 2011 21:51
    • (od) twórczo

      Zobaczyłam dzisiaj taki pomysł:

       

      http://www.piekne-dziecinstwo.pl/2011/02/jak-zrobic-laleczke-kokeshi.html

       

      I od razu wiedziałam, że CHCĘ! (Dzięki, na pewno będę się inspirować!)

       

      Oczywiście dziewczynkom nie wyszło tak pięknie, ale było zachwycone.

      kokeshi

      Potem zawinęły się w kocyki od pach po stopy mrużyły oczka i udawały laleczki kokeshi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „(od) twórczo”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 lutego 2011 21:51
  • niedziela, 27 lutego 2011
    • zoo zimą

      Zabrałam dziś dziewczynki do ZOO, bo w końcu niedziela i tak szwendać się po okolicznych parkach - nuda. Wkroczyłam, prychając na cały świat jak matka lwica-tygrysica (najpierw w sklepie do świętej polskiej krowy, czyli pijaka, śmiałam powiedzieć, że jak stoję z dwójką dzieci, to ma za mną się ustawić, a nie z flaszką i szlugami się wpychać, potem zbojkotowałam pana "parkingowego" spod ZOO - był zresztą rozbrajający, gdy z powagą naprowadzał mnie na miejsce pod bramą ZOO, a wokoło wszystkie miejsca były puste).

       

      ZOO zimą ma specyficzny urok i różne zalety poza niższą ceną biletów. Przede wszystkim jest pusto, nikt nie krzyczy do ucha "Heniuś, paczaj jak paściękę rozdziawia skórkowaniec!", a i zwierzaki jakieś spokojniejsze. Nie ma elektrycznego pociągu, jazdy na kucyku, automatów, rurek z kremem i tego całego badziewia.  Włóczą się tylko pojedynczy ludzie z długaśnymi obiektywami, zagubieni turyści zagraniczni i paru ojców z dziećmi w wózeczkach.

       

      Widziałyśmy niedźwiedzia "wygląda zupełnie jak Eryk, jak go rzucę na łóżko".

      Naprawdę właśnie tak wyglądał! Proszę państwa, oto miś:

      miś

      Obejrzałyśmy czarną panterę, która ocierała się o nas (przez szybę), parę hipopotamów, które ostatnio opisywano w gazetach w rubryce "skandale  towarzyskie", lamy ("są spokrewnione z wielbłądami" "ale one o tym nie wiedzą?", oraz "lamy w Ameryce Południowej pomagają ludziom - noszą ciężkie paczki" "I pomagają mamie urządzić urodziny?") i inne atrakcje - na wybiegach i w pawilonach.

       

       

      Różne niepozorne zwierzęta w tej nowej sytuacji okazały się fascynujące. Kazano nam nawet wyjść od surykatek, bo dziewczyny nie mogły się powstrzymać od pisku.

       

       

      Zachwycona byłam też tym, że nie musiałam brać wózka. Ale na krótkich Helenkowych nóżkach nie dałyśmy rady dojść wszędzie, więc obiecałam dziewczynkom niebawem powtórkę.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 lutego 2011 21:22
  • sobota, 26 lutego 2011
    • literki

      Marianna mozolnie próbuje pisać litery.

      - To "M"? - pytam zachęcająco na widok zygzaka.

      - Tak! - mówi oburzona, jakbym nie widziała oczywistej oczywistości.

      - Jakie ładne "I".

      - Mamo! To "T"!

      - To "O"! - trudno się pomylić.

      - Tak! - zadowolona.

      - A to? - usiłuję się domyślić - czy to "A"?

      - Mamo! To jest przecież nos dzika!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      sobota, 26 lutego 2011 23:59
  • piątek, 25 lutego 2011
    • zima trzyma

      Trzyma, trzyma, ale popołudnia coraz jaśniejsze. Można zacząć chodzić na popołudniowe spacery na rytmikę. A nawet trzeba, dla zachowania resztek psychicznego zdrowia. Helena ma katar aż miło, ale już nie gorączkuje, za to od przymusowego zamknięcia naprawdę rozum traci. O wszystko jęczy, miauczy, jojczy, jazgocze, popłakuje, pobekuje, nieustanny ton skarżąco jęczący wydaje z siebie.

       

      HELENA: [robi to co zwykle]

      JA: Kto tak miauczy?

      MARIANNA (zdegustowana): Mamo, czy ty masz alergię na takie koty, tak jak ja?

       

      No i wywaliłam mimo kataru na dwór. Zawsze można się na sankach pociągać.

      ciąganie

      Albo popchać.

      pchanie

      Świetny patent  wymyśliłam, żeby w miarę szybko iść, a żeby córki się wybiegały jednak. Wzięłam jedną parę pojedynczych sanek i ciągnęłam je na zmianę, wyznaczając dość częste punkty zmiany. Jednym dziewczęciem, które w dodatku bardzo chce dojść do miejsca, gdzie już może siedzieć na sankach jest dość łatwo manipulować i można nawet w pół godziny dotrzeć na taką rytmikę.

       

      Marianna się dzisiaj rozmarzyła: "Mamo! A jak będzie wiosna, będziemy jeździć na rytmikę rowerkami, albo hulajnogami, albo laufradkami. I jak wejdziemy , to sukienki zostawimy na brzuszkach naszych, a sandałki w szatni i tylko baletki i już!" Och, tak!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 25 lutego 2011 21:36
    • a dlaczego?

