Co słychać u dziewczynek?

Wpis

niedziela, 12 lutego 2012

krioterapia i obrazki breugla

Elegancka, starsza para sunie pod rękę na łyżwach. Wyprzedzają ich dzieci w najmodniejszych sportowych strojach, popychające kijami krążek do bramki ustawionej na brzegu. Pani w futrze wiezie ostrożnie opatulone w śpiworki z kożuszkiem bliźniaczki na specjalnych saneczkach do pchania. Staruszkowie wracający z kościoła wystawiają twarze do słońca. Rozchichotane dziewczyny uciekają na łyżwach przed zalotami czerwononosych młodzieńców. Nastolatki bez czapek i rękawiczek, z rękami w kieszeniach ślizgają się na butach. Wyszczotkowane, rasowe psy ganiają wokoło swoich właścicieli, którzy zatrzymali się na towarzyską pogawędkę, wydychając obłoki pary. Ujadające, zmarznięte kundelki kulą się w krzakach. A mostki wdzięcznymi łukami spinają brzegi długiego lodem skutego kanału. I co to? Obrazek Breugla? A może Amsterdam czy Kopenhaga? Nie, to tylko Kępa Potocka w ten rosyjski suchy mróz.

 

Cudownie jest, naprawdę! Patrzyłam dzisiaj jak urzeczona i specjalnie zatrzymaliśmy się tam w drodze do Lasku Bielańskiego. Tam bowiem wyznaczyłam moim córkom sesję krioterapii i wymrażania resztek choroby (Freedom! Freedom! Można wreszcie wyjść! Hura!)

 

Na narty pojechać się nie udało (na marginesie, doszłam do tego, co spowodowało całą chorobę w przeddzień zaplanowanego wyjazdu - powiedziałam koleżance, że moje dzieci wcale tak bardzo nie chorują w przedszkolu; doprawdy niewiarygodnie beztroskie zachowanie, jakbym dopiero pierwszy rok dzieci miała i jakbym nie wiedziała, że tak igrać z losem po prostu nie wolno). Skoro narty przepadły, to może czas pomyśleć o łyżwach? Bardzo mały rozmiar nóg dziewczynek trochę utrudnia zakup sprzętu, a młody wiek Heleny komplikuje logistykę, ale może, może? Na razie dziewczyny ślizgały się na butach, pięknie wpisując się w zimowy obrazek.

 

kanał

 

W lesie zresztą też jest ładnie. Dziewczyny, po uzyskaniu zapewnienia, że 100 metrów od bloków na Klaudyny nie ma wilków ani "Indianów", ganiały z radością poza utartymi szlakami.

las

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
pepperann
Czas publikacji:
niedziela, 12 lutego 2012 20:25

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • lee_a napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/13 21:07:21:

    o rany, pepps, jak spojrzałam na to zdjęcie to pomyślałam, że mi dzieci porwałaś - normalnie mam takie same jak twoje :) i w takich samych kombinezonach :)

  • pepperann napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/13 21:22:06:

    Tchibo rządzi ;-) A w ogóle to świadomie bym ich nikomu nie porwała, ostatnio tak w kość mi dają. Może ty byś chciała je na chwilę porwać?

  • zalmamuta napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/13 21:28:08:

    Przytaknę, tchibo ale tylko "kombezony", są genialne. Czy myślisz, że moja Milka czytając ze mną Twój blog mogła się zarazić od dziewczyn chorobą?;-D Zaczynamy zapalenie krtani.....

  • pepperann napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/14 08:51:55:

    U nas kombezony nazywają się Kombi-Zenony. Sądzę, że od samego czytania sie zarazić nie mogła. Ale jeśli pomyślałaś coś w stylu "Na szczęście moja Mika nie choruje", albo w dodatku powiedziałaś to na głos - no to sama wiesz... ;-)

  • lee_a napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/14 19:20:41:

    ja swoje pozwoliłam porwać babci w związku z czym już drugi dzień jestem bezdzietna i nie wiem co z tym faktem czynić! :)

  • zalmamuta napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/14 22:13:41:

    No jasne!!!! Chwaląc się 100% obecnością Milki w przedszkolu w styczniu, lałam łzy płacąc 100% czesne za tenże miesiąc. zdrowa żle, chora jeszcze gorzej:-D

Dodaj komentarz