      Helena pomalutku, w niektóre dni zarzuca etap mówienia "NIE", zanim jeszcze usłyszy, o co chodzi. Ale na wszystko absolutnie mówi "A dlaczego?"

       

      - Ta lalka nazywa się Lalona.

      - A dlaczego?

      - No bo tak się nazywa.

      - A dlaczego?

      - Tak na ma na imię.

      - A dlaczego?

      - Bo Nusia tak ją nazwała.

      - A dlaczego?

      - Bo to imię jej się podobało.

      - A dlaczego?

      - A tobie się podoba? - próbuję wytrącić ją z transu.

      - Tak, podoba mi się. A dlaczego?

      - Co dlaczego?

      - Dlaczego podoba mi się?

       

      AAAA!

       

      I mój dzisiejszy faworyt:

       

      - Helenka! Nie wolno mazać po umywalce!

      - A dlaczego?

      - Bo teraz jest brudna! I złamałaś mi szminkę!

      - A dlaczego?

      - Bo sie ułamała.

      - A dlaczego?

      - Bo jest miękka.

      - A dlaczego?

      - Bo nie jest do rysowania po umywalce!

      - A dlaczego?

       

      AAAA!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      piątek, 25 lutego 2011 21:24
  • czwartek, 24 lutego 2011
    • przed zaśnięciem

      Dziewczynki leżą na piętrowym łóżku, światło zgaszone, Helenka zastawiona małymi krzesełkami, bo nadal nie mamy dobrej barierki, ja śpiewam kołysanki.

       

      - Mamo! Mnie przytulić!

      - Mamo mnie!

      - Do mamy chcę ja!

      - Ja!

       

      No to tulę na zmianę, bo naraz się nie da. Żeby utulić tak porządnie Mariannę, muszę stanąć na krzesełku (leży 160 cm nad ziemią). A wtedy Helenka korzysta z okazji i obejmuje mnie z całej siły za kolana.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 lutego 2011 21:12
    • rozpiera nas

      sakiewka

       

      Ha! Są powody do dumy, nie? Prawie własnoręcznie (z niewielką, naprawdę prawie niezauważalną pomocą dziewczynek) wykonałam tę sakiewkę wróżki (firmy Trefl).

       

      Jak zwykle chciałam je zmobilizować do jakiegoś rozwoju plastyczno-manualnego, ale czegóż mogę wymagać od własnego potomstwa, skoro sama nie umiałam nawlec koralików na sznureczek, a cekiny widać jak wykleiłam (to Marianna!). No nic, zawsze przy sakiewce zleciało ze 20 minut.

       

      Strasznie się nudzimy w domu (Helenka choruje). Czytamy, gramy w gry, układamy układanki,rysujemy, lepimy łowimy magnetyczne rybki, śpiewamy, tańczymy - do znudzenia, ogromnego, niewyobrażalnego znudzenia. Dziś puściłam Helence Noddy'ego, sądząc że to jest ostatni mój as w rękawie i dziecko pozbawione telewizji się przyssie. A ona nie chciała tego oglądać! Zdrada!

       

      Hm, zawsze można poskakać z krzesła na kanapę, walnąć się, pokłócić, poprzyżegać dzieciom krostki (tak, Helena już się zaraziła). Przynajmniej mogą się znow razem kąpać...

       

      Odwiedziła mnie dziś kuzynka z chłopakiem i dziwili się, jak ja to wytrzymuję - poziom hałasu zdecydowanie przekracza dopuszczalne normy! Ja chcę już je zabrać na dwór i wybiegać!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 lutego 2011 21:09
    • tomasdottir saga

      Helena, młodsza córka Tomasza, daje ostatnio upust swoim przeżyciom nucąc nam długie bajki - sagi. Dziś wzięłam długopis i zanotowałam całą. Przedstawiam (z przypisami).

      Zaczynamy na melodię walczyka "Był sobie raz balonik", potem melodia robi się coraz bardziej monotonna i przechodzi w melorecytację.

       

      Był sobie czarny konik.

      Jechał nim król Artur [przyp. często jeździmy koło rzeźby Rycerzy Króla Artura].

      I to nie był Król Bul [chyba jasne - z Bajek Grajek]

      I nie miał małej dzidzi.

      I poszedł król do zamku.

      I siedział na tronie.

      I król nie miał korony.

      A płakał sobie,

      bo chciał jeść.

      I była mama w zamku.

      I tata.

      Nie było Helenki w zamku.

      Ojojoj.

      Bo była z babcią. [Tu umieram z wyrzutów sumienia].

      I nie było konika,

      bo pan pojechał.

      A osioł pobiegł z konikiem.

      I pobiegł z nim do domu.

      A konik objął go kopytem.

       

      Naprawdę natchnione dziecię, nie ma jeszcze dwóch lat!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „tomasdottir saga”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 lutego 2011 20:50
  • środa, 23 lutego 2011
    • marianna liczy

      - Mamoo? Po co jest liczydło?

      - Do liczenia.

      - Do liczenia czego?

      - No na przykład ile to jest trzy i trzy.

      - A ile?

      - Policz.

      - Nie chcęęęęę!

      - No to nie licz.

      - Piętnaście? Trzynaście? Jedenaściedwanaścieniewiem? Łeeee!

       

      Marianna porzuca liczydło i bierze wózek dla lalek. Po dziesięciu minutach uśmiechnięta: Mamo, sześć!

       

      Mądra. Ambitna. I szybko się zraża.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pepperann
      Czas publikacji:
      środa, 23 lutego 2011 20:41

Tagi

Kanał informacyjny

konkurs